Przed końcem 2016 roku głównym tematem w zawodowym boksie znów stał się doping. Stało się tak za sprawą niedoszłej ubiegłotygodniowej walki Alexandra Povetkina z Bermane Stiverne'm. Rosjanin przed drugą kolejną walką został przyłapany na stosowaniu niedozwolonych środków, ale - nieoczekiwanie - do ringu wszedł, walkę z nowym rywalem wygrał i niedługo będzie można pewnie zapomnieć o całej sprawie.
Problem dopingu w boksie ciągnie się od dłuższego już czasu i obecny jest, czy się to wszystkim podoba czy nie. Powstają ciągle nowe komisje dotyczące zwalczania dopingu w tym sporcie, ale odbija się to od ściany. Niedługo dojdzie do tego, że każdy kraj i każda federacja bokserska będzie miała swoją własną komisję, a mieć tyle komisji to jak nie mieć żadnej. Jest amerykańska VADA, rosyjska RUSADA, czy brytyjska UK AntiDoping. Każdą z tych instytucji rządzą jednak pieniądze zgodnie z zasadą: "Jak się ma pieniądze, wszystko można załatwić"...
Na tapecie jest obecnie Povetkin, ale on nie musi się za bardzo bać. Ma szerokie plecy w osobie Andriya Riabinsky'ego, który wiele potrafi swoim portfelem załatwić. "Russian Vityaz" wpadł już przecież na stosowaniu meldonium przed pojedynkiem o mistrzostwo Świata WBC wagi ciężkiej z Deontayem Wilderem. Walka się nie odbyła, ale Povetkina chwile później nieoczekiwanie oczyszczono z zarzutów. Tym razem przed walką z Bermane Stiverne'm wykryto ostarynę. Haitańczyk zrezygnował z walki podobnie jak Wilder, ale w obwodzie na taki przebieg sytuacji czekał już Johann Duhaupas. Francuz wyszedł do ringu z Rosjaninem i został ciężko znokautowany.
I tym razem Riabinsky zamierza po swojemu "wyjaśnić" sprawę i zapewne niedługo usłyszymy, że Povetkin jednak jest czysty.
Rosyjski ciężki to nie jedyny przykład stosowania zabronionych środków w boksie. Historia sięga pewnie głęboko, ale nie wszystkich dało się oczywiście wyłapać. Można jednak w ciemno zakładać, że dopingowiczów wśród zawodowych pięściarzy jest bardzo wielu, może nawet i 50%... To szok!
Jeden z największych mistrzów Świata w wadze ciężkiej, Mike Tyson to odzwierciedlenie dopingu. W swojej książce "Moja Prawda" bardzo wyraźnie wyjaśnia co działo się przez całą jego karierę. My o jego dopingu dowiedzieliśmy się przy okazji walki z Andrzejem Gołotą. "Iron" wspomina, że bał się rosłego Polaka i musiał uspokajać się marihuaną. Andrzej - jak pamiętamy - zrezygnował z walki po drugiej rundzie, ale później starcie uznano za nieodbyte.
Wróćmy do dzisiejszych czasów, bo tu przypadków zażywania niedozwolonych środków jest najwięcej. Nie tak dawno o stosowanie dopingu posądzony został Tyson Fury. Po walce z Wladimirem Kliczko wykryto w organizmie Anglika mocno podwyższony poziom występującego naturalnie sterydu anabolicznego, Nandrolonu. Specyfik ten pomagał w szybkim tempie nabrać masy mięśniowej. Takie samo stężenie wykryto także u młodego z kuzynów Fury, Hughie'ego, co zdecydowanie zwiększało prawdopodobieństwo tych osądów. Tyson Fury miał przystąpić do rewanżowej walki z Ukraińcem, ale zaczął także zażywać kokainę czym przekreślił swoje szanse na zostanie legendą tego sportu.
Jeśli mowa o Kliczko, nie sposób nie wspomnieć o starszym z braci. Vitaly wspomagał się dopingiem już w 1995 roku podczas amatorskich Mistrzostw Świata w Niemczech. Po finałowej walce, w której przegrał wyraźnie z Rosjaninem Lezinem wykryto w jego organizmie zakazaną substancję. Ukrainiec przyznał się do zażywania tego środka, co skutkowało odebraniem srebrnego medalu Kliczce. Vitaly nie poleciał także na Igrzyska Olimpijskie do Atlanty, zakończył karierę amatorską i przeszedł na zawodowstwo.
Jednym ze świeższych przykładów dopingu w boksie jest Lucas Browne. Australijski "Big Daddy" nie przeszedł kontroli antydopingowych po walce z Ruslanem Chagaevem. VADA wykryła u Lucasa clenbuterol, który przyspiesza spalanie tłuszczu oraz rozbudowuje masę mięśniową. Browne'owi został odebrany tytuł wywalczony na ringu, jednak później oczyszczono z zarzutów. Początkowo walka z Uzbekiem miała zostać nieuznana, ale ostatecznie widnieje w rekordach obu zawodników.
Kolejnym dość pamiętnym przykładem jest Panamczyk, Guillermo Jones. Chyba każdy kibic boksu pamięta wielką wojnę Jonesa z Denisem Lebedevem. Panamczyk ostatecznie wykazał się niesamowitą odpornością i siłą i znokautował Rosjanina w 11 rundzie. Cóż z tego, skoro po walce wykryto u niego Furosemid. Jones został chwilowo zawieszony, ale kiedy w obaj Panowie przygotowywali się do rewanżu Guillermo znów nie przeszedł testów. Co najciekawsze, w rekordzie Lebedeva cały czas widnieje tamtejsza porażka, który powinna przecież nie zostać uznana.
Można jeszcze sięgnąć dalej pamięcią i wyciągnąć na piedestał Jamesa Toneya. Niegdyś świetny pięściarz dwukrotnie oskarżony został o zakazane środki w organizmie. Pierwszy raz w 2005 roku przy okazji pojedynku o tytuł mistrza Świata WBA w wadze cięzkiej. Toney pokonał wówczas Johna Ruiza na punkty, lecz wspomagał się boldenonem. Został za to zawieszony na dwa lata, jednak pół roku później mógł wrócić na ring. Sytuacja powtórzyła się w 2007 roku przy okazji pojedynku z Dannym Batchelderem. "Lights Out" wygrał niejednogłośnie na punkty, ale po walce wpadł tym razem na Stanazololu. Tym razem otrzymał rok bezwzględnego zawieszenia. Sytuacja nic nie nauczyła Toneya. Po powrocie zmierzył się on z Hasimem Rahmanem i znokautował rywala już w trzeciej rundzie. Walka nie została jednak uznana - po raz kolejny na dopingu wpadł 48-letni obecnie Amerykanin.
Luis Ortiz - dzisiejszy "King Kong" wagi ciężkiej również ma niechlubną przeszłość. Sytuacja miała miejsce w 2014 roku, kiedy to Kubańczyk otrzymał szansę na pas WBA Interim wagi ciężkiej. Ortiz potrzebował tylko jednej rundy na znokautowanie swojego przeciwnika, Lateefa Kayode. Niestety, u tymczasowego mistrza wykryto sterydy i unieważniono wynik walki.
