Tytuł wiele mówi - tym razem przygotowałem dla Was zestaw absolutnych pięściarskich hitów, które odbędą się na jesieni i na które czeka cały świat boksu. Będzie to 25 pojedynków, których przegapić wręcz nie wolno. W większości w stawkach tych walk znajdą się mistrzowskie tytuły największych organizacji, co dodaje dodatkowego smaczku tym konfrontacjom. To właśnie jesienią między liny wejdzie cała plejada gwiazd i absolutna czołówka rankingu P4P bez podziału na kategorie wagowe. Dzięki tym pojedynkom i ich rozstrzygnięciom rozwiąże się najnowszy ranking absolutnego pięściarskiego topu...
5.11.2016
Jack Culcay - Demetrius Andrade
Pojedynek o regularne mistrzostwo Świata WBA wagi super półśredniej pomiędzy numerem 3 w Europie, Niemcem Jackiem Culcayem, a prawdopodobnie najlepszym Amerykaninem w tym limicie, niepokonanym Demetriusem Andrade. Walka odbędzie się na MBS Arena w Poczdamie, gdzie Culcay stoczył swój ostatni pojedynek z Jeanem Carlosem Pradą. Dla leworęcznego Amerykanina będzie to pierwszy pojedynek w Europie. Ba, pierwszy wyjazd poza USA. Andrade wygląda jednak na bardzo pewnego siebie i - pomimo tego, iż będzie miał w Niemczech wszystkich przeciwko sobie - to on wyrasta na faworyta tej walki.
Giovanni De Carolis - Tyron Zeuge
Niemcy nie mogą pogodzić się z utratą "wicemistrzostwa" WBA w wadze super średniej. Włoch Giovanni De Carolis już po raz czwarty będzie musiał stawić się w Niemczech by wydrzeć rywalowi z gardła ten tytuł. Najpierw drastycznie oszukano go w Karlsruhe dając wygraną Vincentowi Feigenbutzowi. Później Włoch zastopował młodego Niemca, ale bronić pasa musiał z Tyronem Zeuge. Jego także dość wyraźnie wypunktował w Berlinie, ale Niemcy dali mu tylko remis. Tym razem czas na rewanż w Poczdamie i De Carolis będzie musiał spróbować znokautować młodego prospekta, by raz na zawsze pokazać światu, że zasługuje na ten pas. Zeuge i cała niemiecka hala będą robić wszystko, by popsuć mu plany.
Jessie Vargas - Manny Pacquiao
Pierwsza z tych ultraciekawych konfrontacji, chociaż przyznać trzeba, że po porażce z Floydem Mayweatherem gwiazda "Pacmana" powoli przestaje błyszczeć. Osobiście w tej walce widzę nieznacznego faworyta w osobie "Ruthlessa", jednak każdy zdaje sobie sprawę, że taki rezultat byłby jednocześnie końcem kariery Pacquiao i końcem pewnej epoki w boksie. Vargas ma na rozkładzie kilka dużych nazwisk, przegrał jednak z Timothy'm Bradleyem, którego Manny pokonał trzy razy. Filipińczyk nie jest już jednak sobą, ma 38 lat i jego emerytura jest już bardzo blisko. Ostatnią wygraną przed czasem zanotował na Miguelu Cotto w 2009 roku, co mówi samo za siebie. Dla Vargasa to walka o lepszą przyszłość. Wygrana nad "Pacmanem" sprawi, że ludzie zaczną go szanować. W stawce pas WBO należący od niedawna do "Ruthlessa".
Nonito Donaire - Jessie Magdaleno
Filipiński "Flash" podobnie jak jego starszy rodak Pacquiao, już nie błyszczy tak jak kiedyś. Czas wielkich walk chyba już minął. Nonito został sprowadzony na ziemię przez Guillermo Rigondeaux, a zdeptany przez Nicolasa Waltersa. W międzyczasie był wyraźnie słabszy w ringu nawet od Vica Darchinyana. Ostatni czterej rywale Doneire'a - William Prado, Anthony Settoul, Cesr Juarez i Zsolt Bedak to żadne gwiazdy. Jessie Magdaleno to również nie ten poziom, ale jest niepokonanym Amerykaninem, a walka odbędzie się w Stanach, w mieście gdzie mieszka i trenuje 25-latek, które trzy dni po walce będzie obchodził urodziny. Ciekawostką jest fakt, iż Jessie Magdaleno stoczył na zawodowych ringach 23 walki, co przełożyło się na 87 rund. Żadnej z nich Amerykanin nie przegrał. 17 razy nokautował swoich rywali, a pozostałe walki wygrywał do jednej bramki, często rzucając przeciwników na deski. Walka z Filipińczykiem to dla niego wielka szansa, z której będzie chciał skorzystać.
Oscar Valdez - Hiroshige Osawa
Pojedynek ciekawy z punktu widzenia Kamila Łaszczyka. To właśnie Oscar Valdez ma pas WBO wagi piórkowej, o który w najbliższej przyszłości chciałby powalczyć "Szczurek" z Wrocławia. I to właśnie z Hiroshige Osawą miał spotkać się Polak w eliminatorze do Valdeza i jego pasa. Meksykanin zdecydował inaczej - wziął Japończyka na dobrowolną obronę zostawiając Łaszczyka nieco na lodzie. Dla Valdeza będzie to pierwsza obrona tytułu wywalczonego w lipcu po szybkim nokaucie na Matiasie Ruedzie. Meksykanin ma także na rozkładzie m.in. Chrisa Avalosa i Evgeny Gradovicha, z którymi radził sobie przed czasem. Być może to właśnie 25-letni Valdez jest najsilniejszym zawodnikiem tej kategorii wagowej. Japończyk Osawa ostatnią przegraną walkę stoczył 7 lat temu, ale nigdy też nie walczył poza Azją. To będzie dla niego pierwsze spojrzenie na boks na wielkiej hali w Las Vegas. Zdecydowanym faworytem mistrz Świata.
12.11.2016
Luis Ortiz - Malik Scott
Jeden z najlepszych technicznie, najsilniejszych i jednocześnie najbardziej unikanych pięściarzy wagi ciężkiej, Luis Ortiz wreszcie zakontraktował sobie walkę i przeciwnika. Naprzeciw "King-Konga" stanie Malik Scott. Wygląda na to, że kariera 37-latka z Kuby wreszcie ruszy do przodu. Ortiz podpisał kontrakt z promotorem Eddie'm Hearnem i teraz powinno być już z górki. Sam zainteresowany zapowiada, że skopie tyłki wszystkim mistrzom i sam zostanie niepokonanym i zunifikowanym czempionem. Najpierw musi poradzić sobie ze Scottem, chociaż nie powinien mieć z tym wiele problemów. Malik legitymuje się bardzo dobrym rekordem, ale każdy widział, w jaki sposób znokautował go Deontay Wilder. Walka odbędzie się w Monte Carlo i będzie to pierwsza wizyta "King-Konga" w Europie. Na tym jednym występie się nie skończy, bo Ortiz ma także pokazać się 10 grudnia na gali Anthony'ego Joshuy z Manchesterze.
Jason Sosa - Stephen Smith
Anonimowy do niedawna "El Canito" Sosa dwoma pojedynkami zwrócił na siebie uwagę całego świata. Komputerowy ranking Boxrec już teraz klasyfikuje 28-latka na samym szczycie kategorii super piórkowej przed takimi zawodnikami jak Francisco Vargas, Jose Pedraza czy Vasyl Lomachenko. Jest to chyba dość spore nadużycie, ale tak wyliczył komputer. Sosa w grudniu ubiegłego roku zremisował z Nicolasem Waltersem, chociaż każdy widział, że powinien go ograć. Odbił to sobie w czerwcu nokautując w 11 rundzie niepokonanego wcześniej Javiera Fortunę. Sytuacja podobna, jak u Ortiza - Sosa również nigdy nie walczył w Europie, ale pas wywalczył w Chinach, więc na pewno i w Monte Carlo nie zje go trema. Przed dużą szansą staje natomiast Stephen Smith. Jeszcze w kwietniu przegrał w walce o pas IBF z Jose Pedrazą, a już w listopadzie dostanie drugą, jeszcze lepszą szansę. Aż żal będzie z niej nie skorzystać. Moim osobistym faworytem będzie pretendent.
