środa, 14 czerwca 2017

Ward vs Kovalev czyli walka o prestiż, pasy i nieśmiertelność...

Atmosfera przed tym pojedynkiem podgrzewana jest już od listopada, bo to właśnie wtedy Ci dwaj dżentelmeni spotkali się w ringu po raz pierwszy. Przed pierwszą walką mówiono i pisano, że jest to pojedynek o miano najlepszego pięściarza Świata bez podziału na kategorie wagowe. Ostatecznie w ringu Amerykanin i Rosjanin dali świetne widowisko, a walka była bardzo bliska remisu. Finalnie zero spadło z rekordu Kovaleva, z czym "Krusher" nie może pogodzić się do dziś. Sędziowie tamtego pojedynku punktowali jednomyślnie, wszyscy ocenili tamtą walkę w stosunku 114-113 dla Andre Warda, pomimo desek z drugiej rundy.


O werdykcie mówi się do dzisiejszego dnia. Jedni sądzą, że jest sprawiedliwy, inni iż kontrowersyjny. Prawda jest taka, że to Rosjanin lepiej wszedł w pojedynek i wygrywał pewnie pierwsze rundy zgarniając także bonus za liczenie Amerykanina. W połowie starcia sytuacja jednak się odmieniła, punktować Kovaleva zaczął Ward i to on zdecydowanie lepiej finiszował. Jeszcze przed ogłoszeniem punktacji sędziów wiadome było tylko jedno - to musi się skończyć rewanżem. Arbitrzy opowiedzieli się za Wardem i to on pozostał niepokonany. Kovalev musiał oddać pasy. W nocy z soboty na niedzielę kibice będą świadkami walki rewanżowej. "Krusher" marzy, by z powrotem zgarnąć mistrzowskie tytuły, natomiast "S.O.G." nie zamierza ich oddać. Walka toczy się o tytuły WBC, WBA i IBF w wadze półciężkiej, ale także - a może i przede wszystkim - o niesamowity prestiż, a wręcz nieśmiertelność w tym sporcie...


Andre "S.O.G." Ward to już chyba legenda współczesnego boksu. To pięściarski geniusz, który ostatni raz przegrał walkę mając... 12 lat. Od tamtej pory zapowiedział, że więcej nie przegra i słowa dotrzymuje. Ma na koncie 31 kolejnych wygranych walk na zawodowych ringach, istną aleję gwiazd w rekordzie oraz mistrzowskie pasy w dwóch kategoriach wagowych. To gigant współczesnych czasów, jeden z najlepszych pięściarzy Świata rankingu P4P, a spora liczba ekspertów mówi, że absolutny numer jeden.


Mówiąc o "Synu Boga" warto zacząć od samego początku. Amerykanin jako amator stoczył 115 pojedynków, z czego wygrał... 110. Przegrał pięciokrotnie, ale trzeba dodać, że zaczął w wieku... 10 lat. Ostatnią porażkę poniósł w 1996 roku mając lat 12. Ostatnie sześć lat amatorskiej kariery to ponad 70 kolejnych wygranych walk. Ward to wielokrotny mistrz Stanów Zjednoczonych w poszczególnych kategoriach wiekowych i wagowych. W 2004 roku wystąpił na Olimpiadzie w Atenach i dosłownie przejechał się po rywalach zgarniając w cuglach złoty medal. Z każdym przeciwnikiem wygrywał minimum siedmioma punktami, co jest przepaścią. W tym samym roku doczekał się zawodowego debiutu...


Na zawodowstwie mistrz Olimpijski zaczął z wysokiego "C". Nie obchodziły go walki z rywalami o ujemnych bilansach. Od razu przeszedł do wyższego pułapu. Tylko debiut odbył się na dystansie czterech rund, a spośród 31 zawodowych rywali, tylko jeden miał w rekordzie więcej porażek niż zwycięstw, a Ward walczył z nim tylko i wyłącznie z powodu kontuzji wcześniej planowanego, innego rywala.


Po dwóch latach od debiutu Ward miał już na koncie 10 zwycięstw, w tym wygraną przed czasem z solidnym Andy'm Kolle i punktową z Derrickiem Findleyem i Darnellem Boone'm. Boone był tym, który po raz pierwszy rzucił Andre na deski. To ten sam zawodnik, który stoczył wyrównany, zakończony niejednogłośną decyzją pojedynek z Sergeyem Kovalevem i... jako jedyny znokautował Adonisa Stevensona. W kolejnych miesiącach Andre Ward sukcesywnie poprawiał swój rekord rozbijając w pył coraz to mocniejszych oponentów. W 2008 roku zdobył wakujący pas WBO NABO, który dwukrotnie obronił, m.in. wysoko punktując twardego Edisona Mirandę.


W 2009 roku Amerykanin wystąpił w piekielnie silnie obsadzonym turnieju Super Six w wadze super średniej. W turnieju wzięło udział sześciu pięściarzy, którzy musieli w fazie grupowej stoczyć po trzy pojedynki. Za wygrane otrzymywało się punkty i klasyfikowało pięściarzy w formie tabeli. Do półfinału awansowało czterech, a do finału dwóch. W turnieju oprócz Andre Warda wzięli udział także Jermain Taylor, Andre Dirrell, Arthur Abraham, Mikkel Kessler, Carl Froch i Andre Ward. W międzyczasie Jermaina Taylora zastąpił Allan Green, a Mikkela Kesslera Glen Johnson. "S.O.G." w pierwszej walce spotkał się z Kesslerem. Duńczyk nabawił się kontuzji oka, przez co sędziowie podliczyli karty punktowe po rozegraniu 11 rund, uznając wysoką wygraną Warda. Amerykanin zdobył tym samym mistrzowski pas WBA, który wcześniej dzierżył właśnie Kessler. W drugim występie w turnieju Andre miał zmierzyć się z Jermainem Taylorem, ale tego w turnieju zastąpił Allan Green. Ward wygrał z nim wszystkie rundy broniąc swojego pasa po raz pierwszy. Do etapu półfinałowego przeszli Ward, Froch, Abraham i Johnson. W pierwszym półfinale "Syn Boga" wysoko odprawił niemieckiego "Króla Arthura" i zameldował się w finale turnieju. Tam spotkał się z posiadaczem pasa WBC, Carlem Frochem z Wielkiej Brytanii. Finał odbył się pod koniec 2011 roku. Andre Ward wygrał w stosunku 118-110, 115-113 i 115-113, zwyciężył w całym turnieju kończąc go z dwoma tytułami mistrzowskimi. Ten turniej to była trampolina do sławy Amerykanina.