Sprawa dopingu sięga również naszego rodzimego podwórka. Najgłośniejszy przypadek to Dawid Kostecki. "Cygan" w 2014 roku wrócił na ring po ponad dwuletniej przerwie spowodowanej odsiadką i zmierzył się z Andrzejem Sołdrą. Kostecki wyraźnie lekceważył przeciwnika, był przekonany o swojej wyższości. Sensacyjnie Sołdra wspiął się na wyżyny swoich możliwości i wygrał decyzją sędziów. Kilka miesięcy po gali w Krakowie otrzymaliśmy informację, że "Cygan" został przyłapany na dopingu. Rzeszowianin nie mógł pogodzić się z tą decyzją, został jednak zdyskwalifikowany. Jego kariera zakończyła się pomimo to, aktualnie Kostecki znów przebywa w areszcie i być może spędzi tam najbliższych - nawet - kilkanaście lat.
Podczas tej samej gali znak zapytania został postawiony jeszcze przy jednym pięściarzu. To Tomasz Adamek, u którego wykryto podwyższone stężenie buldenonu, jednak jeszcze mieszczące się w normie VADA. "Góral" podczas krakowskiej gali przegrał na punkty z Arturem Szpilką.
Sześć lat temu karierę zawodowca zakończył znakomity niegdyś pięściarz wagi lekkiej, Maciej Zegan. "Boom Boom" w ostatniej walce uległ anonimowemu wówczas, a kapitalnemu dziś Eduardowi Troyanovsky'emu. I on na koniec kariery został posądzony o zażywanie niedozwolonych środków i zawieszony na dwa lata. Dla 34-letniego wówczas Polaka oznaczało to koniec pięknej kariery. Zegan wrócił jeszcze walką z Dariuszem Snarskim, ale był to jednorazowy występ.
Mariusz Wach - kamienne szczęka. Tak mówili o nim kibice po walce Polaka z Wladimirem Kliczko. "Viking" przetrwał bombardowanie Ukraińca i cały czas stał na nogach. Kliczko ulokował na głowie Wacha niezliczoną ilość ciosów, ale Polak nie upadł na deski, czym zyskał szacunek kibiców oglądających tamtejsze starcie. Niestety, po walce okazało się, że Mariusz stosował Stanozolol i został zawieszony na osiem miesięcy. Ostatecznie Polak pauzował zdecydowanie dłużej. Kiedy wydawało się, że jego kariera znów może nabrać rozpędu, Polak spotkał się w Rosji z Alexandrem Povetkinem i tam został po raz drugi oskarżony o doping. Polak walkę z Rosjaninem przegrał w 12 rundzie. Co ciekawe, Wach oskarżany o zakazane wspomaganie był dwukrotnie, za każdym razem w przegranej bitwie...
Jak widać, doping w boksie to chleb powszedni. Najczęściej wpadają na testach Ci, którzy najgłośniej krzyczą, że boks to czysty sport. Są też głosy bardzo kontrowersyjne - Tyson Fury, Tony Thompson czy nasz Przemysław Saleta wypowiadali się publicznie, aby doping w boksie zalegalizować zgodnie z zasadą: "Niech biorą wszyscy, będzie sprawiedliwie".
Są jednak też tacy, którzy publicznie domagają się nawet kar więzienia dla "koksiarzy" - do takich należy Deontay Wilder. Amerykanin ma rację mówiąc, że pięściarz na dopingu wchodzi do ringu z dodatkowym asortymentem - może zabić. Za to należy się bezwzględna kara.
Testów antydopingowych nie przechodzili w ostatnim czasie także tacy zawodnicy jak: Erkan Teper, Sam Soliman, Felix Sturm, Erik Morales, Olanrewaju Durodola, Antonio Tarver, Tony Thompson, Lucian Bute, Lamont Peterson, Fres Oquendo, Andre Berto, Enzo Maccarinelli i Chris Arreola.
Co ciekawe, o stosowanie dopingu po walce stulecia oskarżony został także Floyd Mayweather. W organizmie Amerykanino wykryto kilka dawek mieszanki soli i witamin przyjęte dożylnie. Tego zabrania Światowa Agencja Antydopingowa. Do sprawy nagle włączyła się Amerykańska organizacja USADA, która stanęła w obronie niepokonanego Floyda. Sprawa szyta grubymi nićmi, są w boksie równi i trochę równiejsi. W tym przypadku odzwierciedlenie miało kryterium poruszone przeze mnie na początku artykułu - pieniądze...
" [...] Jeśli w boksie jest jakaś magia, to jest to magia walki ponad granicami. To magia ryzykowania wszystkiego dla marzeń, których nie dostrzega nikt poza Tobą... "
Etykiety
- Boks na świecie (43)
- Boks w Polsce (34)
- Ciekawostki / Statystyki (34)
- Na Gorąco (37)
- Rankingi (24)
- Zapowiedzi (29)
poniedziałek, 19 grudnia 2016
środa, 14 grudnia 2016
Zasięg ramion - realna przewaga czy tylko statystyka?
Od dawna próbuje zgłębić tajemnice jednej z najważniejszych statystycznych liczb w zawodowym boksie, mianowicie zasięgu ramion pięściarzy. Dywagacje rozpocznę i jednocześnie zakończę na wadze ciężkiej, bo tylko w tym limicie to widać. Czy zasięg rąk naprawdę ma jakieś znaczenie?
Zacznijmy od tego, jak mierzy się takowy zasięg. Pięściarz staje wyprostowany, rozkłada ręce na boki włącznie z dłońmi. Zasięg pięściarza liczony jest jako liczba centymetrów od czubka środkowego palca jednej dłoni do czubka środkowego palca drugiej dłoni. Statystycznie pięściarz powinien mieć większy zasięg od swojego wzrostu, jest tak w 90-95% przypadków.
Czy jednak liczba centymetrów powstała z takich wyliczeń to faktycznie zasięg? Można to liczyć jako zasięg biorąc pod uwagę złapanie i dźwignięcie do góry szerokiego pudła z telewizorem lub mebla, ale chyba nie przyda się to w boksie. Pozycja pięściarza podczas walki układa się tak, że wiarygodniejszy byłby pomiar samej ręki, powiedzmy od barku do zaciśniętej pięści. Bo jaką przewagę w "dosięgnięciu" rywala będą miały szerokie plecy lub długie palce będące w rękawicach? No i przecież pięściarz nie obejmuje przeciwnika (zasięg rąk) tylko próbuje go dosięgnąć (długość ręki).
W obecnej wadze ciężkiej standardem powinno być minimum 200 centymetrów zasięgu. Dzisiejsi dominatorzy, mierzący przeważnie powyżej dwóch metrów, taki zasięg powinni mieć jeszcze większy. Czy jednak zasięg jest wprost proporcjonalny do wzrostu? Z reguły tak, powinno tak być, ale światowy boks miewał różne przypadki. Największą zagadką w tej materii był i jest Sonny Liston, dwukrotny pogromca m.in. Floyda Pattersona, który również dwukrotnie przegrywał z Muhammadem Alim.
Liston przy wzroście 185cm posiadał aż 213cm zasięgu. To aż 28cm różnicy.
Dla przykładu sam Muhammad Ali był 6cm wyższy, ale zasięg to ledwie 198cm.
Liston świetnie wykorzystywał pracę ciosami prostymi, ale do dziś nie wszyscy wierzą w taki zasięg ramion Amerykanina.
W tamtych czasach Panowie po prostu się bili, nie przykładano uwagi do takich wyliczeń. Większość z tamtejszych mistrzów nawet nie zbliżała się zasięgiem do 200cm.
Muhammad Ali, Joe Frazier, George Foreman, Tommy Morisson, Leon Spinks, Trevor Berbick, Evander Holyfield, Michael Moorer - oni wszyscy legitymowali się zasięgiem poniżej dwóch metrów. A co mieli powiedzieć tacy zawodnicy jak Mike Tyson czy Floyd Patterson (obaj po 180cm zasięgu) czy David Tua (178cm zasięgu)?