Arthur Abraham - Martin Murray
Rewanż Niemca z Brytyjczykiem na neutralnym terenie w Monte Carlo. W pierwszej walce rozgrywanej w Niemczech Abraham był bardzo bliski utraty mistrzowskiego pasa. Pas stracił niedawno w USA na rzecz Gilberto Ramireza, co podwyższa szanse Murraya na sukces w pojedynku rewanżowym. Abraham ma za sobą wspaniałą karierę, 50 pojedynków, prawie 400 przeboksowanych rund. Walka z Murrayem, w której stawce znajdzie się pas WBO International będzie szansą daną sobie na odbicie mistrzowskiego tytułu. Porażka Niemca może zakończyć jego karierę. Murray to natomiast solidny rzemieślnik. Nie ma może świetnej techniki, ale ma ogromne serce do walki, co pokazał w walkach z Sergio Martinezem, Gennady Golovkinem czy George Grovesem. Walka bez faworyta.
19.11.2016
Marco Huck - Dmytro Kucher
"Captain" marzy o powrocie na szczyt. Po porażce z Krzysztofem Głowackim utracił pas i etykietę "niezwyciężonego". W walce z Krzyśkiem pokazał, że również ma swoje słabości, że w Niemczech miał pewną ochronę, a w Stanach Zjednoczonych tego zabrakło. Niedawno miał spotkać się z Ovillem McKenzie'm, ale Brytyjczyk zgłosił kontuzję. Ostatecznie spotka się z posiadaczem pasa EBU, Ukraińcem Dmytro Kucherem, jednak mistrzostwo Europy nie znajdzie się w stawce tej walki. Panowie powalczą o należący do Hucka pas IBO. Niemiec będzie chciał zaliczyć jubileuszową, czterdziestą wygraną. Kucher natomiast marzy o walce o tytuł mistrzowski, co da mu tylko wygrana nad Huckiem. Ukrainiec pokazał niedawno, że ma bardzo silny cios. Jeśli upoluje Hucka, skończy się tak jak z Głowackim.
Sergey Kovalev - Andre Ward
Absolutny hit. Hit nad hity tej jesieni. Pojedynek, który ściągnie wzrok kibiców boksu na całym świecie. Walka o bezsprzeczne panowanie na tronie rankingu P4P bez podziału na kategorie wagowe. Dwóch niepokonanych pięściarzy, obaj po 30 zawodowych pojedynków. Obaj wielcy mistrzowie. Obecnie Rosjanin posiada aż trzy mistrzowskie pasy w wadze półciężkiej, natomiast Amerykanin był wielkim mistrzem wagi super średniej, który zmienił kategorie i poszedł w górę szukać nowych wyzwań. Wyzwanie znalazł. Zmierzy się z "Krusherem". Walka bez faworyta - ile ludzi, tyle opinii. Pojedynek, który może zakończyć się w każdym momencie i w każdy możliwy sposób. Kovalev dysponuje większą siłą i odpornością, Ward lepszą techniką i szybkością. Jeśli konfrontacja ta będzie wyglądała tak, jak się zapowiada, może przyćmić nawet niedawne starcie Pacquiao z Mayweatherem. Oby obaj stanęli na wysokości zadania.
Isaac Chilemba - Oleksandr Gvozdyk
Zawodnik z Malawi wraca po dwóch porażkach z rzędu, z Eleiderem Alvarezem i Sergeyem Kovalevem. Jest to zdecydowanie jeden z najbardziej niedocenianych pięściarzy tego limitu - świetny, twardy i lubiący się bić pięściarz. Gvozdyk to z kolei Olimpijczyk, któremu marzy się wielka kariera zawodowa. Pomimo ledwie 11 pojedynków zdążył już zastopować m.in. Nadjiba Mohammediego i Tommy'ego Karpency. Chilemba nigdy nie przegrał jednak przed czasem, choć mierzył się z najsilniejszymi zawodnikami w wadze półciężkiej. Na deski nie zdołali go rzucić ani Kovalev ani Tony Bellew. Gvozdyk jest silny, ale chyba nie aż tak, żeby znokautować "Golden Boya" z Afryki. Pojedynek bez pasa w stawce.
26.11.2016
Billy Joe Saunders - Artur Akavov
W dość dziwny sposób prowadzona jest kariera Billy Joe Saundersa. Między lipcem 2013, a grudniem 2015 roku pokonał on kolejno Gary'ego O'Sullivana, Johna Rydera, Emanuele Blandamurę, Chrisa Eubanka Juniora i Andy'ego Lee. W tym ostatnim występie zdobył pas mistrza Świata wagi średniej federacji WBO. W 2016 roku nie pojawił się w ringu, a w listopadzie ma dojść do pierwszej obrony pasa z Arturem Akavovem. Rosjanin nie ma ani jednego znanego nazwiska na swoim rozkładzie. Jego największym wyzwaniem był chyba Sebastian Skrzypczyński, co jednoznacznie podkreśla, iż nie jest to zawodnik, który zasłużył na mistrzowską szansę. Saunders odmawiał już unifikacji z Gennady Golovkinem, do skutku nie doszedł rewanż z Chrisem Eubankiem ani pojedynek z Maxem Bursakiem. Brytyjczyk mógł także spotkać się z Maciejem Sulęckim, jednak wybrał Akavova, którego pewnie pokona przed czasem.
Vasyl Lomachenko - Nicolas Walters
Kolejny świetny pojedynek w listopadzie. Genialny Ukrainiec pokazuje, że nie boi się nikogo i w obronie pasa WBO wagi super piórkowej spotka się z niepokonanym i piekielnie silnym Nicolasem Waltersem. Walters wygrywał już z Nonito Donaire'm czy Viciem Darchinyanem. Lomachenko to jednak ewenement - ma dopiero siedem zawodowych pojedynków, a jest już dwukrotnym mistrzem Świata. Ma na rozkładzie takie nazwiska jak Gary Russel Jr czy Roman Martinez. 28-letni mańkut ma zamiar dalej iść w górę i zdobywać kolejne tytuły. W tym może mu jednak przeszkodzić Walters, który na pewno dysponuje większą siłą ciosu. Zapowiada się ciekawy pojedynek, w którym faworytem będzie Lomachenko.
3.12.2016
Denis Lebedev - Murat Gassiev
Jedno jest pewne - pasy WBA i IBF w wadze cruiser na pewno zostaną w Rosji. Pojedynek doświadczonego Lebedeva z młodym i niepokonanym Gassievem to dość duże ryzyko ze strony naszych wschodnich sąsiadów. Albo legnie mit Denisa, albo zera w rekordzie pozbawiony zostanie jeden z najlepszych rosyjskich prospektów. To tak jakby w tej chwili "Diablo" Włodarczyk spotkał się w ringu z Michałem Cieślakiem. Abstrakcja. Walka Lebedeva z Gassievem jednak dojdzie do skutku. Faworytem będzie chyba 37-letni Denis, który od 2010 roku walczy tylko na najwyższym światowym poziomie. 14 lat młodszy Murat stoczył dotychczas tylko jedną walką na dystansie 12 rund. Zdecydowanie częściej woli brać sprawy w swoje ręce i załatwiać wszystko za pomocą siły. Bardzo ciekawa konfrontacja dla tego limitu.