W kolejnym pojedynku Ward zmierzył się z mistrzem Świata wyższej kategorii, opromienionym wygraną walką nad Bernardem Hopkinsem, Chadem Dawsonem. Dawson dla Warda zszedł do niższego limitu, jednak dysponujący gorszymi warunkami fizycznymi "S.O.G." pokazał mu miejsce w szeregu trzykrotnie rzucając na deski i kończąc walkę przed czasem. W 2013 roku rozpracował natomiast twardego i niepokonanego wcześniej Edwina Rodrigueza. To była ostatnia walka Warda przed... nieplanowaną, półtoraroczną przerwą spowodowaną narastającym konfliktem zawodowym z promotorem, Danem Gossenem. Sprawę nieoczekiwanie rozwiązała śmierć Gossena. Andre mógł z czystą głową wrócić na ring w wyższym limicie.


Rozpoczął od pojedynku z Paulem Smithem zakończonym przed czasem. Później rozprawił się z jednym z najlepszych pięściarzy tego limitu, Sullivanem Barrerą rzucając go w trakcie walki na matę. W sierpniu 2016 roku spotkał się z Alexandrem Brandem, ale już wówczas było wiadomo, że na listopad planowana jest wielka walka z Sergeyem Kovalevem o trzy mistrzowski pasy. Ward wygrał minimalnie, lecz jednogłośnie i to on do długo wyczekiwanego rewanżowego starcia wyjdzie jako mistrz. Wciąż niepokonany mistrz.


Sergey Kovalev nie miał takich sukcesów amatorskich jak Andre Ward, nie wystąpił też na Igrzyskach Olimpijskich. Jest wielokrotnym medalistą mistrzostw Rosji i Europy juniorów i seniorów zarówno indywidualnie, jak i drużynowo. Rosjanin jest rok starszy od Amerykanina, jednak na zawodową karierę zdecydował się zdecydowanie później, bo aż w 2009 roku, mając 26 lat. Jako główny powód podaje złe traktowanie go w drużynie i konflikt z rosyjską federacją bokserską faworyzującą jego dawnych rywali, Artura Beterbieva i Matveya Korobova. "Krusher" przegrał z Korobovem w finale mistrzostw Rosji w 2004 roku, a Beterbievowi uległ trzy lata później w półfinale tego samego turnieju. Karierę amatorską skończył z bardzo dobrym rekordem 195 wygranych przy tylko 18 porażkach.


Rosjanin przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych i to tam kontynuował bokserską przygodę. Zaczął ostrożniej niż Ward, od pięciu czterorundówek i zdecydowanie niższego poziomu rywali. Pierwsze cztery walki wygrał w pierwszej rundzie, a w pierwszych dziewięciu pojedynkach nie wyszedł poza rundę drugą. Problemy napotkał dopiero w październiku 2010 roku, kiedy to spotkał się ze wspomnianym Darnellem Boone'm. W grudniu tego samego roku po raz pierwszy wystąpił przed rosyjską publicznością wygrywając po sześciu rundach z Karenem Avetisyanem. W następnym roku stanął w ringu z niegroźnym Groverem Youngiem, który jednak sfaulował Kovaleva w drugiej rundzie na tyle, że walka nie mogła zostać kontynuowana. Sędziowie orzekli techniczny remis, mocno krzywdzący Rosjanina.


W następnej walce "Krusher" znów przyjechał do Rosji i spotkał się z rodakiem, Romanem Simakovem o tytuł WBC krajów azjatyckich. Ta walka okazała się brzemienna w skutkach. Kovalev wygrał z Simakovem w siódmej rundzie, a 27-letni Rosjanin jeszcze w hali stracił przytomność i szybko został odwieziony do szpitala. Tam postanowiono wprowadzić go w stan śpiączki farmakologicznej i przeprowadzić operacje mózgu. Po niej nie udało się wybudzić Romana, który trzy dni po walce zmarł w szpitalu. Sergey nie mógł pogodzić się z tą sytuacją, obwiniał siebie za śmierć kolegi, próbował kontaktować się z rodzicami Simakova, jednak bezskutecznie. Jego menedżer wykupił nawet bilety lotnicze do Jekaterymburga, jednak rodzice przylecieli do szpitala kiedy ich syn już nie żył. Kovalev rozpatrywał nawet opcję zakończenia kariery, ale ostatecznie wszedł ponownie do ringu, a gażę za rewanżowy pojedynek z Darnellem Boone'm w całości przekazał rodzinie Romana Simakova.


Kariera "Krushera" nabrała tempa w 2013 roku. Wówczas pokonał on kolejno Gabriella Campillo i Corneliusa White'a, po czym przystąpił do walki o światowy czempionat przyjeżdżając na teren rywala i przy jego kibicach, w Cardiff znokautował Nathana Cleverly'ego sięgając po pas federacji WBO. Później było podobnie - w pierwszej obronie szybko odprawił Ismaila Sillakha, w drugiej Cedrica Agnew, a w trzeciej Blake'a Caparello. Australijczyk świetnie wszedł w walkę rzucając Kovaleva w pierwszej rundzie na deski, ale Rosjanin szybko się otrząsnął i podrażniony skończył walkę już w drugiej rundzie.



Następna walka okazała się kluczowa. "Krusher" zmierzył się między linami z Bernardem Hopkinsem, pięściarzem-legendą, mistrzem Świata federacji WBA i IBF, mającym obchodzić za dwa miesiące swoje 50-te urodziny. Kovalev zepsuł jednak Amerykaninowi święto, w pierwszej rundzie fundując mu liczenie, a później wygrywając każdą kolejną rundę aż do końca walki. Wygrywając z Hopkinsem Kovalev zyskał miano niezniszczalnego. Później zniszczył Jeana Pascala, Nadjiba Mohammediego i jeszcze raz Kanadyjczyka. W połowie ubiegłego roku przyjął jeszcze w w tej samej hali, w której walczył z Simakovem Isaaca Chilembę i wypunktował go wyraźnie. W listopadzie spotkał się z Andre Wardem...