Dzisiaj nastały nieco inne czasy. Dzisiaj zasięg to jedna z najważniejszych wytycznych. Nastała era wielkoludów. Pięściarz wagi ciężkiej o gabarytach Mike'a Tysona w dzisiejszych czasach nie miałby czego szukać wśród wieżowców.
W dzisiejszej wadze ciężkiej mieć zasięg poniżej 200cm to startować z innego pułapu. Nowy mistrz Świata WBO, Joseph Parker ma 193cm. Do tego - z tych powiedzmy liczących się ciężkich - Slava Glazkov (192cm), Lucas Browne (196cm), Andy Ruiz Jr (188cm), David Haye (198cm), Artur Szpilka (193cm)...
Cała reszta ma już w okolicach 200cm, albo sporo więcej.
Spójrzmy na czołówkę:
Anthony Joshua - 208cm
Deontay Wilder - 211cm
Luis Ortiz - 213cm
Wladimir Kliczko - 206cm
Tyson Fury - 216cm
Prawdziwym kozakiem w tej materii jest niejaki Julius "Towering Inferno" Long. Mierzący aż 216cm wzrostu zawodnik dysponuje zasięgiem na poziomie... 229cm. Mieć warunki, a z nich skorzystać to dwie osobne kwestie. Long więcej walk przegrał, niż wygrał...
Kończąc wypowiedź stawiam po raz kolejny pytanie z początku - czy zasięg ramion to rzeczywista przewaga pięściarza czy tylko element statystyczny?
I jak to jest, że w dawnych latach wagą ciężką rządzili "mali" pięściarze, a dzisiejszą prawdziwe wieżowce?
Zacznijmy od tego, jak mierzy się takowy zasięg. Pięściarz staje wyprostowany, rozkłada ręce na boki włącznie z dłońmi. Zasięg pięściarza liczony jest jako liczba centymetrów od czubka środkowego palca jednej dłoni do czubka środkowego palca drugiej dłoni. Statystycznie pięściarz powinien mieć większy zasięg od swojego wzrostu, jest tak w 90-95% przypadków.
Czy jednak liczba centymetrów powstała z takich wyliczeń to faktycznie zasięg? Można to liczyć jako zasięg biorąc pod uwagę złapanie i dźwignięcie do góry szerokiego pudła z telewizorem lub mebla, ale chyba nie przyda się to w boksie. Pozycja pięściarza podczas walki układa się tak, że wiarygodniejszy byłby pomiar samej ręki, powiedzmy od barku do zaciśniętej pięści. Bo jaką przewagę w "dosięgnięciu" rywala będą miały szerokie plecy lub długie palce będące w rękawicach? No i przecież pięściarz nie obejmuje przeciwnika (zasięg rąk) tylko próbuje go dosięgnąć (długość ręki).
W obecnej wadze ciężkiej standardem powinno być minimum 200 centymetrów zasięgu. Dzisiejsi dominatorzy, mierzący przeważnie powyżej dwóch metrów, taki zasięg powinni mieć jeszcze większy. Czy jednak zasięg jest wprost proporcjonalny do wzrostu? Z reguły tak, powinno tak być, ale światowy boks miewał różne przypadki. Największą zagadką w tej materii był i jest Sonny Liston, dwukrotny pogromca m.in. Floyda Pattersona, który również dwukrotnie przegrywał z Muhammadem Alim.
Liston przy wzroście 185cm posiadał aż 213cm zasięgu. To aż 28cm różnicy.
Dla przykładu sam Muhammad Ali był 6cm wyższy, ale zasięg to ledwie 198cm.
Liston świetnie wykorzystywał pracę ciosami prostymi, ale do dziś nie wszyscy wierzą w taki zasięg ramion Amerykanina.
W tamtych czasach Panowie po prostu się bili, nie przykładano uwagi do takich wyliczeń. Większość z tamtejszych mistrzów nawet nie zbliżała się zasięgiem do 200cm.
Muhammad Ali, Joe Frazier, George Foreman, Tommy Morisson, Leon Spinks, Trevor Berbick, Evander Holyfield, Michael Moorer - oni wszyscy legitymowali się zasięgiem poniżej dwóch metrów. A co mieli powiedzieć tacy zawodnicy jak Mike Tyson czy Floyd Patterson (obaj po 180cm zasięgu) czy David Tua (178cm zasięgu)?
Dzisiaj nastały nieco inne czasy. Dzisiaj zasięg to jedna z najważniejszych wytycznych. Nastała era wielkoludów. Pięściarz wagi ciężkiej o gabarytach Mike'a Tysona w dzisiejszych czasach nie miałby czego szukać wśród wieżowców.
W dzisiejszej wadze ciężkiej mieć zasięg poniżej 200cm to startować z innego pułapu. Nowy mistrz Świata WBO, Joseph Parker ma 193cm. Do tego - z tych powiedzmy liczących się ciężkich - Slava Glazkov (192cm), Lucas Browne (196cm), Andy Ruiz Jr (188cm), David Haye (198cm), Artur Szpilka (193cm)...
Cała reszta ma już w okolicach 200cm, albo sporo więcej.
Spójrzmy na czołówkę:
Anthony Joshua - 208cm
Deontay Wilder - 211cm
Luis Ortiz - 213cm
Wladimir Kliczko - 206cm
Tyson Fury - 216cm
Prawdziwym kozakiem w tej materii jest niejaki Julius "Towering Inferno" Long. Mierzący aż 216cm wzrostu zawodnik dysponuje zasięgiem na poziomie... 229cm. Mieć warunki, a z nich skorzystać to dwie osobne kwestie. Long więcej walk przegrał, niż wygrał...
Kończąc wypowiedź stawiam po raz kolejny pytanie z początku - czy zasięg ramion to rzeczywista przewaga pięściarza czy tylko element statystyczny?
I jak to jest, że w dawnych latach wagą ciężką rządzili "mali" pięściarze, a dzisiejszą prawdziwe wieżowce?
poniedziałek, 12 grudnia 2016
"Bez nokautów" we Wrocławiu - podsumowanie gali...
Ta gala była dla mnie wyjątkowa z prostego względu. Jestem rodowitym Wrocławianinem, utożsamiał się z tym miastem i uwielbiam go. Niestety, na gali osobiście być nie mogłem. Nie było mnie w weekend we Wrocławiu. Oglądałem w telewizji i nieco się rozczarowałem. Nie było źle, ale spodziewałem się więcej. Gala pod nazwą "Królowie nokautu" nieco zawiedli. Nie nokautowali...
W kwestii odnotowania - gala zaczęła się od walk Dmitrija Kita z debiutującym Kamilem Jesmietowiczem, Sergeya Werwejki z Andre Bungą i utalentowanego Oleksandra Strecky'ego z Aleksejem Ribakovem. Nie widziałem tych walk, ale coraz lepiej na zawodowych ringach radzi sobie wysoki Werwejko. Zbił i zastopował pięściarza, z którym męczył się okrutnie Marcin Siwy.
Przekaz telewizyjny rozpoczął się od występu Konrada Dąbrowskiego. 22-letni mańkut miał się we Wrocławiu spotkać z Krzysztofem Szotem. Panem Krzysztofem Szotem, bo Szot mógłby Konrada przeżuć i wypluć. Nie chce się znęcać nad małolatem, ale to, co pokazał w walce z prymitywnym i surowym Nadzirem Bakshieu skwituje tylko jednym słowem: żenada.
Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że młody, regularnie trenujący chłopak kompletnie nie ma sił po sześciu minutach pojedynku w ringu. Konrad po dwóch rundach wyglądał, jakby właśnie przekroczył linię mety maratonu, a po czterech oddychał już nogawkami. Idący do przodu Bakshieu bliski był znokautowania Polaka, ale ostatecznie wygrał tylko na punkty. Do jednej bramki. Wszystkie rundy. Warto dodać, że dla Białorusina była to pierwsza wygrana walka z zawodnikiem z przynajmniej jedną wygraną walką. Wcześniej wygrał tylko z debiutantem i pięściarzem o bilansie 0-4. W pełni popieram komentatorów, którzy radzili Dąbrowskiemu zajęcie się czym innym. Jest młody, ale pewnych rzeczy się już nie poprawi. Ja mam jeszcze jeden komunikat. W narożniku Dąbrowskiego stoi jego ojciec. Ojcze, zlituj się nad synem. Szkoda zdrowia 22-letniego chłopaka...
Kolejny w ringu pojawił się Marek Matyja i jego rywal, Łotysz Oleg Fedotov. Wrocławianin u siebie w domu miał zmazać plamę z ostatniej walki, kiedy to niespodziewanie uległ Norbertowi Dąbrowskiemu. Dąbrowski nieco później bił się z jednym z najlepszych na świecie, Eleiderem Alvarezem. Wynik i przebieg tej walki znamy, więc można jednoznacznie w tej chwili powiedzieć, że jego wygrana nad Matyją to żadna niespodzianka. A Matyja swoje zadanie wykonał. Walczył bardzo dobrze, umiejętnie obijał korpus rywala i w każdej rundzie był blisko wygranej przed czasem. Łotysz okazał się niezwykle twardy, ale to było wszystko, co pokazał. Matyja wygrał wszystkie rundy, mocno obił przeciwnika i wrócił w dobrym stylu.
Po Matyi w ringu miał zameldować się Przemysław Zyśk. Jego oponentem był ostatecznie Ruslan Mokrytsky z Ukrainy, co dawało podstawy by myśleć, że obejrzymy w tej walce pierwszy - tytułowy - nokaut. Nic z tych rzeczy. Zyśk walczył dość chaotycznie, w dalszym ciągu stara się bardziej urwać głowę rywalowi niż umiejętnie go osłabiać. Sześć rund, rywal przetrwał, Przemek nie zachwycił, ale wygrał wyraźnie wszystkie rundy. Zyśk na zawodowstwie nie przegrał jeszcze ani jednej odsłony, ale prawdą jest, że najlepszy jego występ miał miejsce w Legionowie, w zawodowym debiucie.
Coraz lepsze walki daje kibicom Przemysław Runowski. Kompletnie nie pasuje on jednak do opinii "Króla nokautu" - tylko dwie z 13 walk zakończył przed czasem. Jego walka z Mykolą Vovkiem zapowiadała się ciekawie ze względu na niedawną wygraną Vovka z Krzysztofem Kopytkiem. Wtedy Ukrainiec zmęczył i rozbił wręcz Polaka, tym razem było nieco inaczej. Odpowiednio dobrana taktyka zrobiła swoje. Przemek walczył dobrze technicznie, skracał ring, bił i odskakiwał. Wygrywał rundę za rundą. Może jedna odsłona w połowie walki mogłaby być zapisana na konto Vovka. Runowski wtedy odpoczywał przed atakiem. I nieoczekiwanie taki tak wykonał. Ukrainiec zmęczył się pod koniec walki i w ostatniej rundzie dwukrotnie był liczony. Nie udało się zaliczyć nokautu, ale efektowną, wysoką punktową wygraną. Runowski pokazuje, że jest gotowy na większe wyzwania, w każdym kolejnym tegorocznym występie pokazał się z bardzo dobrej strony i z pewnością jest jednym z najbardziej perspektywicznych młodych polskich pięściarzy.
Jeśli nokaut, to właśnie Michał Cieślak. Passa siedmiu nokautów z rzędu mówi sama za siebie. Ósmy był do przewidzenia, ale w tej walce mieliśmy spore kontrowersje. Michał w pierwszych dwóch rundach pokazał, że wyraźnie góruje technicznie i siłowo nad Nikodemem Jeżewskim. Zawodnik grupy Tymex Boxing (a może już nie?) odczuwał silne ciosy Cieślaka, ale nie dawał tego po sobie poznać. Zaskakujący przebieg miała natomiast trzecia runda. Nieoczekiwanie to Michał znalazł się na deskach. Natychmiast wstał i chwilę później z deskami zapoznał się jego rywal. Wyglądało to dziwnie, ze względu na to, że to Jeżewski był w ataku, a sam moment później przegrał. Walka zakończyła się kontrowersyjnie, gdyż Cieślak zadał cios w tył głowy Nikodema gdy ten klęczał już na macie. Sędzia wszystko doskonale widział, ale podjął złą decyzję poddając Jeżewskiego. Cieślak powinien otrzymać ostrzeżenie, a Jeżewski chwilę na dojście do siebie. Skończyło się, jak się skończyło. Kilka słów o wywiadach z zawodnikami po walce. Niestety, pokorny dotychczas Cieślak zdawał się być w sobotę bardzo próżny. Nie docenił rywala, nic nie zrobił sobie ze swojego ewidentnego faulu, sam stwierdził, że nie powinien być liczony. Niestety, chyba za bardzo uwierzył w to, że wielki świat boksu stoi przed nim otworem. Myślami był już być może w Stanach Zjednoczonych. Plus za to dla Nikodema. Uznał swoją porażkę, chociaż nie musiał.
Mieliśmy pierwszy nokaut, ale w takiej sytuacji nawet on nie cieszył tak, jak powinien.
Kibice czekali już tylko na jeden występ - do ringu wejść miał Krzysztof Włodarczyk. Jego rywal, Leon Harth miał za sobą ledwie 15 występów i porażkę przed czasem. Wszystko wskazywało na to, że w sobotę wieczorem będzie miał drugą. Porażkę miał, ale nie przed czasem, co mocno zdziwiło kibiców, ekspertów i chyba samego "Diablo". Polak ma po raz kolejny problemy osobiste, co widać w jego boksie. Boksuje konsekwentnie, ale nie porywa. Nie ma iskry, dlatego walka w sensie dosłownym, po prostu się toczy. I toczy. I toczy. Niemiec przyjechał ładnie przegrać, nie zaryzykował i nie otworzył się przed Krzyśkiem. "Diablo" również widocznie zadowolił się takim obrotem spraw. Obudził się dopiero w mistrzowskich rundach, ale to było za mało, by doprowadzić chociażby do liczenia. Wcześniej było sporo wyrównanych, mdłych rund, co miało odzwierciedlenie w punktacji sędziów. Wydawało mi się, że będzie wygrana praktycznie do jednej bramki Włodarczyka, natomiast sędziowie punktowali 115-113 i dwukrotnie 116-112 dla Polaka. Wygląda więc na to, że na terenie Hartha mógł tą walkę przegrać. To nauka dla Włodarczyka. Musi boksować aktywniej. Jego atutem jest siła i powinien to wykorzystywać.
No właśnie, "Królowie nokautu" dzisiaj zawiedli w tej najważniejszej materii. Nokautów praktycznie nie było, nie licząc tych kontrowersji z udziałem Michała Cieślaka i nie transmitowanego w telewizji Werwejki. Nie tak to miało wyglądać. Największym wygranym sobotniej gali był bez wątpienia Przemek Runowski. Chłopak wykorzystał słabszą dyspozycję Cieślaka i Włodarczyka i skradł show. Drugim wygranym, niestety, Nadzir Bakshieu. Białorusin chyba sam się nie spodziewał, że pójdzie tak łatwo i przyjemnie.