10.12.2016
Anthony Joshua - Władimir Kliczko
Pojedynek, który elektryzuje niemal wszystkich. Wieloletni, wielki mistrz, absolutny dominator ostatniej dekady w walce z młodym, obdarzonym ogromną siłą, lecz niedoświadczonym mistrzem. Walka z gatunku "być albo nie być" dla Ukraińca, który po ubiegłorocznej porażce z Tysonem Furym nie wrócił jeszcze na ring. Joshua na chwilę obecną stoczył na zawodowych ringach 17 pojedynków i wszystkie zakończył przed czasem. Debiutował po Igrzyskach Olimpijskich w Londynie, w październiku 2013 roku. Dokładnie w tym samym dniu Kliczko wygrywał w Moskwie z Alexandrem Povetkinem. Przecież to tak niedawno.
Dla porównania, Kliczko również debiutował po Igrzyskach, w listopadzie 1996 roku. W tym czasie młody Anthony szedł do pierwszej klasy Szkoły Podstawowej. Obaj są mistrzami Olimpijskimi w wadze super ciężkiej. Obaj to zawodowi mistrzowie Świata. Kliczko to legenda, a Joshua jest na najlepszej drodze by nią być. Pojedynek jest bardzo blisko realizacji, jednak co chwilę pojawiają się sygnały, że jednak do niego nie dojdzie. W stawce znalazłby się na pewno pas IBF Joshuy. Kliczko chce walczyć też o wakujący pas WBA po Tysonie Furym. Wszystko zależy ponoć od federacji. Każde rozstrzygnięcie byłoby w tej walce możliwe.
17.12.2016
Alexander Povetkin - Bermane Stiverne
Federacja WBC, pod nieobecność kontuzjowanego Deontaya Wildera, postanowiła wyznaczyć oficjalnego pretendenta, Alexandra Povetkina do walki z Bermane Stiverne'm o tytuł tymczasowego mistrza Świata. Niedawno bardzo blisko było do walki Rosjanina o pełnoprawne mistrzostwo z amerykańskim mistrzem, ale w organizmie 37-latka wykryto niedozwolony środek i walkę odwołano. Wilder na szybko znalazł Chrisa Arreolę i w walce nabawił się kontuzji. Teraz wygląda na to, że zwycięzca walki między Rosjaninem a pochodzącym z Haiti Stiverne'm spotka się w następnej kolejności z Wilderem. "B-Ware" już miał okazję bić się z "Bronze Bomberem" - to właśnie jemu Amerykanin odebrał mistrzowski tytuł WBC i to właśnie z nim stoczył jedyną dotychczas walkę, po której zliczać punkty musieli sędziowie. Do walki dojdzie w Rosji, więc dość wyraźnym faworytem będzie Povetkin, ale Bermane zapowiada, że wygra przed czasem. Wszystko możliwe.
Bernard Hopkins - Joe Smith Jr
Pożegnanie legendy. 52-letni "Kat" przed Świętami Bożego Narodzenia stoczy ostatnią zawodową walkę i wreszcie, po trwającej blisko 30 lat karierze zawiesi rękawice na kołku. Amerykanin był wielokrotnym mistrzem Świata. Wygrywał m.in. z Royem Jonesem Juniorem, Felixem Trinidadem, Oscarem De La Hoyą, Antonio Tarverem czy Kelly'm Pavlikiem. Stoczył 66 pojedynków, nigdy nie przegrał przed czasem. Joe Smith płynie na fali wygranej w pierwszej rundzie walki z Andrzejem Fonfarą. Walka z Hopkinsem to dla niego idealna opcja. "Kat" ściągnie kibiców przed telewizory i do hali, a Smith będzie mógł się dobrze pokazać. Ale czy ktokolwiek był w stanie dobrze zaprezentować się przeciwko Hopkinsowi?
Pięściarzy dzielą 24 lata różnicy. Bernard debiutował na zawodowym ringu, kiedy Joe Smitha nie było jeszcze na świecie.
Bez daty / Na początku 2017 roku
Carlos Takam - Johann Duhaupas
George Groves - Eduard Gutknecht
Jospeh Parker - Andy Ruiz Jr
Ricky Burns - Adrien Broner
Adonis Stevenson - Eleider Alvarez
Gennady Golovkin - Daniel Jacobs
Carl Frampton - Lee Selby
Roman Gonzalez - Carlos Cuadras
Szykuje się nam - kibicom - wiele godzin przed telewizorami. Pięściarska jesień naprawdę będzie złota. Trzeba się modlić, aby wszystkie te pojedynki ostatecznie doszły do skutku. Zdecydowanie na czoło wysuwa się moim zdaniem konfrontacja Kovaleva z Wardem oraz Joshuy z Kliczko. Świetnym widowiskiem może być także walka Lomachenko z Waltersem i Golovkina z Jacobsem. Bardzo jestem ciekawy rezultatów starć Parkera z Ruizem, Framptona z Selbym, Vargasa z Pacquiao i Lebedeva z Gassievem. Są też walki, gdzie faworyt jest dość wyraźny - Ortiz ze Scottem, Povetkin ze Stiverne'm, Groves z Gutknechtem, Andrade z Culcayem, Saunders z Akavovem czy Valdez Osawą.
Chciałbym też, aby pojawiły się też niespodzianki. Bardzo chętnie obejrzę wygraną Andy'ego Ruiza Jr nad Josephem Parkerem, Eleidera Alvareza nad Adonisem Stevensonem, Carlosa Takama nad Johannem Duhaupasem, Ricky'ego Burnsa nad Adrienem Bronerem, Bernarda Hopkinsa nad Joe Smithem, De Carolisa nad Zeuge, Murraya nad Abrahamem i Chilemby nad Gvozdykiem.
To będzie piękna jesień. Bokserska złota jesień.
" [...] Jeśli w boksie jest jakaś magia, to jest to magia walki ponad granicami. To magia ryzykowania wszystkiego dla marzeń, których nie dostrzega nikt poza Tobą... "
Etykiety
- Boks na świecie (43)
- Boks w Polsce (34)
- Ciekawostki / Statystyki (34)
- Na Gorąco (37)
- Rankingi (24)
- Zapowiedzi (29)
wtorek, 18 października 2016
czwartek, 13 października 2016
Tyson Fury.
Długo zastanawiałem się, jak zatytułować ten artykuł przedstawiający sytuację jednego z najbardziej (o ile nie najbardziej) popularnych pięściarzy ostatnich dni, tygodni, miesięcy. Doszedłem do wniosku, że jest on geniuszem i błaznem w jednej osobie. Wszystko, co możemy o nim powiedzieć i pomyśleć mieści się się w dwóch słowach - jego imieniu i nazwisku. Po prostu. Tyson Fury.
Anglik urodził się w 1988 roku w szóstym miesiącu ciąży. Jego sytuacja zaraz po narodzinach nie była klarowna - lekarze przygotowywali rodziców nawet na najgorsze. Jego ojciec - John Fury, wcześniej w podobnych okolicznościach stracił dwie córki. W tym przypadku miał jednak ogromną nadzieje. Postanowił dać synowi na imię Tyson, świadczące o wielkiej sile ówczesnego mistrza wagi ciężkiej, Mike'a Tysona.
Młody Fury poradził sobie i wyrósł na - o zgrozo - ponad dwumetrowego, silnego mężczyznę. Boks zaczął trenować za namową ojca. John Fury był pięściarzem, który zakończył karierę zawodową z bilansem 8-4-1. Tyson chciał więcej. Kariera amatorska średnio go interesowała. Od początku stawiał na zawodowstwo.
Na amatorskich ringach stoczył zaledwie 34 pojedynki, z czego 30 wygrał, a 26 zakończył przed czasem.
Jego największym amatorskim sukcesem był brązowy medal młodzieżowych mistrzostw Świata w 2006 roku. W tym samym roku - mając niecałe 18 lat rzucił na deski Davida Price'a.