Andre Ward

Wiek: 33
Wzrost: 183cm
Zasięg: 180cm
Waga: ok. 79kg
Rekord: 31(15 KO) - 0
Rundy: 230
Debiut: 2004
Sukcesy:
WBO World light heavyweight (2016-...)
IBF World light heavyweight (2016-...)
WBA Super World light heavyweight (2016-...)
WBA Super World super middleweight (2009-2013)
WBO International light heavyweight (2016)
WBO NABO super middleweight (2008)

Sergey Kovalev


Wiek: 34
Wzrost: 183cm
Zasięg: 184cm
Waga: ok. 79kg
Rekord: 30(26 KO) - 1 - 1
Rundy: 126
Debiut: 2009
Sukcesy:
WBO World light heavyweight (2013-2016)
IBF World light heavyweight (2014-2016)
WBA Super World light heavyweight (2014-2016)



 Co rzuca się w oczy? Chyba przede wszystkim ilość przeboksowanych rund. Rosjanin stoczył w ringu o jedną walkę więcej, a stoczył ponad 100 rund mniej. Ma zdecydowanie większy odsetek nokautów. Co ciekawe, Ward jest na zawodowstwie pięć lat dłużej. Jak sprawę widzą bukmacherzy? Mają twardy orzech do zgryzienia. Przed pierwszą walką widzieli minimalnego faworyta w osobie Andre Warda i nie pomylili się. Teraz jest podobnie, ale to głównie dlatego, iż ciężko wyobrazić sobie przegrywającego Amerykanina. On jest przecież z innej galaktyki. Z drugiej strony Kovalev pokazał w pierwszej walce, iż Warda da się trafić i posłać na deski. Wtedy walki nie skończył, ale teraz zapowiada, że się nie zawaha. Panowie prezentują zupełnie odmienne style. Amerykanin bazuje na świetnej technice, szybkości i genialnej wręcz obronie, dzięki czemu nie daje sobie zrobić krzywdy. "Krusher" to z kolei lodołamacz. Jak wskazuje jego pseudonim, kruszy obrony rywali, dobiera się do nich i niszczy ciosami. Pierwsza walka pokazała, że początek należał do Rosjanina, a końcówka do "Syna Boga". Kondycja jednak nie powinna grać tu większej roli. Obaj to w 100% profesjonaliści.


Znakomicie dobrani zostali sędziowie tej walki. Trzecią osobą w ringu będzie doświadczony arbiter, jeden z najlepszych obecnie sędziów ringowych, Tony Weeks. Jak to się więc stało, że... nigdy on nie sędziował walki ani Warda, ani Kovaleva? Weeks pracował przy olbrzymiej ilości walk mistrzowskich, jednak nigdy nie z Amerykaninem i Rosjaninem w rolach głównych. Będzie neutralny. Podobnie małą wiedzę będą mieli sędziowie na stołkach - do pracy przy tej walce zaproszeni zostali Glenn Feldman, Dave Moretti i Steve Weisfeld. Całkowicie neutralny powinien być Dave Moretti. Jemu nigdy nie było dane punktować walk ani Warda ani "Krushera". Glenn Feldman pracował dwukrotnie przy walkach "S.O.G." - w 2006 roku podczas walki z Andy'm Kolle i w 2010 z Allanem Greenem (120-108). Widział on także z bliska deski Sergeya Kovaleva w walce z Blake'm Caparello. Najwięcej doświadczenia może mieć Steve Weisfeld, ale tylko w przypadku walk Rosjanina. Punktował on starcia 34-latka z Darnellem Boone (rewanż), Gabrielem Campillo, Nadjibem Mohammedim i pierwszą walkę z Jeanem Pascalem (70-62). Nie punktował walk Andre Warda. Moim zdaniem bardzo dobrze wytypowany sędzia ringowy i trójka punktujących na kartach.


Nie ma co ukrywać, że rewanż Andre Warda z Sergeyem Kovalevem to najlepsza walka w pierwszej połowie 2017 roku. W drugiej połowie roku dojdzie najprawdopodobniej do starcia Gennady Golovkina z Saulem Alvarezem. Wyniki tych dwóch pojedynków odpowiedzą nam na pytanie o ścisłą czołówkę rankingu P4P bez podziału na limity wagowe. Numerem jeden może zostać któryś z dwójki walczącej w sobotnią noc, ale potrzebna byłaby przekonująca wygrana, a takiej ciężko się spodziewać. Obstawiam, iż znowu będzie to ciężka do punktowania, wyrównana konfrontacja. Konfrontacja podwyższonego ryzyka - obaj się już znają, a ich pierwszy pojedynek to wykład, z którego muszą czerpać. Kompletnie nie wiem, który z nich lepiej odrobi lekcje...

niedziela, 11 czerwca 2017

Miejcie na nich oko - brylanty ciężkiego kalibru...

Nie od dziś wiadomo, że to właśnie najcięższa kategoria wagowa przysparza największych emocji wśród bokserskich kibiców. To w wadze ciężkiej generuje się największe emocje i to pojedynki tych najcięższych ogląda się najchętniej. Przełom wieków i początek ostatniej dekady były w tej kategorii całkowicie opanowane przez braci Kliczko. Waga ciężka przeżywała kryzys, kibiców nudziły ciągłe wygrywanie braci z Ukrainy. Sytuacja zaczęła się odmieniać po odejściu Vitaliya na emeryturę. To właśnie wtedy pojawił się jeden wolny pas, o którego ścigać zaczęli się nowi zawodnicy. Przełomowy okazał się rok 2015, kiedy to do tytułu WBC dobrał się ekscentryczny Deontay Wilder, a Wladimir Kliczko sensacyjnie uległ Tysonowi Fury'emu. Na początku 2016 roku po swój pas sięgnął Anthony Joshua i królewska kategoria wróciła do łask. Obecnie jest bardzo wiele możliwych zestawień, które na samą myśl doprowadzają kibiców do "gęsiej skórki" i drżenia rąk. 