Warty odnotowania fakt - 50% przychodu ze sprzedaży biletów na galę przeznaczone zostanie na pomoc dla Mariusza Cendrowskiego z Wrocławia, założyciela Akademii Sportów Walki "Red Corner" (zbieżność nazw), który uległ niedawno wypadkowi samochodowemu na terenie Wrocławia.
Zdjęcia pochodzą ze stron ringpolska.pl, polsatsport.pl, bazyliowymus.blogspot.com
W kwestii odnotowania - gala zaczęła się od walk Dmitrija Kita z debiutującym Kamilem Jesmietowiczem, Sergeya Werwejki z Andre Bungą i utalentowanego Oleksandra Strecky'ego z Aleksejem Ribakovem. Nie widziałem tych walk, ale coraz lepiej na zawodowych ringach radzi sobie wysoki Werwejko. Zbił i zastopował pięściarza, z którym męczył się okrutnie Marcin Siwy.
Przekaz telewizyjny rozpoczął się od występu Konrada Dąbrowskiego. 22-letni mańkut miał się we Wrocławiu spotkać z Krzysztofem Szotem. Panem Krzysztofem Szotem, bo Szot mógłby Konrada przeżuć i wypluć. Nie chce się znęcać nad małolatem, ale to, co pokazał w walce z prymitywnym i surowym Nadzirem Bakshieu skwituje tylko jednym słowem: żenada.
Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że młody, regularnie trenujący chłopak kompletnie nie ma sił po sześciu minutach pojedynku w ringu. Konrad po dwóch rundach wyglądał, jakby właśnie przekroczył linię mety maratonu, a po czterech oddychał już nogawkami. Idący do przodu Bakshieu bliski był znokautowania Polaka, ale ostatecznie wygrał tylko na punkty. Do jednej bramki. Wszystkie rundy. Warto dodać, że dla Białorusina była to pierwsza wygrana walka z zawodnikiem z przynajmniej jedną wygraną walką. Wcześniej wygrał tylko z debiutantem i pięściarzem o bilansie 0-4. W pełni popieram komentatorów, którzy radzili Dąbrowskiemu zajęcie się czym innym. Jest młody, ale pewnych rzeczy się już nie poprawi. Ja mam jeszcze jeden komunikat. W narożniku Dąbrowskiego stoi jego ojciec. Ojcze, zlituj się nad synem. Szkoda zdrowia 22-letniego chłopaka...
Kolejny w ringu pojawił się Marek Matyja i jego rywal, Łotysz Oleg Fedotov. Wrocławianin u siebie w domu miał zmazać plamę z ostatniej walki, kiedy to niespodziewanie uległ Norbertowi Dąbrowskiemu. Dąbrowski nieco później bił się z jednym z najlepszych na świecie, Eleiderem Alvarezem. Wynik i przebieg tej walki znamy, więc można jednoznacznie w tej chwili powiedzieć, że jego wygrana nad Matyją to żadna niespodzianka. A Matyja swoje zadanie wykonał. Walczył bardzo dobrze, umiejętnie obijał korpus rywala i w każdej rundzie był blisko wygranej przed czasem. Łotysz okazał się niezwykle twardy, ale to było wszystko, co pokazał. Matyja wygrał wszystkie rundy, mocno obił przeciwnika i wrócił w dobrym stylu.
Po Matyi w ringu miał zameldować się Przemysław Zyśk. Jego oponentem był ostatecznie Ruslan Mokrytsky z Ukrainy, co dawało podstawy by myśleć, że obejrzymy w tej walce pierwszy - tytułowy - nokaut. Nic z tych rzeczy. Zyśk walczył dość chaotycznie, w dalszym ciągu stara się bardziej urwać głowę rywalowi niż umiejętnie go osłabiać. Sześć rund, rywal przetrwał, Przemek nie zachwycił, ale wygrał wyraźnie wszystkie rundy. Zyśk na zawodowstwie nie przegrał jeszcze ani jednej odsłony, ale prawdą jest, że najlepszy jego występ miał miejsce w Legionowie, w zawodowym debiucie.
Coraz lepsze walki daje kibicom Przemysław Runowski. Kompletnie nie pasuje on jednak do opinii "Króla nokautu" - tylko dwie z 13 walk zakończył przed czasem. Jego walka z Mykolą Vovkiem zapowiadała się ciekawie ze względu na niedawną wygraną Vovka z Krzysztofem Kopytkiem. Wtedy Ukrainiec zmęczył i rozbił wręcz Polaka, tym razem było nieco inaczej. Odpowiednio dobrana taktyka zrobiła swoje. Przemek walczył dobrze technicznie, skracał ring, bił i odskakiwał. Wygrywał rundę za rundą. Może jedna odsłona w połowie walki mogłaby być zapisana na konto Vovka. Runowski wtedy odpoczywał przed atakiem. I nieoczekiwanie taki tak wykonał. Ukrainiec zmęczył się pod koniec walki i w ostatniej rundzie dwukrotnie był liczony. Nie udało się zaliczyć nokautu, ale efektowną, wysoką punktową wygraną. Runowski pokazuje, że jest gotowy na większe wyzwania, w każdym kolejnym tegorocznym występie pokazał się z bardzo dobrej strony i z pewnością jest jednym z najbardziej perspektywicznych młodych polskich pięściarzy.
Jeśli nokaut, to właśnie Michał Cieślak. Passa siedmiu nokautów z rzędu mówi sama za siebie. Ósmy był do przewidzenia, ale w tej walce mieliśmy spore kontrowersje. Michał w pierwszych dwóch rundach pokazał, że wyraźnie góruje technicznie i siłowo nad Nikodemem Jeżewskim. Zawodnik grupy Tymex Boxing (a może już nie?) odczuwał silne ciosy Cieślaka, ale nie dawał tego po sobie poznać. Zaskakujący przebieg miała natomiast trzecia runda. Nieoczekiwanie to Michał znalazł się na deskach. Natychmiast wstał i chwilę później z deskami zapoznał się jego rywal. Wyglądało to dziwnie, ze względu na to, że to Jeżewski był w ataku, a sam moment później przegrał. Walka zakończyła się kontrowersyjnie, gdyż Cieślak zadał cios w tył głowy Nikodema gdy ten klęczał już na macie. Sędzia wszystko doskonale widział, ale podjął złą decyzję poddając Jeżewskiego. Cieślak powinien otrzymać ostrzeżenie, a Jeżewski chwilę na dojście do siebie. Skończyło się, jak się skończyło. Kilka słów o wywiadach z zawodnikami po walce. Niestety, pokorny dotychczas Cieślak zdawał się być w sobotę bardzo próżny. Nie docenił rywala, nic nie zrobił sobie ze swojego ewidentnego faulu, sam stwierdził, że nie powinien być liczony. Niestety, chyba za bardzo uwierzył w to, że wielki świat boksu stoi przed nim otworem. Myślami był już być może w Stanach Zjednoczonych. Plus za to dla Nikodema. Uznał swoją porażkę, chociaż nie musiał.
Mieliśmy pierwszy nokaut, ale w takiej sytuacji nawet on nie cieszył tak, jak powinien.