Fury liczył na występ na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie i nawiązanie do sukcesów chociażby Lennoxa Lewisa, jednak przeliczył się - do Chin pojechał David Price (przywiózł brązowy medal), a Tyson Fury musiał obejść się smakiem. Do następnej Olimpiady trzeba było czekać kolejne cztery lata, więc zdecydował się na karierę zawodowca - podpisał kontrakt z Mickiem Hennesey'em.
Mierzący aż 206cm Fury zadebiutował w grudniu 2008 roku mając 20 lat. Spotkał się z Węgrem Belą Gyongyosi'm i zastopował go po 134 sekundach. Tak rozpoczęła się zawodowa kariera pięściarza, który kilka lat później stanie się najpopularniejszym zawodowcem Świata...
W pierwszym roku zawodowej kariery Tyson Fury stoczył dziewięć pojedynków. Wszystkie wygrał. Siedem zakończył przed czasem, a dwukrotnie czekał na decyzję sędziów. Już wówczas eksperci widzieli przed nim świetlaną przyszłość i wróżyli mu status czempiona. Pierwszy rok startów Anglik kończył z tytułem mistrza Anglii pokonując Johna McDermotta. Pół roku później spotkał się z tym samym rywalem w rewanżu i znokautował go. W 2011 roku Fury spotkał się w ringu z niepokonanymi przeciwnikami. Najpierw był to Marcelo Luiz Nascimento z Brazylii, którego Anglik zastopował w piątej rundzie, a następnie rodak, Dereck Chisora, z którym stoczył bój o pas mistrza Wspólnoty Brytyjskiej. Fury dość wyraźnie wypunktował rodaka, czym zyskał przychylność kolejnych ekspertów. Pod koniec 2011 roku zmierzył się z trzecim niepokonanym przeciwnikiem, Nevenem Pajkiciem. Była to bardzo intensywna walka, chociaż skończyła się po trzech rundach. Wygrał Fury, ale to własnie w tej potyczce po raz pierwszy ponad dwumetrowy Anglik zapoznał się z matą ringu.
W grudniu 2012 roku Tyson zdał kolejny ciężki test. Na jego drodze stanął Kevin "Kingpin" Johnson - zawodnik, o którym mówiono, że jest nie do znokautowania. Miał bardzo długie ręce, ciężki do boksowania styl. Fury poradził sobie nadzwyczaj dobrze oddając rywalowi tylko jedną odsłonę. Pojedynek ten był jednocześnie eliminatorem do pasa WBC (o którego walki Fury nigdy się nie doczekał).
Cztery miesiące później Tyson Fury po raz pierwszy zawalczył w Stanach Zjednoczonych. Jego rywalem był Steve Cunningham - pięściarz, który dopiero co przeszedł do królewskiej kategorii z wagi cruiser. Przewaga warunków fizycznych była druzgocąca i w tym pojedynku nic złego Fury'emu wręcz nie miało prawa się stać. Było inaczej. W drugiej rundzie dużo lżejszy i mniejszy Cunningham wystrzelił prawą ręką na brodę Anglika. Fury zwalił się z deski ringu z wielkim hukiem, a cały pięściarski świat zamarł. Brytyjczyk wstał i kontynuował pojedynek, ale nie mógł przeciwstawić się szybkości rywala. W połowie walki przegrywał dwa do remisu na kartach sędziów punktowych. W siódmej rundzie pomógł sobie łokciem i piekielnie mocno uderzył Amerykanina kończąc pojedynek. Do dzisiaj ówczesna wygrana wzbudza wiele kontrowersji.
W listopadzie 2014 roku, po sześciu latach zawodowej kariery Fury stanął do rewanżu z opromienionym serią pięciu efektownych wygranych z rzędu Dereckiem Chisorą. Na szali tego starcia zawisł pas mistrza Europy należący do Chisory. Fury stoczył jedną z najlepszych walk w dotychczasowej karierze całkowicie eliminując atuty przeciwnika. Rozbijał rodaka, aż w końcu zastopował w dziesiątym starciu. Chisora nie miał ochoty na kontynuowanie nierównej konfrontacji. Tyson Fury był już blisko szansy walki o światowe tytuły.
W lutym 2015 roku Fury spotkał się w ringu z Christianem Hammerem w walce o pas WBO International. Wtedy już on sam i jego ludzie doskonale wiedzieli, że jest to walka na przetarcie przed pojedynkiem z wieloletnim czempionem i legendą tego sportu, Władimirem Kliczką. Kliczko ostatnią zawodową porażkę poniósł w 2004 roku, kiedy Tyson jeszcze nie do końca wiedział, czy chce być pięściarzem. Od tamtej pory Ukrainiec wygrał 22 walki z rzędu, zdobył mistrzowskie pasy federacji WBA, WBO, IBF i IBO. Odprawiał po kolei wszystkich najlepszych w ówczesnych czasach możliwych rywali. Od Samuela Petera, Chrisa Byrda, Calvina Brocka, Lamona Brewstera, Sultana Ibragimova, Hasima Rahmana, Ruslana Chagaeva, Eddie'go Chambersa, Davida Haye'a, Alexandra Povetkina, Kubrata Puleva aż do Bryanta Jenningsa.
Kolejnym skalpem miał być Tyson Fury...
Anglik robił show na wszelkich spotkaniach z Kliczko, na konferencjach, nagrywał śmieszne filmiki, ogólnie robił wszystko by pokazać, że jest bardzo silny psychicznie i nie boi się konfrontacji z Ukraińcem. Wielu ekspertów wkładało wszystkie zapowiedzi Anglika między bajki. Fury wyglądał na pewnego siebie, jednak każdy poprzedni rywal Kliczki był pewny do momentu pierwszego gongu. Tak samo miało być w tym przypadku. Teraz jednak było inaczej. Fury prowokował Władimira, grał w swoją grę, przygotował odpowiednią taktykę, która w powiązaniu z warunkami fizycznymi Anglika spełniła swoją rolę. Ciężko było patrzeć na nieporadność wieloletniego mistrza na ringu w Dusseldorfie. Komentatorzy w pewnym momencie zaczęli mówić o trzęsieniu ziemi, jakie wywoła nowy mistrz Świata, Tyson Fury. I stało się. Dwóch sędziów przyznało Anglikowi osiem z dwunastu rund, natomiast trzeci dziewięć. Władimir Kliczko po 12 latach stracił mistrzowskie pasy i status nieosiągalnego mistrza. Od tej pory była to era Tysona Fury'ego.
Anglik sam był na tyle zaskoczony, że nie wiedział jak ma unieść wszystkie wiszące na nim pasy. Widać było, że sytuacja przerosła nawet jego samego. Jego postawa przed walką była tylko grą. Sam jednak nie umiał sobie poradzić z tym, czego dokonał. Gra musiała się skończyć. Fury musiał zacząć funkcjonować jako mistrz Świata wszechwag, a ten tytuł można tłumaczyć jako nadczłowiek, dla kibiców szermierki na pięści. Brytyjczyk z miesiąca na miesiąc gasł. Sukces nie zmotywował go do dalszego działania, a - wręcz przeciwnie - przeraził. Tak można powiedzieć - Tyson Fury przestraszył się tego, co zrobił.
W kontrakcie walki z Ukraińcem była oczywiście klauzula rewanżu. Pojedynek rewanżowy miał się odbyć tym razem w Anglii, na ringu w Manchesterze. Władimir Kliczko i jego ludzie byli niezwykle zmotywowani do zabrania pasów z powrotem do siebie. Zgodzili się na przedstawione im warunki. Podczas kiedy Władimir wylewał siódme poty na treningowej sali, Tyson Fury eksponował fałdy tłuszczu zalewające jego brzuch. Pił piwo, zajadał się fast-foodem i upajał się tytułem niepokonanego mistrza. Termin walki - lipiec 2016 - zbliżał się nieuchronnie. Już w pierwszej połowie roku z obozu Anglika napływały sprzeczne informacje, jakoby Tyson nie trenował, był kontuzjowany itd. Ostatecznie Fury zgłosił kontuzję i walkę przełożono na październik. Tym razem Tyson Fury powiadomił o... depresji. Anglik nie mógł przystąpić do rewanżu z powodu depresji. Mistrz Świata, kontrowersyjny pięściarz, który zagrał na nosie dosłownie wszystkim wielkim tego sportu popadł w depresję. Ta wersja kompletnie nie trzymała się kupy.