Niedawno byliśmy świadkami kapitalnej wojny w ciężkiej dywizji pomiędzy starym lisem Wladimirem Kliczko, a młodym wilkiem Anthony'm Joshuą. Ukrainiec skończył już 41 lat i powoli będzie żegnał się z ringiem, ale on zostawi tą kategorię wagową w bardzo dobrej kondycji. Nie o Wilderze, Joshui czy Furym będzie jednak ten artykuł, a o wilczkach, którzy już szykują się w blokach do wystartowania w biegu po sławę, chwałę i wielkie pieniądze...

Daniel Dubois to fantastycznie rozwijający się 19-latek, któremu wróżono olimpijskie złoto na Igrzyskach w Tokio w 2020 roku. Brytyjczyk wybrał jednak zawodowstwo i w kwietniu 2017 roku zadebiutował na Manchester Arena pojedynkiem z Marcusem Kelly'm. Dziś ma już za sobą trzy pojedynki, wszystkie rozstrzygnięte przed czasem, dwukrotnie w pierwszej, a raz w drugiej rundzie. Jego karierą kieruje potężny Frank Warren, który dobrze wie jak poprowadzić swojego podopiecznego, aby w najlepszym momencie kariery przystąpić do najpoważniejszych walk. Młody Brytyjczyk ma za sobą wiele ciekawych sparingów. Mimo młodego wieku dzielił już ring z aktualnym mistrzem Świata, Anthony'm Joshuą, byłym mistrzem Świata Tysonem Furym oraz jego kuzynem Hughie'm, a także wicemistrzem Olimpijskim z Rio de Janeiro, Joe Joyce'm. Ponoć w czasie sparingu rzucił na deski samego "AJ'a", a wręcz ośmieszał między linami Hughie'go Fury'ego. Ogromny talent, z dużą dozą pewności można stwierdzić, iż to jeden z przyszłych mistrzów Świata wagi ciężkiej.



W podobnym miejscu swojej kariery jest inny talent, Lawrence Okolie. Olimpijczyk z Brazylii, który odprawił z turnieju w pierwszej rundzie Igora Jakubowskiego zadebiutował na zawodowym ringu w marcu, po czym wchodził do ringu ponownie w kwietniu i maju. Wszystkie trzy swoje pojedynki kończył już w pierwszej rundzie, a jednym z jego rywali był twardy przecież Łukasz Rusiewicz. Okolie spędził w ringu dotychczas tylko cztery minuty bardzo szybko i agresywnie kończąc swoje walki. Komputerowy portal statystyczny Boxrec klasyfikuje go jeszcze jako cruisera, jednak to będzie zawodnik wagi ciężkiej. Ma 24 lata, mierzy 196 centymetrów wzrostu, jest stosunkowo szybki i bardzo dynamiczny. Nad jego karierą czuwa Eddie Hearn i jego grupa Matchroom, dzięki czemu Lawrence występuje tylko na bardzo dużych galach. Zadebiutował na gali Anthony'ego Crolli, a następnie Ricky'ego Burnsa i Kella Brooka. Brytyjczycy mogą mieć z niego dużą pociechę, podobnie jak z Daniela Dubois. Oni mogą być następcami Tysona Fury'ego i Anthony'ego Joshuy.



Tony Yoka to mistrz Olimpijski w wadze super ciężkiej z ubiegłorocznych Igrzysk w Rio. Wówczas zaprezentował się świetnie i taką samą gwiazdą ma być na ringach zawodowych. Zadebiutował w ubiegłym tygodniu na gali w Paryżu i od razu znokautował w drugiej rundzie niepokonanego w dwunastu kolejnych występach Travisa Clarka. Dysponuje świetnymi warunkami fizycznymi, mierzy aż 201 centymetrów wzrostu, ma także bardzo duży zasięg ramion. Na Francuzie ciąży niesamowita presja. Jako mistrz Olimpijski z urzędu stawiany jest w roli przyszłego czempiona, podobnie jak robili to jego poprzednicy - Lennox Lewis, Wladimir Kliczko czy Anthony Joshua. Dużą wiarą w jego umiejętności dysponuje Richard Schaefer, promotor 25-latka. Warto dodać, że Yoka wystąpił na Olimpiadzie już w Londynie w 2012 roku, ale odpadł w pierwszej rundzie. Po czterech latach wywalczył olimpijskie złoto i w glorii chwały mógł przejść na zawodowy kontrakt. Ponoć kariera Francuza ma być szybka i już za kilka pojedynków ma on toczyć walki 10-rundowe. Tylko czekać, aż będzie wstawiany do walk o regionalne pasy. Warto mu się przyglądać, bo to kolejny materiał na czempiona globu.



Dubois, Okolie i Yoka to trzy najnowsze nazwiska w świecie bokserskiej wagi ciężkiej, ale nie można zapominać o bardzo perspektywicznym, lecz nieco odsuniętym ostatnio Amerykaninie, Darmani Rocku. Rock walczy na zawodowym ringu już od roku, debiutował w maju 2016 roku. Od tego czasu stoczył osiem walk, wszystkie wygrał, pięciokrotnie stopując swoich rywali. Podobnie jak koledzy wymienieni wyżej ma bardzo dobre warunki fizyczne i dużą siłę ciosu. Jest także młodzieżowym mistrzem Świata amatorów i młodzieżowym wicemistrzem Olimpijskim. To niewątpliwie jeden z największych prospektów w wadze ciężkiej, a ma dopiero 21 lat. Jego karierą opiekuje się grupa Roc Nations Sports, która ewidentnie trzyma młodego Amerykanina "pod kloszem" wystawiając go do walk ze stosunkowo słabymi rywalami. Darmani nie bił się jeszcze z nikim o przynajmniej dodatnim rekordzie. Co ciekawe, komputerowy portal statystyczny Boxrec po ośmiu zawodowych pojedynkach klasyfikuje go kilka miejsc niżej niż debiutującego tydzień temu Tony'ego Yokę. Warto mieć jednak na niego oko. Ten talent może jeszcze wystrzelić, są na to bardzo duże szanse.