Kibice czekali już tylko na jeden występ - do ringu wejść miał Krzysztof Włodarczyk. Jego rywal, Leon Harth miał za sobą ledwie 15 występów i porażkę przed czasem. Wszystko wskazywało na to, że w sobotę wieczorem będzie miał drugą. Porażkę miał, ale nie przed czasem, co mocno zdziwiło kibiców, ekspertów i chyba samego "Diablo". Polak ma po raz kolejny problemy osobiste, co widać w jego boksie. Boksuje konsekwentnie, ale nie porywa. Nie ma iskry, dlatego walka w sensie dosłownym, po prostu się toczy. I toczy. I toczy. Niemiec przyjechał ładnie przegrać, nie zaryzykował i nie otworzył się przed Krzyśkiem. "Diablo" również widocznie zadowolił się takim obrotem spraw. Obudził się dopiero w mistrzowskich rundach, ale to było za mało, by doprowadzić chociażby do liczenia. Wcześniej było sporo wyrównanych, mdłych rund, co miało odzwierciedlenie w punktacji sędziów. Wydawało mi się, że będzie wygrana praktycznie do jednej bramki Włodarczyka, natomiast sędziowie punktowali 115-113 i dwukrotnie 116-112 dla Polaka. Wygląda więc na to, że na terenie Hartha mógł tą walkę przegrać. To nauka dla Włodarczyka. Musi boksować aktywniej. Jego atutem jest siła i powinien to wykorzystywać.
No właśnie, "Królowie nokautu" dzisiaj zawiedli w tej najważniejszej materii. Nokautów praktycznie nie było, nie licząc tych kontrowersji z udziałem Michała Cieślaka i nie transmitowanego w telewizji Werwejki. Nie tak to miało wyglądać. Największym wygranym sobotniej gali był bez wątpienia Przemek Runowski. Chłopak wykorzystał słabszą dyspozycję Cieślaka i Włodarczyka i skradł show. Drugim wygranym, niestety, Nadzir Bakshieu. Białorusin chyba sam się nie spodziewał, że pójdzie tak łatwo i przyjemnie.
Warty odnotowania fakt - 50% przychodu ze sprzedaży biletów na galę przeznaczone zostanie na pomoc dla Mariusza Cendrowskiego z Wrocławia, założyciela Akademii Sportów Walki "Red Corner" (zbieżność nazw), który uległ niedawno wypadkowi samochodowemu na terenie Wrocławia.
Zdjęcia pochodzą ze stron ringpolska.pl, polsatsport.pl, bazyliowymus.blogspot.com
środa, 16 listopada 2016
Polacy aktywni czyli jak często i jak długo...
Ostatnio bardzo często słychać w polskim boksie narzekania pięściarzy, że mało walczą, że ze słabymi rywalami, że za mało zarabiają pieniędzy. O pieniądzach lubi mówić Krzysiek Włodarczyk, ostatnio mocniejszych wywiadów dotyczących małej aktywności udzielili chociażby Kamil Łaszczyk czy Michał Syrowatka, a o mocniejszych przeciwników proszą się Cieślak, Sulęcki, Szpilka i wspomniany już Syrowatka.
Ponieważ lubię statystykę, postanowiłem zebrać wszystkie dane do kupy i przedstawić Wam jak to się ma w rzeczywistości. Pod kalkulację wziąłem 15 czołowych polskich pięściarzy i ostatnich 5 lat.
Krzysztof Głowacki
waga: junior ciężka
2016: 2 walki / 24 rundy
2015: 2 walki / 23 rundy
2014: 2 walki / 13 rund
2013: 3 walki / 21 rund
2012: 3 walki / 23 rundy
Średnio na rok: 2,4 walki / 20,8 rundy
Maciej Sulęcki
waga: średnia
2016: 2 walki / 17 rund
2015: 2 walki / 4 rundy
2014: 3 walki / 27 rund
2013: 4 walki / 32 rundy
2012: 4 walki / 23 rundy
Średnio na rok: 3,0 walki / 20,6 rundy
Andrzej Fonfara
waga: półciężka
2016: 1 walka / 1 runda
2015: 2 walki / 21 rund
2014: 2 walki / 22 rundy
2013: 2 walki / 11 rund
2012: 3 walki / 20 rund
Średnio na rok: 2,0 walki / 15,0 rund
Artur Szpilka
waga: ciężka
2016: 1 walka / 9 rund
2015: 3 walki / 7 rund
2014: 2 walki / 20 rund
2013: 3 walki / 18 rund
2012: 3 walki / 15 rund
Średnio na rok: 2,4 walki / 13,8 rundy
Mateusz Masternak
waga: junior ciężka
2016: 1 walka / 10 rund
2015: 4 walki / 26 rund
2014: 5 walk / 38 rund
2013: 2 walki / 20 rund
2012: 3 walki / 24 rundy
Średnio na rok: 3,0 walki / 23,6 rundy
Krzysztof Włodarczyk
2016: 2 walki / 6 rund *
2015: 0 walk / 0 rund
2014: 1 walka / 12 rund
2013: 2 walki / 14 rund
2012: 1 walka / 12 rund
Średnio na rok: 1,2 walki / 8,8 rundy
* 10.12 wystąpi na gali we Wrocławiu.
Kamil Łaszczyk
waga: piórkowa
2016: 2 walki / 12 rund
2015: 2 walki / 14 rund
2014: 4 walki / 34 rundy
2013: 4 walki / 31 rund
2012: 5 walk / 35 rund
Średnio na rok: 3,4 walki / 25,2 rundy
Andrzej Wawrzyk
waga: ciężka
2016: 2 walki / 13 rund
2015: 2 walki / 5 rund
2014: 2 walki / 6 rund
2013: 2 walki / 9 rund
2012: 2 walki / 20 rund
Średnio na rok: 2,0 walki / 10,6 rundy
Izu Ugonoh
waga: ciężka
2016: 2 walki / 6 rund
2015: 5 walk / 14 rund
2014: 1 walka / 2 rundy
2013: 1 walka / 6 rund
2012: 2 walki / 11 rund
Średnio na rok: 2,2 walki / 7,8 rundy
Mariusz Wach
waga: ciężka
2016: 1 walka / 10 rund
2015: 3 walki / 28 rund
2014: 2 walki / 14 rund
2013: 0 walk / 0 rund
2012: 2 walki / 18 rund
Średnio na rok: 1,6 walki / 14,0 rund
Dariusz Sęk
waga: półciężka
2016: 2 walki / 16 rund
2015: 4 walki / 34 rundy
2014: 3 walki / 30 rund
2013: 3 walki / 24 rundy
2012: 3 walki / 28 rund
Średnio na rok: 3,0 walki / 26,4 rundy
Michał Syrowatka
waga: super lekka
2016: 3 walki / 21 rund
2015: 2 walki / 17 rund
2014: 4 walki / 21 rund
2013: 5 walk / 28 rund
2012: 2 walki / 8 rund *
Średnio na rok: 3,4 walki / 19,0 rund
* Kariera rozpoczęta w październiku 2012.
Kamil Szeremeta
waga: średnia
2016: 2 walki / 15 rund
2015: 3 walki / 28 rund
2014: 4 walki / 27 rund
2013: 3 walki / 16 rund
2012: 2 walki / 8 rund *
Średnio na rok: 2,8 walki / 18,8 rundy
* Kariera rozpoczęta w grudniu 2012.
Patryk Szymański
waga: super półśrednia
2016: 2 walki / 20 rund
2015: 3 walki / 13 rund
2014: 3 walki / 9 rund
2013: 4 walki / 17 rund
2012: 5 walk / 16 rund *
Średnio na rok: 3,4 walki / 15,0 rund
* Kariera rozpoczęta w czerwcu 2012.