Od pierwszej walki z Kliczko minął rok. Mistrz Fury przez cały okrągły rok nie wyszedł do ringu w obronie swoich tytułów. Kiedy federacje rozpatrywały odebranie nieaktywnemu Tysonowi pasów, ten dodatkowo wpadł na zażywaniu narkotyków. W jego organizmie wykryto kokainę. Do tego doszły jeszcze myśli samobójcze i sytuacja Tysona Fury'ego zatoczyła koło. Mistrz, który ani razu nie obronił swoich pasów. Zaczęto o nim mówić, jak o błaźnie. Bo jest błaznem. Geniusz boksu, który jednocześnie jest błaznem. Eksperci odwrócili się od niego. Kibice nie chcą takiego mistrza. Tak kończy się historia człowieka, który zapisał się w historii boksu na zawsze. Który odmienił los boksu. Który przywrócił wagę ciężką na należne jej w hierarchii miejsce.
Mówi się nawet, że to Tyson Fury niejako "stworzył" Anthony'ego Joshuę. Bo mistrz Olimpijski z Londynu, Joshua zaistniał w momencie, gdy Fury'emu odebrano pas IBF. Od tego czasu to Joshua jest mistrzem Świata i jego gwiazda świeci bardzo mocno. Gwiazda Tysona zgasła...
Czy wróci? Dzisiaj - nie czekając na decyzję WBO i WBA - zwakował pozostałe mu pasy. Od dzisiaj Tyson Fury nie jest już mistrzem wagi ciężkiej. Pasy się rozejdą. Tytuł WBA być może będzie dołączony do stawki walki... Władimira Kliczki z Anthony'm Joshuą, zaś o pas WBO powalczą najwyżej rozstawieni w rankingu - Joseph Parker i Andy Ruiz Jr. Federacja WBO ma jednak sentyment do Tysona Fury'ego. To od tego pasa w wersji międzynarodowej rozpoczęła się mistrzowska kariera Anglika. WBO zamierza dać Tysonowi szansę walki o tytuł, gdy ten tylko zdecyduje się wrócić na ring. Ale czy wróci?
Być może ma tą depresję, o której mówi. Być może ma jakieś zaburzenia psychiczne - niedawno w ciągu dwóch godzin dwukrotnie kończył karierę i dwukrotnie ją wznawiał. Cały Tyson Fury.
Pomimo tego, że zrobił z boksu i swojego mistrzostwa objazdowy cyrk, a z siebie kompletnego błazna miło byłoby zobaczyć go jeszcze między linami. W tej chwili wersja jest taka, że Fury wróci na przełomie pierwszego i drugiego kwartału 2017 roku. Pomimo wszystko - trzymamy kciuki! Bez niego nie będzie już tak wesoło...
Anglik urodził się w 1988 roku w szóstym miesiącu ciąży. Jego sytuacja zaraz po narodzinach nie była klarowna - lekarze przygotowywali rodziców nawet na najgorsze. Jego ojciec - John Fury, wcześniej w podobnych okolicznościach stracił dwie córki. W tym przypadku miał jednak ogromną nadzieje. Postanowił dać synowi na imię Tyson, świadczące o wielkiej sile ówczesnego mistrza wagi ciężkiej, Mike'a Tysona.
Młody Fury poradził sobie i wyrósł na - o zgrozo - ponad dwumetrowego, silnego mężczyznę. Boks zaczął trenować za namową ojca. John Fury był pięściarzem, który zakończył karierę zawodową z bilansem 8-4-1. Tyson chciał więcej. Kariera amatorska średnio go interesowała. Od początku stawiał na zawodowstwo.
Na amatorskich ringach stoczył zaledwie 34 pojedynki, z czego 30 wygrał, a 26 zakończył przed czasem.
Jego największym amatorskim sukcesem był brązowy medal młodzieżowych mistrzostw Świata w 2006 roku. W tym samym roku - mając niecałe 18 lat rzucił na deski Davida Price'a.
Fury liczył na występ na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie i nawiązanie do sukcesów chociażby Lennoxa Lewisa, jednak przeliczył się - do Chin pojechał David Price (przywiózł brązowy medal), a Tyson Fury musiał obejść się smakiem. Do następnej Olimpiady trzeba było czekać kolejne cztery lata, więc zdecydował się na karierę zawodowca - podpisał kontrakt z Mickiem Hennesey'em.
Mierzący aż 206cm Fury zadebiutował w grudniu 2008 roku mając 20 lat. Spotkał się z Węgrem Belą Gyongyosi'm i zastopował go po 134 sekundach. Tak rozpoczęła się zawodowa kariera pięściarza, który kilka lat później stanie się najpopularniejszym zawodowcem Świata...
W pierwszym roku zawodowej kariery Tyson Fury stoczył dziewięć pojedynków. Wszystkie wygrał. Siedem zakończył przed czasem, a dwukrotnie czekał na decyzję sędziów. Już wówczas eksperci widzieli przed nim świetlaną przyszłość i wróżyli mu status czempiona. Pierwszy rok startów Anglik kończył z tytułem mistrza Anglii pokonując Johna McDermotta. Pół roku później spotkał się z tym samym rywalem w rewanżu i znokautował go. W 2011 roku Fury spotkał się w ringu z niepokonanymi przeciwnikami. Najpierw był to Marcelo Luiz Nascimento z Brazylii, którego Anglik zastopował w piątej rundzie, a następnie rodak, Dereck Chisora, z którym stoczył bój o pas mistrza Wspólnoty Brytyjskiej. Fury dość wyraźnie wypunktował rodaka, czym zyskał przychylność kolejnych ekspertów. Pod koniec 2011 roku zmierzył się z trzecim niepokonanym przeciwnikiem, Nevenem Pajkiciem. Była to bardzo intensywna walka, chociaż skończyła się po trzech rundach. Wygrał Fury, ale to własnie w tej potyczce po raz pierwszy ponad dwumetrowy Anglik zapoznał się z matą ringu.
W grudniu 2012 roku Tyson zdał kolejny ciężki test. Na jego drodze stanął Kevin "Kingpin" Johnson - zawodnik, o którym mówiono, że jest nie do znokautowania. Miał bardzo długie ręce, ciężki do boksowania styl. Fury poradził sobie nadzwyczaj dobrze oddając rywalowi tylko jedną odsłonę. Pojedynek ten był jednocześnie eliminatorem do pasa WBC (o którego walki Fury nigdy się nie doczekał).
Cztery miesiące później Tyson Fury po raz pierwszy zawalczył w Stanach Zjednoczonych. Jego rywalem był Steve Cunningham - pięściarz, który dopiero co przeszedł do królewskiej kategorii z wagi cruiser. Przewaga warunków fizycznych była druzgocąca i w tym pojedynku nic złego Fury'emu wręcz nie miało prawa się stać. Było inaczej. W drugiej rundzie dużo lżejszy i mniejszy Cunningham wystrzelił prawą ręką na brodę Anglika. Fury zwalił się z deski ringu z wielkim hukiem, a cały pięściarski świat zamarł. Brytyjczyk wstał i kontynuował pojedynek, ale nie mógł przeciwstawić się szybkości rywala. W połowie walki przegrywał dwa do remisu na kartach sędziów punktowych. W siódmej rundzie pomógł sobie łokciem i piekielnie mocno uderzył Amerykanina kończąc pojedynek. Do dzisiaj ówczesna wygrana wzbudza wiele kontrowersji.