Jak widać, jest się komu przyglądać. Kto wie, czy za kilka lat to właśnie te nazwiska nie będą widnieć na szczytach list rankingowych, a na biodrach tych właśnie zawodników nie będą wisieć pasy największych federacji. Tempo ich adaptacji do boksu zawodowego zależeć będzie w głównej mierze od promotorów. Jestem jednak pewny, iż tacy biznesmeni i znawcy boksu jak Eddie Hearn, Richard Schaefer czy Frank Warren to odpowiednie osoby, aby młodych prospektów poprowadzić po - mimo wszystko - trudnej i wyboistej drodze na sam szczyt pięściarskiej góry.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Ranking "RED CORNER" / cruiserweight / czerwiec '17

Aktualizacja rankingu RED CORNER w dywizji junior ciężkiej. Tradycyjnie już najbardziej polskiej ze wszystkich limitów. Spore zmiany w stosunku do ubiegłego roku. Sześciu pięściarzy wyleciało z zestawienia, w tym trzech za nieaktywność. Jest to równoznaczne z tym, że pojawiło się sześć nowych nazwisk. Co ciekawe, ani jeden pięściarz nie utrzymał swojego miejsca w stosunku do ubiegłorocznego rankingu. Ośmiu zawodników zanotowało awans, zaś sześciu obniżyło loty. Największy spadek - UWAGA - aż o 10 pozycji..
Zaczynamy!

#1
Oleksandr Usyk
12-0 (10 KO)

(+5) Ukrainiec dzierży palmę pierwszeństwa w dywizji cruiser po pokonaniu Krzysztofa Głowackiego, a poprawił to jeszcze odprawieniem kolejno Thabiso Mchunu w pierwszej i Michaela Huntera w drugiej obronie tytułu. 

#2
Murat Gassiev
24-0 (17 KO)

(+8) Jeden z dwóch największych awansów zaliczył właśnie młody i silny Rosjanin. Gassiev pozostaje niepokonany, a dodatkowo pod koniec ubiegłego roku pokonał dotychczasowego lidera i zyskał tytuł mistrza Świata federacji IBF.

#3
Mairis Briedis
22-0 (18 KO)

(+4) W ubiegłorocznym notowaniu Łotysz był świeżo po wygranej z Olanrewaju Durodolą. Później dołożył jeszcze wygraną nad Simonem Valilly'm, a kilka miesięcy temu wysoko ograł Marco Hucka w starciu o wakujący pas federacji WBC. To ostatnie zwycięstwo dało Briedisowi awans na podium wagi cruiser.

#4
Denis Lebedev
29-3 (22 KO)

(-3) Pierwszy spadek, i to w dodatku z pozycji lidera. Lebedev w ostatnim roku stoczył tylko jedną walkę i przegrał z Muratem Gassievem tracąc pas IBF na jego rzecz. 37-latek dzierży jednak jeszcze tytuł WBA i w dalszym ciągu jest w grze.

#5
Tony Bellew
29-2-1 (19 KO)

(+8) Obok Gassieva to właśnie "Bomber" zalicza największy awans w rankingu. Anglik w ostatnim czasie zaliczył trzy przekonujące zwycięstwa, z Ilungą Makabu, BJ Floresem i Davidem Haye'm w wadze ciężkiej. Wszystkie te wygrane zaliczył przed czasem czym stał się jednym z najgorętszych nazwisk w światowym boksie. Przez chwilę był mistrzem Świata wagi junior ciężkiej, a teraz celuje w ten sam pas w królewskiej kategorii.

#6
Krzysztof Głowacki
26-1 (16 KO)

(-4) W ostatnim notowaniu "Główka" był drugi i posiadał mistrzowski pas. Od tego czasu zanotował jednak tylko jedną walkę, w której przegrał tytuł na rzecz Oleksandra Usyka. Już w czerwcu Krzysztof wróci na ring walką na PBN VII z Brianem Howardem.

#7
Maxim Vlasov
38-2 (21 KO)

(N) Pierwsza nowość w notowaniu. Przez ostatni rok Rosjanin był bardzo aktywny, wygrał cztery pojedynki i zdobył dwa regionalne pasy. Wszystkie pojedynki zakończył przed czasem stopując m.in. Ismaila Sillakha i Rakhima Chakhieva.

#8
Dmitry Kudryashov
21-1 (21 KO)

(+4) Kudryashov zajmował w ostatnim notowaniu dalekie 12 miejsce, gdyż przegrał walkę z Olanrewaju Durodolą. W ostatnim czasie wygrał jednak dwie walki, w tym rewanż z Durodolą. Dodatkowo jest jednym z najsilniejszych zawodników w swoim limicie o czym świadczy 100% wygranych przed czasem.

#9
Krzysztof Włodarczyk
53-3-1 (37 KO)

(-1) "Diablo" spada z ósmego na dziewiąte miejsce, chociaż od ostatniego notowania zaliczył trzy kolejne wygrane. Spadek wynika z faktu, iż inni prezentowali się lepiej. Polak jest najbardziej doświadczonym pięściarzem w zestawieniu.

#10
Kevin Lerena
18-1 (9 KO)

(N) Kolejny debiutant w rankingu. 25-latek z RPA z hukiem zameldował się wśród najlepszych, jednak walczy dotychczas tylko przed własną publicznością. W ostatnim roku pokonał czterech rywali, w tym m.in. Micki Nielsena i Vikapitę Meroro.

#11
Ilunga Makabu
20-2 (19 KO)

(-6) Duży spadek w rankingu dla pięściarza z Republiki Kongo. Ostatni ranking ukazał się tuż przed jego walką o wakujący pas WBC z Tony'm Bellew. Makabu walkę przegrał przed czasem, wrócił po prawie roku wygranym pojedynkiem z przeciwnikiem o ujemnym bilansie.

#12
Noel Gevor
22-1 (10 KO)

(+4) Awans pomimo świeżej porażki z Krzysztofem Włodarczykiem. Niemiec pokazał się jednak na tyle dobrze, że - ze względu na nieaktywność wielu lepszych pięściarzy - piastuje wysoką pozycję w rankingu.

#13
Marco Huck
40-4-1 (27 KO)

(-10) Największy spadek w notowaniu. Aż o 10 pozycji niżej melduje się były mistrz Świata federacji WBO, Marco Huck. Niemiec pokonał co prawda Ukraińca, Dmytro Kuchera, ale w ostatnim występie nie miał nic do powiedzenia w boju o wakujący pas z Mairisem Briedisem.