Michał Cieślak
waga: junior ciężka
2016: 3 walki / 15 rund *
2015: 4 walki / 12 rund
2014: 3 walki / 10 rund
2013: 4 walki / 14 rund **
2012: - / -
Średnio na rok: 3,5 walki / 12,8 rundy
* 10.12 wystąpi na gali we Wrocławiu.
** Kariera rozpoczęta w czerwcu 2013.
Jakie informacje można wyciągnąć z tych cyferek?
Ano takie, że statystycznie najczęściej między linami pojawia się Michał Cieślak (3,5), Patryk Szymański (3,4), Michał Syrowatka (3,4) i Kamil Łaszczyk (3,4). Najrzadziej natomiast kibice mają okazję obejrzeć Krzysztofa Włodarczyka (1,2) i Mariusza Wacha (1,6).
Najwięcej rund w ringu spędza za to Dariusz Sęk (26,4), Kamil Łaszczyk (25,2) i Mateusz Masternak (23,6), podczas gdy najszybciej swoje walki kończą Izu Ugonoh (7,8), Krzysztof Włodarczyk (8,8) i Andrzej Wawrzyk (10,6).
Żaden z pięściarzy nie był w ringu więcej niż 5 razy w roku. To bardzo wysoki wynik, który osiągnęło pięciu zawodników - Mateusz Masternak (2014), Kamil Łaszczyk (2012), Izu Ugonoh (2015), Michał Syrowatka (2013) i Patryk Szymański (2012 / w ciągu pół roku).
Krzysztof Włodarczyk i Mariusz Wach to jedyni pięściarze w zestawieniu, którzy mieli przerwę na cały rok. "Diablo" pauzował w 2015 roku po porażce z Grigory Drozdem, zaś "Viking" w 2013 roku po laniu z rąk Władimira Kliczki.
Jakie wnioski?
Michał Syrowatka i Kamil Łaszczyk, którzy otwarcie w wywiadach powtarzali, że potrzebują częstszych występów walczą... najczęściej. Co ciekawe, częściej do ringu wchodzą zawodnicy boksujący lub trenujący za granicą - Szymański, Łaszczyk, Ugonoh, Masternak czy Sulęcki. Wyjątkami są w tym gronie wspomniany Syrowatka oraz Dariusz Sęk.
Nie odkryje Ameryki, jeśli napisze iż z roku na rok częstotliwość występów u większości spada. Taki Patryk Szymański zaliczył 5 walk w 2012 roku licząc od czerwca, a Kamil Szeremeta 2 pojedynki stoczył w grudniu. Wyjątkiem od tej natomiast reguły jest tylko Izu Ugonoh, którego kariera nabrała rozpędu odkąd zamienił Polskę na Nową Zelandię.
Normalnym jest także fakt, że z roku na rok, wraz ze zwiększeniem jakości oponentów liczba przeboksowanych rund powinna się zwiększać - wszak nie tak łatwo znokautować silniejszego przeciwnika, a i ilość zakontraktowanych rund wzrasta wraz ze statusem pojedynku. Nie do końca tak jest w przypadku Kamila Łaszczyka - w latach 2012-2014 spędził w ringu ponad 30 rund, a w ostatnich dwóch latach odpowiednio 14 i 12. Kilka lat temu walczył na królewskim dystansie, a w bieżącym roku boksuje tylko "szóstki". Dużo mniej rund po przeprowadzce do USA potrzebują w ringu także Artur Szpilka i Maciej Sulęcki - "Szpila" w 2015 roku na wygranie trzech walk potrzebował 7 rund, zaś "Striczu" rozstrzygnął dwie walki w czasie 4 rund. Tylko jedną rundę w ringu w bieżącym roku przebywał natomiast Andrzej Fonfara, ale w tym przypadku nie było już tak kolorowo...
W 2016 roku tylko trzech pięściarzy powącha ring więcej niż 2 razy. 3 występy na już za sobą Michał Syrowatka. Na ostatniej tegorocznej gali we Wrocławiu po raz trzeci do ringu wejdzie - a to niespodzianka - Krzysztof Włodarczyk, a po raz czwarty Michał Cieślak.
Dla porównania, rok wcześniej więcej niż 2 występami pochwalić się mogło aż dziewięciu zawodników.
Najstabilniej na przełomie ostatnich pięciu lat wygląda kariera Andrzeja Wawrzyka - nasz polski ciężki w każdym roku wychodził do ringu dwukrotnie. Podobnie wygląda sytuacja z Krzysztofem Głowackim. Wygląda na to, że dwie walki rocznie na wysokim poziomie to w tej chwili standard.
Na drugim biegunie znajdują się obecnie Artur Szpilka, Mateusz Masternak, Izu Ugonoh i Mariusz Wach, ale każdy z innego powodu. "Szpila" zaliczył ciężki nokaut na początku roku i pauzuje od stycznia, za "Masterem" ciągną się problemy z promotorem i po prostu nie może wyjść do ringu do końca 2016 roku, kiedy to wygaśnie ów kontrakt, Izu występował w "Tańcu z Gwiazdami", ale jego kariera na pewno wróci na właściwe tory, a Mariusza Wacha po prostu nikt już chyba nie chce oglądać...
Ponieważ lubię statystykę, postanowiłem zebrać wszystkie dane do kupy i przedstawić Wam jak to się ma w rzeczywistości. Pod kalkulację wziąłem 15 czołowych polskich pięściarzy i ostatnich 5 lat.
Krzysztof Głowacki
waga: junior ciężka
2016: 2 walki / 24 rundy
2015: 2 walki / 23 rundy
2014: 2 walki / 13 rund
2013: 3 walki / 21 rund
2012: 3 walki / 23 rundy
Średnio na rok: 2,4 walki / 20,8 rundy
Maciej Sulęcki
waga: średnia
2016: 2 walki / 17 rund
2015: 2 walki / 4 rundy
2014: 3 walki / 27 rund
2013: 4 walki / 32 rundy
2012: 4 walki / 23 rundy
Średnio na rok: 3,0 walki / 20,6 rundy
Andrzej Fonfara
waga: półciężka
2016: 1 walka / 1 runda
2015: 2 walki / 21 rund
2014: 2 walki / 22 rundy
2013: 2 walki / 11 rund
2012: 3 walki / 20 rund
Średnio na rok: 2,0 walki / 15,0 rund
Artur Szpilka
waga: ciężka
2016: 1 walka / 9 rund
2015: 3 walki / 7 rund
2014: 2 walki / 20 rund
2013: 3 walki / 18 rund
2012: 3 walki / 15 rund
Średnio na rok: 2,4 walki / 13,8 rundy
Mateusz Masternak
waga: junior ciężka
2016: 1 walka / 10 rund
2015: 4 walki / 26 rund
2014: 5 walk / 38 rund
2013: 2 walki / 20 rund
2012: 3 walki / 24 rundy
Średnio na rok: 3,0 walki / 23,6 rundy
Krzysztof Włodarczyk
2016: 2 walki / 6 rund *
2015: 0 walk / 0 rund
2014: 1 walka / 12 rund
2013: 2 walki / 14 rund
2012: 1 walka / 12 rund
Średnio na rok: 1,2 walki / 8,8 rundy
* 10.12 wystąpi na gali we Wrocławiu.