W lutym 2015 roku Fury spotkał się w ringu z Christianem Hammerem w walce o pas WBO International. Wtedy już on sam i jego ludzie doskonale wiedzieli, że jest to walka na przetarcie przed pojedynkiem z wieloletnim czempionem i legendą tego sportu, Władimirem Kliczką. Kliczko ostatnią zawodową porażkę poniósł w 2004 roku, kiedy Tyson jeszcze nie do końca wiedział, czy chce być pięściarzem. Od tamtej pory Ukrainiec wygrał 22 walki z rzędu, zdobył mistrzowskie pasy federacji WBA, WBO, IBF i IBO. Odprawiał po kolei wszystkich najlepszych w ówczesnych czasach możliwych rywali. Od Samuela Petera, Chrisa Byrda, Calvina Brocka, Lamona Brewstera, Sultana Ibragimova, Hasima Rahmana, Ruslana Chagaeva, Eddie'go Chambersa, Davida Haye'a, Alexandra Povetkina, Kubrata Puleva aż do Bryanta Jenningsa.
Kolejnym skalpem miał być Tyson Fury...
Anglik robił show na wszelkich spotkaniach z Kliczko, na konferencjach, nagrywał śmieszne filmiki, ogólnie robił wszystko by pokazać, że jest bardzo silny psychicznie i nie boi się konfrontacji z Ukraińcem. Wielu ekspertów wkładało wszystkie zapowiedzi Anglika między bajki. Fury wyglądał na pewnego siebie, jednak każdy poprzedni rywal Kliczki był pewny do momentu pierwszego gongu. Tak samo miało być w tym przypadku. Teraz jednak było inaczej. Fury prowokował Władimira, grał w swoją grę, przygotował odpowiednią taktykę, która w powiązaniu z warunkami fizycznymi Anglika spełniła swoją rolę. Ciężko było patrzeć na nieporadność wieloletniego mistrza na ringu w Dusseldorfie. Komentatorzy w pewnym momencie zaczęli mówić o trzęsieniu ziemi, jakie wywoła nowy mistrz Świata, Tyson Fury. I stało się. Dwóch sędziów przyznało Anglikowi osiem z dwunastu rund, natomiast trzeci dziewięć. Władimir Kliczko po 12 latach stracił mistrzowskie pasy i status nieosiągalnego mistrza. Od tej pory była to era Tysona Fury'ego.
Anglik sam był na tyle zaskoczony, że nie wiedział jak ma unieść wszystkie wiszące na nim pasy. Widać było, że sytuacja przerosła nawet jego samego. Jego postawa przed walką była tylko grą. Sam jednak nie umiał sobie poradzić z tym, czego dokonał. Gra musiała się skończyć. Fury musiał zacząć funkcjonować jako mistrz Świata wszechwag, a ten tytuł można tłumaczyć jako nadczłowiek, dla kibiców szermierki na pięści. Brytyjczyk z miesiąca na miesiąc gasł. Sukces nie zmotywował go do dalszego działania, a - wręcz przeciwnie - przeraził. Tak można powiedzieć - Tyson Fury przestraszył się tego, co zrobił.
W kontrakcie walki z Ukraińcem była oczywiście klauzula rewanżu. Pojedynek rewanżowy miał się odbyć tym razem w Anglii, na ringu w Manchesterze. Władimir Kliczko i jego ludzie byli niezwykle zmotywowani do zabrania pasów z powrotem do siebie. Zgodzili się na przedstawione im warunki. Podczas kiedy Władimir wylewał siódme poty na treningowej sali, Tyson Fury eksponował fałdy tłuszczu zalewające jego brzuch. Pił piwo, zajadał się fast-foodem i upajał się tytułem niepokonanego mistrza. Termin walki - lipiec 2016 - zbliżał się nieuchronnie. Już w pierwszej połowie roku z obozu Anglika napływały sprzeczne informacje, jakoby Tyson nie trenował, był kontuzjowany itd. Ostatecznie Fury zgłosił kontuzję i walkę przełożono na październik. Tym razem Tyson Fury powiadomił o... depresji. Anglik nie mógł przystąpić do rewanżu z powodu depresji. Mistrz Świata, kontrowersyjny pięściarz, który zagrał na nosie dosłownie wszystkim wielkim tego sportu popadł w depresję. Ta wersja kompletnie nie trzymała się kupy.
Od pierwszej walki z Kliczko minął rok. Mistrz Fury przez cały okrągły rok nie wyszedł do ringu w obronie swoich tytułów. Kiedy federacje rozpatrywały odebranie nieaktywnemu Tysonowi pasów, ten dodatkowo wpadł na zażywaniu narkotyków. W jego organizmie wykryto kokainę. Do tego doszły jeszcze myśli samobójcze i sytuacja Tysona Fury'ego zatoczyła koło. Mistrz, który ani razu nie obronił swoich pasów. Zaczęto o nim mówić, jak o błaźnie. Bo jest błaznem. Geniusz boksu, który jednocześnie jest błaznem. Eksperci odwrócili się od niego. Kibice nie chcą takiego mistrza. Tak kończy się historia człowieka, który zapisał się w historii boksu na zawsze. Który odmienił los boksu. Który przywrócił wagę ciężką na należne jej w hierarchii miejsce.
Mówi się nawet, że to Tyson Fury niejako "stworzył" Anthony'ego Joshuę. Bo mistrz Olimpijski z Londynu, Joshua zaistniał w momencie, gdy Fury'emu odebrano pas IBF. Od tego czasu to Joshua jest mistrzem Świata i jego gwiazda świeci bardzo mocno. Gwiazda Tysona zgasła...
Czy wróci? Dzisiaj - nie czekając na decyzję WBO i WBA - zwakował pozostałe mu pasy. Od dzisiaj Tyson Fury nie jest już mistrzem wagi ciężkiej. Pasy się rozejdą. Tytuł WBA być może będzie dołączony do stawki walki... Władimira Kliczki z Anthony'm Joshuą, zaś o pas WBO powalczą najwyżej rozstawieni w rankingu - Joseph Parker i Andy Ruiz Jr. Federacja WBO ma jednak sentyment do Tysona Fury'ego. To od tego pasa w wersji międzynarodowej rozpoczęła się mistrzowska kariera Anglika. WBO zamierza dać Tysonowi szansę walki o tytuł, gdy ten tylko zdecyduje się wrócić na ring. Ale czy wróci?
Być może ma tą depresję, o której mówi. Być może ma jakieś zaburzenia psychiczne - niedawno w ciągu dwóch godzin dwukrotnie kończył karierę i dwukrotnie ją wznawiał. Cały Tyson Fury.
Pomimo tego, że zrobił z boksu i swojego mistrzostwa objazdowy cyrk, a z siebie kompletnego błazna miło byłoby zobaczyć go jeszcze między linami. W tej chwili wersja jest taka, że Fury wróci na przełomie pierwszego i drugiego kwartału 2017 roku. Pomimo wszystko - trzymamy kciuki! Bez niego nie będzie już tak wesoło...
wtorek, 11 października 2016
Ranking "RED CORNER" / super lightweight / październik '16
Po dwumiesięcznej przerwie wracamy z rankingiem RED CORNER w kolejnym limicie wagowym. Tym razem - idąc po kolei - będzie to kategoria super lekka. Jest tu zdecydowany dominator, jest także powrót wielkiego mistrza, który w niedługiej przyszłości może wskoczyć na czoło, jest także kilku doświadczonych zawodników i kilku młodych i niepokonanych. To właśnie w tym limicie boksuje także jeden z największych skandalistów w obecnym boksie zawodowym. Oto zestawienie!