#14
Mateusz Masternak 
38-4 (26 KO)

(+3) Awans do pierwszej "15-stki" notuje kolejny Polak. Mateusz Masternak wrócił na polskie podwórko, jest po wygranej z Erikiem Fieldsem i Alexandrem Kubichem, a już w czerwcu podejmie w Ergo Arenie Ismaila Sillakha. 

#15
Michael Hunter
12-1 (8 KO)

(-1) Nieznacznie niżej w porównaniu do zestawienia z przed roku znajduje się pozycja Amerykanina, Michaela Huntera. 28-latek w ostatnim roku tylko raz wchodził do ringu, jednak uległ w pojedynku o mistrzowski pas Oleksandowi Usykowi. Zaprezentował się jednak bardzo przyzwoicie, czemu zawdzięcza utrzymanie się w zestawieniu.

------------------------------------------------

#16
Firat Arslan
39-8-2 (24 KO)

(N) Do rankingu wraca doświadczony, 47-letni już Firat Arslan. Turek reprezentujący Niemcy wygrał w ostatnim roku trzy kolejne pojedynki, zadebiutował przed swoją rodzinną publicznością, zdobył pas WBO European pokonując Nuriego Seferiego. Stać go jeszcze na duże walki.

#17
Steve Cunningham
29-8-1 (13 KO)

(N) Kolejny doświadczony 40-latek. "USS" to były mistrz Świata wagi cruiser i niedawny pretendent do pasa Krzysztofa Głowackiego. Wrócił wygraną nad Felipe Romero. Jest to pięściarz, który zawsze daje z siebie 100% i jest świetnym testerem dla młodych prospektów.

#18
Michał Cieślak
14-0 (10 KO)

(+1) Nieznaczny awans młodego Polaka. Cieślak świetnie prezentuje się w ringu, jednak po bezdyskusyjnych wygranych z Alexandrem Kubichem i Giulianem Ilie przyszła wpadka dopingowa po walce z Nikodemem Jeżewskim. Polak to jednak w dalszym ciągu jeden z najlepszych pięściarzy młodego pokolenia w tym limicie wagowym.

#19
Dmytro Kucher
24-2-1 (18 KO)

(N) Ukrainiec również debiutuje w zestawieniu. Kucher przez moment był mistrzem Europy po spektakularnym nokaucie na Enzo Maccarinellim, jednak zdecydował się na próbę zdobycia mistrzowskiego pasa IBO ulegając nieznacznie Marco Huckowi. 

#20
Matty Askin
22-3-1 (14 KO)

(N) Dość zaskakująca propozycja, jednak uzasadniona. Anglik w trzech ostatnich występach wygrywał z niepokonanymi rywalami bardzo pewnie zabierając im zera z rekordów. Jedyną porażkę przed czasem poniósł w 2012 roku z rąk Krzysztofa Głowackiego.

Z rankingu wypadli:

(4) Grigory Drozd - koniec kariery
(9) Yunier Dorticos - nieaktywność
(11) Beibut Shumenov - nieaktywność
(15) Micki Nielsen 
(18) Rakhim Chakhiev
(20) Andrew Tabiti

Trzech pięściarzy było nieaktywnych w ostatnich 12 miesiącach. Grigory Drozd raczej zakończył jż karierę pięściarza ze względu na kontuzje. Dorticos z Shumenovem mieli zmierzyć się przeciwko sobie, ale walka ta już któryś raz zostaje odwoływana. Micki Nielsen i Rakhim Chakhiev wypadli z rankingu ze względu na porażki, jakich ostatnio doznali. Andrew Tabiti wypadł, gdyż inni zrobili więcej by się w zestawieniu znaleźć. 

piątek, 2 czerwca 2017

Stevenson vs Fonfara czyli kolejna wycieczka do Kanady...

Istnieje taka zależność, że jeśli w boksie dochodzi do walki rewanżowej, to znaczy iż pierwszy pojedynek był naprawdę dobry. Bo nie byłoby sensu organizować rewanż, gdy pierwsza walka była jednostronna. Adonis Stevenson i Andrzej Fonfara po raz pierwszy spotkali się 24 maja 2014 roku, a więc nieco ponad trzy lata temu. Wówczas Kanadyjczyk po raz pierwszy od momentu sięgnięcia po mistrzowski pas napotkał pewne problemy. Andrzej pokazał w tej walce dużo serca do tego sportu. Do ringu w Bell Centre wchodził przy gwizdach, schodził natomiast przy owacji na stojąco. Przegrał w ringu z rywalem, jednak zyskał wiele szacunku i doświadczenia. To ma zaprocentować już w nocy z soboty na niedzielę...


Pierwszy pojedynek pomiędzy Stevensonem i Fonfarą to była kapitalna wojna. Polak dwukrotnie uklęknął na kolano po piekielnie silnych ciosach w tułów, jednak pod koniec walki sam przełamał faworyzowanego rywala rzucając go na deski. Kibice byli świadkami emocjonujących 12 rund i dość pewnej wygranej punktowej "Supermana", jednak Polak po tym pojedynku wygrał również bardzo dużo. Pokazał się z bardzo dobrej strony, pojawiły się kolejne ciekawe oferty, z których Fonfara skrzętnie skorzystał wskakując na wyższy poziom swojego boksu. W rewanżu szanse Polaka mogą być jeszcze większe niż za pierwszym razem. Czy jednak wystarczy to do zwycięstwa i zdobycia dla Polski mistrzowskiego pasa? Bukmacherzy nie mają złudzeń. Kurs na zwycięstwo Adonisa wynosi zaledwie 1.1, więc "Polski Książę" kolejny raz skazywany jest na pożarcie...


Adonis Stevenson to 40-letni już mistrz Świata federacji WBC w wadze półciężkiej. Jest to bardzo ciekawy pięściarz, który na zawodowstwie zadebiutował dopiero w wieku 29 lat. Jest to o tyle dziwne, iż jego kariera amatorska nie była wcale bogata. Zakończył ją z bilansem 33 wygranych i 5 porażek. Urodzony na Haiti "Superman" po raz pierwszy wystąpił pod koniec września 2006 roku, ale ten rok zdążył zakończyć już z czterema zwycięskimi pojedynkami. Co ciekawe, potrzebował do tego zaledwie... pięciu rund. 