Kamil Łaszczyk
waga: piórkowa
2016: 2 walki / 12 rund
2015: 2 walki / 14 rund
2014: 4 walki / 34 rundy
2013: 4 walki / 31 rund
2012: 5 walk / 35 rund
Średnio na rok: 3,4 walki / 25,2 rundy
Andrzej Wawrzyk
waga: ciężka
2016: 2 walki / 13 rund
2015: 2 walki / 5 rund
2014: 2 walki / 6 rund
2013: 2 walki / 9 rund
2012: 2 walki / 20 rund
Średnio na rok: 2,0 walki / 10,6 rundy
Izu Ugonoh
waga: ciężka
2016: 2 walki / 6 rund
2015: 5 walk / 14 rund
2014: 1 walka / 2 rundy
2013: 1 walka / 6 rund
2012: 2 walki / 11 rund
Średnio na rok: 2,2 walki / 7,8 rundy
Mariusz Wach
waga: ciężka
2016: 1 walka / 10 rund
2015: 3 walki / 28 rund
2014: 2 walki / 14 rund
2013: 0 walk / 0 rund
2012: 2 walki / 18 rund
Średnio na rok: 1,6 walki / 14,0 rund
Dariusz Sęk
waga: półciężka
2016: 2 walki / 16 rund
2015: 4 walki / 34 rundy
2014: 3 walki / 30 rund
2013: 3 walki / 24 rundy
2012: 3 walki / 28 rund
Średnio na rok: 3,0 walki / 26,4 rundy
Michał Syrowatka
waga: super lekka
2016: 3 walki / 21 rund
2015: 2 walki / 17 rund
2014: 4 walki / 21 rund
2013: 5 walk / 28 rund
2012: 2 walki / 8 rund *
Średnio na rok: 3,4 walki / 19,0 rund
* Kariera rozpoczęta w październiku 2012.
Kamil Szeremeta
waga: średnia
2016: 2 walki / 15 rund
2015: 3 walki / 28 rund
2014: 4 walki / 27 rund
2013: 3 walki / 16 rund
2012: 2 walki / 8 rund *
Średnio na rok: 2,8 walki / 18,8 rundy
* Kariera rozpoczęta w grudniu 2012.
Patryk Szymański
waga: super półśrednia
2016: 2 walki / 20 rund
2015: 3 walki / 13 rund
2014: 3 walki / 9 rund
2013: 4 walki / 17 rund
2012: 5 walk / 16 rund *
Średnio na rok: 3,4 walki / 15,0 rund
* Kariera rozpoczęta w czerwcu 2012.
Michał Cieślak
waga: junior ciężka
2016: 3 walki / 15 rund *
2015: 4 walki / 12 rund
2014: 3 walki / 10 rund
2013: 4 walki / 14 rund **
2012: - / -
Średnio na rok: 3,5 walki / 12,8 rundy
* 10.12 wystąpi na gali we Wrocławiu.
** Kariera rozpoczęta w czerwcu 2013.
Jakie informacje można wyciągnąć z tych cyferek?
Ano takie, że statystycznie najczęściej między linami pojawia się Michał Cieślak (3,5), Patryk Szymański (3,4), Michał Syrowatka (3,4) i Kamil Łaszczyk (3,4). Najrzadziej natomiast kibice mają okazję obejrzeć Krzysztofa Włodarczyka (1,2) i Mariusza Wacha (1,6).
Najwięcej rund w ringu spędza za to Dariusz Sęk (26,4), Kamil Łaszczyk (25,2) i Mateusz Masternak (23,6), podczas gdy najszybciej swoje walki kończą Izu Ugonoh (7,8), Krzysztof Włodarczyk (8,8) i Andrzej Wawrzyk (10,6).
Żaden z pięściarzy nie był w ringu więcej niż 5 razy w roku. To bardzo wysoki wynik, który osiągnęło pięciu zawodników - Mateusz Masternak (2014), Kamil Łaszczyk (2012), Izu Ugonoh (2015), Michał Syrowatka (2013) i Patryk Szymański (2012 / w ciągu pół roku).
Krzysztof Włodarczyk i Mariusz Wach to jedyni pięściarze w zestawieniu, którzy mieli przerwę na cały rok. "Diablo" pauzował w 2015 roku po porażce z Grigory Drozdem, zaś "Viking" w 2013 roku po laniu z rąk Władimira Kliczki.
Jakie wnioski?
Michał Syrowatka i Kamil Łaszczyk, którzy otwarcie w wywiadach powtarzali, że potrzebują częstszych występów walczą... najczęściej. Co ciekawe, częściej do ringu wchodzą zawodnicy boksujący lub trenujący za granicą - Szymański, Łaszczyk, Ugonoh, Masternak czy Sulęcki. Wyjątkami są w tym gronie wspomniany Syrowatka oraz Dariusz Sęk.
Nie odkryje Ameryki, jeśli napisze iż z roku na rok częstotliwość występów u większości spada. Taki Patryk Szymański zaliczył 5 walk w 2012 roku licząc od czerwca, a Kamil Szeremeta 2 pojedynki stoczył w grudniu. Wyjątkiem od tej natomiast reguły jest tylko Izu Ugonoh, którego kariera nabrała rozpędu odkąd zamienił Polskę na Nową Zelandię.
Normalnym jest także fakt, że z roku na rok, wraz ze zwiększeniem jakości oponentów liczba przeboksowanych rund powinna się zwiększać - wszak nie tak łatwo znokautować silniejszego przeciwnika, a i ilość zakontraktowanych rund wzrasta wraz ze statusem pojedynku. Nie do końca tak jest w przypadku Kamila Łaszczyka - w latach 2012-2014 spędził w ringu ponad 30 rund, a w ostatnich dwóch latach odpowiednio 14 i 12. Kilka lat temu walczył na królewskim dystansie, a w bieżącym roku boksuje tylko "szóstki". Dużo mniej rund po przeprowadzce do USA potrzebują w ringu także Artur Szpilka i Maciej Sulęcki - "Szpila" w 2015 roku na wygranie trzech walk potrzebował 7 rund, zaś "Striczu" rozstrzygnął dwie walki w czasie 4 rund. Tylko jedną rundę w ringu w bieżącym roku przebywał natomiast Andrzej Fonfara, ale w tym przypadku nie było już tak kolorowo...
W 2016 roku tylko trzech pięściarzy powącha ring więcej niż 2 razy. 3 występy na już za sobą Michał Syrowatka. Na ostatniej tegorocznej gali we Wrocławiu po raz trzeci do ringu wejdzie - a to niespodzianka - Krzysztof Włodarczyk, a po raz czwarty Michał Cieślak.
Dla porównania, rok wcześniej więcej niż 2 występami pochwalić się mogło aż dziewięciu zawodników.
Najstabilniej na przełomie ostatnich pięciu lat wygląda kariera Andrzeja Wawrzyka - nasz polski ciężki w każdym roku wychodził do ringu dwukrotnie. Podobnie wygląda sytuacja z Krzysztofem Głowackim. Wygląda na to, że dwie walki rocznie na wysokim poziomie to w tej chwili standard.
Na drugim biegunie znajdują się obecnie Artur Szpilka, Mateusz Masternak, Izu Ugonoh i Mariusz Wach, ale każdy z innego powodu. "Szpila" zaliczył ciężki nokaut na początku roku i pauzuje od stycznia, za "Masterem" ciągną się problemy z promotorem i po prostu nie może wyjść do ringu do końca 2016 roku, kiedy to wygaśnie ów kontrakt, Izu występował w "Tańcu z Gwiazdami", ale jego kariera na pewno wróci na właściwe tory, a Mariusza Wacha po prostu nikt już chyba nie chce oglądać...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























