Terence Crawford
29-0 (20 KO)
Eduard Troyanovsky
25-0 (22 KO)
Mikey Garcia
35-0 (29 KO)
Viktor Postol
28-1 (12 KO)
Adrien Broner
32-2 (24 KO)
Ricky Burns
41-5-1 (14 KO)
Tyrone Nurse
34-2-1 (7 KO)
Sergey Lipinets
10-0 (8 KO)
John Molina Jr
29-6 (23 KO)
Jack Catterall
16-0 (9 KO)
Carlos Molina
27-6-2 (8 KO)
Adrian Granados
18-4-2 (12 KO)
Jose Zepeda
25-1 (21 KO)
Thomas Dulorme
23-2 (15 KO)
Ruben Nieto
18-1 (9 KO)
--------------------------------------------
Raymundo Beltran
31-7-1 (19 KO)
Ruslan Provodnikov
25-5 (18 KO)
Amir Imam
19-1 (16 KO)
Mauricio Herrera
22-6 (7 KO)
Anthony Yigit
18-0-1 (7 KO)
czwartek, 29 września 2016
"Bitwy o pasy" w Gdańsku - podsumowanie gali....
"Umarł król. Niech żyje królowa i królewicz" - tak też mógłby brzmieć tytuł tego podsumowania.
Tylko czy król Krzysztof Głowacki umarł? Nie umarł. To człowiek z takim sercem do tego co robi, że podniesie się szybciej, niż się Nam wszystkim wydaje.
Ok - kilka słów wyjaśnienia. Dlaczego dopiero teraz relacja? Otóż, byłem na zasłużonym urlopie. Dwa tygodnie poza granicami kraju, w bardzo urokliwym miejscu, niestety bez dostępu do telewizji i tym bardziej internetu. Na - mniej więcej - połowę moich wakacji przypadał termin gali Polsat Boxing Night. Na żywo nie udało mi się oglądać, jednak robiłem co mogłem i udało się dopaść do relacji tekstowej ze strony wRINGU.net, za co serdecznie chłopakom dziękuje.
Oczywiście po powrocie do rzeczywistości, kiedy wszystkie inne (stosunkowo ważniejsze) sprawy udało mi się poogarniać, obejrzałem całą galę raz jeszcze i spokojnie wyciągnąłem swoje wnioski. Nie powiem, że wcześniej nie docierały do mnie opinie ekspertów i podsumowania poszczególnych walk na różnych bokserskich portalach, ale chce powiedzieć coś od siebie. Od gali minęły prawie dwa tygodnie, ale myślę, że jest to odpowiedni moment na podsumowania na chłodno...
Zaczynamy.
Gala od początku awizowana była jako największe wydarzenie ze świata bokserskiego, które kiedykolwiek odbywało się w naszym kraju. Głównie ze względu na pasy - do rozdania w Ergo Arenie były bowiem aż trzy pasy. Najważniejszy - pas WBO w wadze cruiser należący do Krzysztofa Głowackiego oraz dwa wakujące trofea - pas WBC kobiet w limicie wagi super półśredniej i młodzieżowy WBC w tej samej wadze.
Na początek organizatorzy zaplanowali walkę, która miała za zadanie rozgrzać publiczność. Paweł Stępień i Norbert Dąbrowski spełnili oczekiwania. Obaj byli niesamowicie pewni siebie i tą pewność widać było w ringu, zwłaszcza u "Norasa". Dąbrowski lepiej rozpoczął walkę, Stępień rozkręcał się z rundy na rundę, jednak zdecydowanie za bardzo nastawił się na jedną akcję. Od połowy walki zarysowała się przewaga siły Stępnia, co mogło mieć odzwierciedlenie w punktacji sędziów. Ostatnie minuty to wielka ambicja z obu stron i wynik tego starcia był sprawą otwartą. Stępień to wschodząca gwiazda polskiego ringu i nawet z tego powodu sędziowie mogli być bardziej przychylni młodszemu z pięściarzy, przewaga jednak nie była zbyt wyraźna. Tym bardziej dziwi oficjalna punktacja - Eugeniusz Tuszyński i Leszek Jankowiak zdecydowanie za wysoko 79-73. Bardziej przychylałbym się do punktacji 77-75 zaproponowanej przez Pawła Kardyni.
Dąbrowski po porażkach ze Świerzbińskim, Matyją i Stępniem oraz remisie z Jordanem Kulińskim stał się "chłopcem do bicia" na polskim podwórku. Potrzeba mu dobrej walki na odbudowanie, bo jest dużo lepszy niż wskazuje na to jego rekord. Paweł Stępień musi wziąć się z Andrzejem Gmitrukiem do pracy. Za bardzo uwierzył w swój nokautujący cios, a tym sposobem nie wygra się każdej walki.
Po Dąbrowskim i Stępniu na ringu pojawili się Michał Cieślak i Rumun Giulian Ilie. Ilie jeszcze nie tak dawno był uznawany za jednego z największych twardzieli tego limitu. Wygrywał z Cristianem Dolzanellim, zadał pierwszą porażkę Salvatore Erittu, pokonał Nuri Seferiego. Przegrywał co prawda w Polsce z Dawidem Kosteckim i Pawłem Kołodziejem, ale nie dał sobie zrobić krzywdy. Pierwszym, który zdołał zastopować Rumuna był Rakhim Chakhiev, który zrobił to w ostatniej rundzie. Od tego czasu coś w Ilie pękło. W drugim starciu skończył go Dmitry Kudryashov, Denton Daley i... Michał Cieślak. Polak tym pojedynkiem przedłużył swoją serię wygranych przed czasem do siedmiu walk. Rumun już po pierwszej rundzie miał dużą ochotę pozostać na stołku, jednak ostatecznie wyszedł do drugiego starcia. Cieślak nie chciał przedłużać, trzykrotnie doprowadził do liczenia Giuliana Ilie, natomiast walkę zastopował narożnik Rumuna rzucając ręcznik. Dla Michała było to swego rodzaju przetarcie przed dużo większym wyzwaniem, które czekać go ma na kolejnej gali z cyklu PBN. Gala ta miała odbyć się w listopadzie, lecz niewykluczone, że zostanie przesunięta na początek 2017 roku. Wówczas Michał Cieślak ma dzielić ring z Ismailem Sillakhem z Ukrainy.
Po krótkiej przerwie do ringu weszli młodzieżowcy - Patryk Szymański i Jose Antonio Villalobos. Zdecydowanym faworytem starcia był niepokonany Polak, lecz ring pokazał coś innego. Polak wyglądał jakby całkowicie zatracił swój pomysł na pojedynek. Rywal okazał się bardzo szybki, do tego trudny do trafienia. W trzeciej rundzie rozgorzała prawdziwa wojna, w zwarciu na deski upadł Argentyńczyk i sędzia nieoczekiwanie (i chyba dość kontrowersyjnie) liczył Villalobosa. Trzeba przyznać, że runda 10-8 dla Polaka bardzo się mu przyda. Patryk potrzebował opanowania sytuacji. Kiedy boksował - prowadził pojedynek, kiedy wdawał się w bójkę - tracił przewagę. Walka okazała się bardzo wyrównana. Piąta dla Szymańskiego, szósta dla Vilallobosa, siódma znowu dla Patryka, zaś ósma dla jego rywala. Dwie ostatnie rundy spokojnie można było punktować dla aktywniejszego Jose Antonio Villalobosa i po ostatnim gongu kibice byli nieco skonsternowani. Końcówkę zaakcentował rywal, natomiast po czterech rundach minimalnie na kartach prowadził Patryk. Ostatecznie sędziowie byli niejednogłośni. Żaden nie wskazał remisu. Sedzina Olena Pobyvailo wskazała na Argentyńczyka, natomiast Przemysław Moszumański i Andreas Stenberg opowiedzieli się za Szymańskim. Po najtrudniejszej walce w karierze pas młodzieżowego mistrza Świata zdobywa Patryk Szymański. Polak pozostaje niepokonany, jednak musi wyciągnąć wnioski z tej walki. Dodatkowo otrzymujemy informacje, że od czwartego starcia Villalobos walczył z kontuzją więzadeł kolanowych. Po walce został odwieziony do szpitala.