W 2007 roku "Superman" wychodził między liny w lutym, kwietniu, maju, czerwcu, sierpniu i grudniu. Tym ostatnim występem zdobył tytuł mistrza Kanady w wadze... super średniej. Tak, nie zawsze był półciężkim. Wypunktował wówczas na dystansie 10 rund Davida Whittoma. W 2008 roku znokautował w 46 sekund znanego z występów w programie "The Contender" Anthony'ego Bonsante, a w następnej walce zastopował Jermaina Mackeya i założył na biodra pas WBC International. W kwietniu 2010 roku niepokonany Stevenson pierwszy raz spróbował szczęście na wyjeździe. Wybrano mu na rywala Darnella Boone'a - twardziela, który jednak przegrał wcześniej pięć kolejnych pojedynków, ale rzucił na deski samego Andre Warda. Amerykanin postanowił przerwać złą passę i na samym początku drugiej rundy poczęstował Adonisa prawym prostym, kończąc walkę i sprawiając dużą niespodziankę. To pierwsza i jak dotąd jedyna przegrana walka Adonisa Stevensona...


Po wpadce "Superman" pauzował przez okrągły rok, ale później postanowił iść do przodu. Wygrał m.in. z Derekiem Edwardsem, Noe Gonzalezem Alcobą czy Donem George'm i postanowił przenieść się do wyższej kategorii wagowej. Do półciężkiej. I tam, na pierwszy strzał, czekał na niego... Darnell Boone. Tym razem walka odbyła się w ulubionej Bell Centre w Montrealu i szła po myśli Stevensona. Kanadyjczyk mocno rewanżował się za porażkę, rzucał Boone'a na deski, aż w końcu w szóstej odsłonie zastopował. W następnym pojedynku spotkał się z Chadem Dawsonem w boju o mistrzostwo Świata federacji WBC. Dawson był świeżo po przegranej z Andre Wardem w dywizji super średniej, ale warto wspomnieć że na swoim rozkładzie miał takie nazwiska jak Bernard Hopkins, Antonio Tarver czy Tomasz Adamek. "Superman" nie był faworytem, ale to był tylko i wyłącznie jego dzień. Zrobił to, co potrafił najlepiej - znokautował mistrza w pierwszej rundzie. Potrzebował do tego 76 sekund. Zdobył pas. Zaczęła się jego era, jego czas...



Tak naprawdę większość kibiców o Stevensonie dowiedziała się właśnie po walce z Dawsonem. To wówczas zadziwił świat i nie zamierzał na tym poprzestać. W kolejnych walkach odprawiał kolejno Tavorisa Clouda, Tony'ego Bellew i Andrzeja Fonfarę. Cloud wytrzymał siedem rund, Bellew sześć, Andrzej poszedł na pełen dystans, chociaż nie było łatwo. Po walce mogło być już w pierwszych dwóch rundach, ale Polak przetrwał kryzysy i zaczął się odgryzać. Rzucił mistrza na deski, ale nie poszedł za ciosem i nie zaryzykował. 



Stevenson był i jest w dalszym ciągu krytykowany za dobór przeciwników. Jest w tym trochę prawdy. Nie chciał bić się z Sergeyem Kovalevem, nie był także chętny na Andre Warda. Walczył za to z Dimitry Sukhotsky'm, Tommy'm Karpency'm czy Sakio Biką. W ostatnim występie, w lipcu 2016 roku znokautował w czwartej rundzie bardzo solidnego Thomasa Williamsa Jr. Po 10 miesiącach absencji zmierzy się ponownie z Fonfarą, bo to własnie Andrzej pokazał się z najlepszej strony w walce z czarnoskórym pięściarzem i to jemu dana będzie szansa na rewanż. Po spodziewanej wygranej nad Polakiem, Adonis ma się wreszcie zmierzyć ze zwycięzcą pojedynku rewanżowego między Wardem a Kovalevem. W stawce znajdą się wówczas wszystkie mistrzowskie pasy. Czy jednak Kanadyjczyk nie wybiega za daleko w przyszłość?


Nie można skreślać "Polskiego Księcia". Jest młodszy od "Supermana" o całą dekadę. Podczas ich pierwszej walki miał zaledwie 27 lat. Teraz ma 30 i jest bogatszy o lata doświadczenia. Jego rywal jest za to coraz starszy. Szanse się więc wyrównują. Fonfara podobnie jak jego przeciwnik, również zadebiutował w 2006 roku. Cztery miesiące wcześniej od Kanadyjczyka. Debiut był jednocześnie jedynym występem Andrzeja na polskiej ziemi. Polak nie zapowiadał się na dobrego zawodnika. Pokonał Miroslava Kubika w stosunku dwa do remisu. Kubik skończył karierę z rekordem 0-21-1. 
Polak już w trzecim pojedynku leżał na deskach w walce z debiutującym Johnny Higginsem Jr. Ostatecznie walkę wygrał. W piątym występie przegrał jednak po raz pierwszy, z Eberto Mediną legitymującym się rekordem... 1-1. 


Andrzej walczył wtedy w wadze z limitem 66,6kg. Był wysoki, ale bardzo szczupły. Nie miał odporności na ciosy. Miał za to charakter, był uparty i dużo trenował. W 2008 roku przegrał po raz drugi. Tym razem musiał uznać wyższość Derricka Findleya, który znokautował Polaka równo z gongiem kończącym drugą rundę. Fonfara odpoczywał przez pół roku, ale wtedy zaczął się jego dobry czas - między 2009 a 2013 rokiem dwukrotnie zmieniał kategorię wagową i pokonał piętnastu kolejnych rywali. W pamięć zapadła zwłaszcza wygrana nad Anthony'm Doughty'm, którego Andrzej znokautował w 23 sekundzie walki. 


Dobry czas dla Fonfary to przede wszystkim lata 2012-2013. Wówczas pokazał się na "salonach", znokautował Byrona Mitchella i wypunktował pięściarskiego wyjadacza, jakim jest Glen Johnson. Później stoczył dwie bardzo zacięte walki, przeciwko Tommy'emu Karpency i Gabrielowi Campillo. W obu przypadkach przegrywał na kartach punktowych, ale odwracał losy pojedynku wygrywając przed czasem. Po walce z Karpency'm zdobył tytuł mistrza Świata mało znaczącej federacji IBO. 



Polaka interesował jednak prawdziwy pas, stąd walka w Montrealu z Adonisem Stevensonem. Przegrana, ale po świetnej postawie. Fonfara dużo zyskał. Jeszcze w tym samym roku wygrał z twardym i niewygodnym Doudou Ngumbu, by na początku 2015 roku zszokować świat nokautując Julio Cesara Chaveza Juniora. Walka z Meksykaninem przyszła dla Andrzeja w idealnym momencie. Był to debiut Chaveza w wadze półciężkiej i "Polski Książe" przywitał go z największymi honorami - obijając przez 9 rund i rzucając na deski. Polak zdobył tytuł WBC International, który obronił w pamiętnym boju z Nathanem Cleverly'm. Panowie nie szczędzili sobie razów, co potwierdził oficjalny rekord w ilości wyprowadzonych ciosów w walce w tym przedziale wagowym. Po kapitalnej bitce wygrał Fonfara, który był już bardzo blisko wymarzonego rewanżu z Adonisem Stevensonem.



W czerwcu 2016 roku w Chicago Andrzej miał pokonać ostatnią przeszkodę i cieszyć się drugą walką o pas. Rywalem był anonimowy wówczas Joe Smith Jr. Szkoda, że to Andrzej Fonfara był trampoliną dla Smitha do dużej kariery. Polak dobrze wszedł w pojedynek i zbytnio się rozluźnił. Przyjął bardzo mocny cios i nadzieje na walkę o tytuł pękły jak bańka mydlana. Porażka w pierwszej rundzie. Andrzej powtarza, że to dobrze, iż taki kubeł zimnej wody przyszedł właśnie wtedy. Polak po przegranej zmienił sztab szkoleniowy, zaczął trenować pod okiem Virgilla Huntera, wyciągnął wnioski i znów wierzył, iż będzie mistrzem Świata.


W marcu Andrzej zmierzył się z Chadem Dawsonem - tym, który oddał mistrzowski pas WBC w ręce Adonisa Stevensona. Polak popełniał podobne błędy jak w walkach z Karpency'm i Campillo. Przegrywał na punkty, ale w ostatniej rundzie zastopował "Buda". Znów do Polaka uśmiechnęło się szczęście, ale nie zawsze tak będzie. Andrzej musi się nauczyć wygrywać rundy. Nie może liczyć na jeden cios, bo w walce z kimś takim jak Stevenson to może nie wystarczyć...


Adonis Stevenson

Wiek: 40
Wzrost: 180cm
Zasięg: 196cm
Waga: ok. 79kg
Rekord: 28(23 KO) - 1(1 KO)
Rundy: 129
Debiut: 2006
Sukcesy:
WBC World light heavyweight (2013-...)
WBC Silver super middleweight (2012)
IBF Inter-Continental (2012)
WBO NABO (2011)
WBC International (2009)

Andrzej Fonfara

Wiek: 30
Wzrost: 189cm
Zasięg: 196cm
Waga: ok. 80kg
Rekord: 29(17 KO) - 4(2 KO)
Rundy: 171
Debiut: 2006
Sukcesy:
IBO World light heavyweight (2012)
WBC International (2015)
WBO NABO (2011)
WBC Youth World  (2010)


Faworytem jest oczywiście panujący mistrz, czyli Adonis Stevenson. Bukmacherzy są bezwzględni - kurs na wygraną Kanadyjczyka oscyluje wokół 1.1, natomiast za wygraną Polaka płacą po przeliczniku 6-6,5. Polak ma jednak przewagę wzrostu, nauczył się pod okiem Huntera korzystać z ciosów prostych, jest ponoć dużo mądrzejszy niż trzy lata temu i gotowy, aby wygrać tą arcyważną walkę. Kiedy, jak nie teraz? "Superman" to już 40-latek. Lepszy już nie będzie. Polak musi to wykorzystać. Z drugiej strony, walka znowu odbędzie się w Kanadzie, w ulubionej przez Adonisa hali Bell Centre w Montrealu. Dokładnie tej samej, kiedy w maju 2014 roku pokonał już Fonfarę. 


Sędzią ringowym będzie doświadczony Michael Griffin. To Kanadyjczyk, który doskonale zna Stevensona. To będzie bardzo duża przewaga mistrza. Sędziował on walki "Supermana" aż dziewięciokrotnie. Po raz pierwszy w 2008 roku przeciwko Dhafirowi Smithowi. Od 2012 roku Stevenson stoczył 11 walk, z czego aż 8 z Michaelem Griffinem w ringu. "Superman" bił się wtedy z Noe Gonzalezem Alcobą, Darnellem Boone, Chadem Dawsonem, Tavorisem Cloudem, Tony'm Bellew, Dmitry'm Sukhotsky'm, Sakio Biką i Thomasem Williamsem Juniorem. To praktycznie wszystkie najszczęśliwsze pojedynki Kanadyjczyka. Dla odmiany, Griffin nigdy nie był w ringu z Andrzejem Fonfarą. 
Sędziowie punktowi to Nicolas Esnault z Kanady oraz Humberto Olivares i Omar Mintun z Meksyku. Tylko Olivares pracował przy ringu podczas walki Stevensona. "Superman" wygrał jednak dość szybko z Tommy'm Karpency. Podobnie jak w przypadku sędziego ringowego, punktowi także nie znają Polaka. Obsada sędziowska to duża przewaga urodzonego na Haiti Adonisa.


Portal statystyczny Boxrec klasyfikuje Stevensona na trzecim miejscu, za Andre Wardem i Sergeyem Kovalevem. Andrzej Fonfara znajmuje 9-te miejsce. Walka z Bell Centre uznana została za bardzo ważną dla boksu, gdyż otrzymała 5 gwiazdek. Obaj dżentelmeni są bardzo pewni siebie. Obaj będą celować w wygraną przed czasem. Polak musi wykorzystać fakt, iż Stevenson ma już 40 lat i nie boksował od 10 miesięcy. Musi być aktywny, musi akcentować rundy. Dobrze by było zyskać przewagę od początku, żeby później nie gonić rezultatu i nie nadziać się na kontrę. Walkę będzie można obejrzeć w nocy z soboty na niedzielę w Polsacie Sport. Andrzej! Cała Polska trzyma kciuki!