W stawce czwartego pojedynku tej ciekawej gali znalazł się tytuł międzynarodowego mistrza Polski wagi ciężkiej. Jest to kolejny powrót na ring Alberta Sosnowskiego, który tym razem stawiał czoła Andrzejowi Wawrzykowi. Zdecydowana większość ekspertów była pewna wygranej Wawrzyka. Dla Andrzeja miała to być łatwa walka, która miała na celu jedynie dopisanie nazwiska Sosnowskiego do rekordu i utrzymanie aktywności przed kolejną galą, na której miał zmierzyć się z Mariuszem Wachem. O "Dragona" można było się bać. Coraz słabsza odporność na ciosy była widoczna już w poprzednich pojedynkach. Pojedynek przeszedł trochę bez echa, toczył się według ustalonego scenariusza. Walkę prowadził Wawrzyk, Albert próbował się odgryzać, jednak nie posiadał atutów. Sosnowski w jednej z początkowych rund dodatkowo rozciął łuk brwiowy, co jeszcze bardziej utrudniło mu toczenie równorzędnego boju z dysponującym dużo lepszym zasięgiem Wawrzykiem. Walka skończyła się w najlepszy możliwy sposób. "Dragon" pokazał sędziemu Jankowiakowi, że nie chce walczyć dalej ze względu na rozcięcie. Oficjalnie Andrzej Wawrzyk wygrał przez TKO w szóstej rundzie. Wilk syty i owca cała. Albertowi nie stała się większa krzywda, zaś Andrzej dopisał wygraną przed czasem do rekordu. Wawrzyk jednak nie zaimponował tak, jak chociażby w starciu z Marcinem Rekowskim. Nie wiem jak ma wyglądać jego przyszłość, ale w USA z rozpoznawalnymi rywalami raczej jest bez szans. Na polskim podwórku nie dojdzie natomiast do jego walki z Wachem, ani Ugonohem. A co u Alberta? To ambitny sportowiec. Należy mu się jubileuszowe, 50-te zwycięstwo na zawodowym ringu i zawieszenie rękawic na kołku. Trzeba przyznać, że osiągnął on w boksie więcej, niż się zapewne sam spodziewał.
Ewa Piątkowska i Ola Magdziak Lopes stoczyły bardzo ciekawy pojedynek. Mistrzynią Świata mogła jednak zostać tylko jedna z nich. Faworytką była "Tygrysica", jednak już początek walki pokazał, że nie będzie to łatwa przeprawa. Po czterech wyrównanych rundach sędziowie punktowali remis. Po tej czwartej rundzie podkręciła tempo Piątkowska, czego efektem było liczenie w rundzie szóstej. Ewa starała się boksować mądrze i zyskiwać w oczach sędziów. Po ósmej rundzie wiadomo było już, że Magdziak Lopes ratuje tylko wygrana przez nokaut. Na to się jednak nie zanosiło. "Tygrysica" dość spokojnie "dowiozła" przewagę do ostatniego gongu i była pewna wygranej. Sędziowie punktowali jednogłośnie 97-93 i dwukrotnie 96-93 dla Ewy, na której biodrach pięknie prezentował się pas mistrzyni Świata WBC.
Być może już w następnym pojedynku Piątkowska spotka się z Mikaelą Lauren, która zwakowała pas by spróbować swoich szans w wyższej kategorii.
Na walkę wieczoru musieliśmy chwilę poczekać, jednak w końcu na tunelach pojawili się główni bohaterowie gali w Gdańsku - Oleksandr Usyk i Krzysztof Głowacki. Na ringu zameldował się także Jimmy Lennon Jr oraz m.in. Vitali Kliczko. Pierwsza runda dla pretendenta. Druga dla mistrza. Walka zapowiadała się na niezwykle twardą, na wyniszczenie. Trzecia runda dla pretendenta, czwarta dla mistrza. Przewagą Usyka wydawała się zdecydowanie lepsza praca na nogach. Był szybszy, ruchliwszy od Krzyśka. Na korzyść Polaka działały ciosy. Jego uderzenia miały większy wydźwięk, jednak "Główka" za bardzo nastawił się na jedną akcję - firmowy lewy sierpowy, na co Usyk był uczulany w narożniku. Piąta runda w moim odczuciu dla Głowackiego, zaś szósta dla Ukraińca. Na półmetku, na mojej karcie widniał remis 57-57. Druga połowa walki miała należeć do Polaka, jednak "Główka" zatracił jeden ze swoich atutów. Stał się w ringu bardzo statyczny. Usyk skakał wokół Polaka i bił różnymi kombinacjami. Głowacki cały czas nastawiony był na siłę. Po mocnych ciosach zostawał w miejscu, co skutkowało szybkimi kontrami Oleksandra. Niestety w moim odczuciu runda siódma dla Usyka, ósma remisowa, natomiast dziewiąta dla mistrza z Polski. Co ciekawe, mający 100% nokautów Ukrainiec ani przez moment nie spróbował podtrzymać tej serii w walce z "Główką". Walczył bardzo zachowawczo, na dystans. Taktyka ta była przygotowana idealnie na Krzyśka, który lubi wdać się w bijatykę. Na ringu w Gdańsku czuł się nieswojo, bo takiej bitki nie dostał. Polakowi dodatkowo walkę utrudniało rozcięcie, które powstało na skutek zderzenia głowami w okolicach trzeciej rundy. Usyk zachował siły na końcówkę i niestety powiększył swoją przewagę. W jedenastej rundzie trafił serią pięciu ciosów - wszystkie czysto ulokowane na głowie "Główki" - Polak ani drgnął, ale sędziowie wiedzieli komu zapisać rundę. W ostatniej odsłonie Usyk padł na deski, jednak nie było to po ciosie. Głowacki gonił Ukraińca po ringu, jednak nic z tego nie wyszło. Kibice mogli mieć nadzieje, że wyrównane starcia sędziowie zapisywali na konto mistrza, jednak tym razem punktacja zaskoczyła "in minus". Adelaide Byrd dała mistrzowi z Polski tylko jedną rundę (ciekawe którą?). Ferenc Budai i Mickey Vann punktowali 117-111 dla Usyka (trzy rundy dla Polaka). Moja punktacja to 116-113 dla Oleksandra Usyka. Gratulacje dla nowego mistrza - tą walką pokazał, że może być nie do powstrzymania w tym limicie. Gratulacje dla obu pięściarzy przede wszystkim za czystą, dżentelmeńską walkę - w oczy rzucił się fakt, iż sędzia ringowy Robert Byrd był praktycznie bezrobotny.
Do pełnego sukcesu gali zabrakło zwycięstwa Krzysia Głowackiego, jednak warto się cieszyć z tego, co mamy. W Ergo Arenie zaprezentowali się pięściarze, z których będziemy mieli pożytek - Stępień, Cieślak i Szymański. Mamy nową mistrzynię Świata, Ewę Piątkowską. No i mamy Krzysztofa, który swoją ambicją i wolą walki mógłby obdzielić kolejnych trzech pięściarzy. On już ma cel - do przyszłorocznych wakacji chce odzyskać status mistrza Świata. I ja mu wierzę.
Gratulacje dla Andrzeja Wasilewskiego, Piotra Wernera i Tomasza Babilońskiego. Zaryzykowali, zrobili wydarzenie na światową skalę. Być może nie zarobią pieniędzy. Oby stracili ich jak najmniej...
Zdjęcia pochodzą ze stron ringpolska.pl, eurosport.onet.pl, galeria.trojmiasto.pl, przegladsportowy.pl.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














































































