piątek, 5 maja 2017

Alvarez vs Chavez czyli bitwa o Meksyk...

Weekend w weekend mamy do czynienia z prawdziwą bombą bokserską. Jeszcze pięściarski świat nie ochłonął po świetnym pojedynku w wadze ciężkiej, a już za kilkadziesiąt godzin w T-Mobile Arena w Las Vegas dojdzie do wielkiej wojny meksykańskich gwiazdorów - Saula "Canelo" Alvareza i Julio Cesara Chaveza Juniora...



Pomimo młodego wieku obu pięściarzy w ringu kibice zobaczą ogromny bagaż doświadczenia. 27-letni Alvarez i 31-letni Chavez wniosą między liny ponad 100 pojedynków i tylko 3 porażki. Takie rekordy w jednym ringu zdarzają się niezwykle ciężko. Dodatkowego smaczku tej walce dodaje fakt, iż są to dwie meksykańskie legendy. Nazwisko Chavez w Meksyku to świętość. Alvarez również. Jest to więc walka o Meksyk. Wygrany bierze wszystko, przegrany traci bardzo wiele. 



Faworytem wydaje się być młodszy z pięściarzy, Saul Alvarez. Popularny "Canelo" to jeden z najlepszych pięściarzy świata bez podziału na kategorie wagowe. Komputerowy portal statystyczny Boxrec klasyfikuje go poprzez wyliczenia matematyczne na samym szczycie góry. Tak, Saul jest numerem 1 na świecie. W rankingach ESPN, The Ring i innych ważnych, a także w rankingu RED CORNER na koniec 2016 roku znajduje się stabilnie w pierwszej dziesiątce. To spory sukces zważywszy na fakt, iż jest to facet urodzony w 1990 roku. 



Na zawodowym ringu zadebiutował w październiku 2005 roku w wieku zaledwie 15 lat. W trzeciej zawodowej walce mając 15 lat i 6 miesięcy spotkał się z debiutującym na zawodowstwie... Miguelem Vazquezem - przyszłym mistrzem Świata federacji IBF w wadze lekkiej, który siedmiokrotnie bronił swojego pasa. Saul walkę wygrał niejednogłośną decyzją. W piątej walce zremisował z niejakim Jorge Juarezem, który obecnie legitymuje się rekordem... 8-25-3. 
Niecały miesiąc przed swoimi 18-tymi urodzinami jeszcze raz skrzyżował rękawice z Vazquezem (wówczas rekord 21-2) i wszedł w okres pełnoletności z rekordem 20-0-1. Niesamowite...



W wieku 18-19 lat Alvarez zaczął toczyć poważne walki. Pojawiły się pierwsze tytuły - WBA Fedecentro, NABF, WBO Latino czy WBC Youth. Saul był mistrzem Świata juniorów. Zaczął także walczyć na terenie Stanów Zjednoczonych i to tam docelowo chciał kontynuować karierę. W wieku 19 lat bił się w ringu z takimi zawodnikami jak Lanardo Tyner, Jose Miguel Cotto czy Carlos Manuel Baldomir. Większość jego rywali kończyła walki na deskach. W 2011 roku przystąpił do pierwszej walki o mistrzowski pas i od razu po niego sięgnął. "Canelo" pokonał wyraźnie doświadczonego Matthew Hattona i zdobył tytuł WBC w wadze super półśredniej. Meksykanin był nadzwyczaj aktywny - każdego roku bił się po 3-4 razy. Pięciokrotnie obronił tytuł WBC, m.in. z Kermitem Cintronem czy Shane'm Mosleyem, po czym dołożył do tego pas WBA wygrywając w unifikacji z Austinem Troutem. 



We wrześniu 2013 roku doszło do walki Saula Alvareza z Floydem Mayweatherem Jr. Walka, na którą czekał cały świat, bo tylko w młodym, rudowłosym Meksykaninie ten świat widział szanse na pokonanie "Moneya". Warto dodać, że podczas tej walki Saul miał 23 lata, natomiast Floyd aż 36. W ringu Cynamon dał z siebie na pewno wszystko, ale było to zdecydowanie za mało na genialnego Amerykanina. Sędzina C.J. Ross próbowała ratować sytuację i wypunktowała szalony remis 114-114, jednak zdecydowanie trafniejsze są punktacje dwóch pozostałych arbitrów - 116-112 i 117-111 na korzyść Floyda Mayweathera. Alvarez bardzo solidnie przygotowywał się do tego starcia, ale najwyraźniej zjadła go presja towarzysząca temu wydarzeniu, którą narzucali na niego Meksykanie i... reszta świata, a także on sam. Nie dał rady. Była to pierwsza i jak dotąd jedyna przegrana walka meksykańskiego pięściarza.




Od tego czasu mit niezwyciężonego i piekielnie silnego oraz odpornego Saula nieco zgasł. "Canelo" wrócił co prawda dość szybko wygraną nad Alfredo Angulo, ale już w następnym pojedynku uległ według większości obserwatorów Erislandy Larze z Kuby. Podobna sytuacja miała miejsce chwile później w jego walce z Miguelem Cotto. Według sędziów, wygrał ją wyraźnie, jednak kibice i niektórzy eksperci mówili o skrzywdzeniu "Junito". Dwie ostatnie walki, obie stoczone w 2016 roku dały jednak odpowiedź, że Saul jest niezwykle mocny. Najpierw zgasił światło Amirowi Khanowi, a później zmasakrował wręcz Liama Smitha. Oba pojedynki wygrał po klasycznych nokautach i na taki sam scenariusz szykuje się w najbliższą sobotę...




Julio Cesar Chavez Jr o presji wie wszystko, bo narzucił mu ją los. Urodził się w 1986 roku jako syn legendy meksykańskiego boksu. Jego ojciec w momencie urodzenia się Julio był mistrzem Świata w dywizji super piórkowej. Chavez Senior stoczył łącznie 115 pojedynków, więc Junior jeszcze nie umiał mówić i chodzić, a cały Meksyk już wiedział, kim będzie w przyszłości. Zawodową karierę rozpoczął w 2003 roku, przed swoimi 18-tymi urodzinami. Od samego początku toczył walki na przemian w Meksyku i USA. Jego kariera była skrupulatnie monitorowana od pierwszych walk. Już w swoim piątym pojedynku wystąpił w MGM Grand, a jego walkę sędziował Tony Weeks. Co ciekawe, w 2005 roku po serii ośmiu z rzędu występów w Stanach Zjednoczonych wrócił do Meksyku i... zremisował z Carlosem Moliną. Z kompletnie anonimowym wówczas Carlosem Moliną, który 8 lat później zdobył pas mistrza Świata. Dwa miesiące później doszło do rewanżu obu Panów i górą był Chavez, ale wygrał niejednogłośnie na punkty. To była spora przeprawa dla młodego Julio. Karuzela kręciła się jednak dalej...



Junior zdobył tytuł mistrza Świata juniorów, a potem tytuł WBC Continental Americas. Od pojedynku z Jose Celayą w 2008 roku zaczęła się stopniowo podnosić poprzeczka. Chavez dwukrotnie ograł twardego Matta Vandę, zabrał zero z rekordu Luciano Cuello i wypunktował Johna Duddy'ego. W połowie 2011 roku, w wieku 25 lat przystąpił do pierwszej potyczki, w stawce której znajdował się pas mistrzowski. W Los Angeles w stosunku "dwa do remisu" wypunktował Sebastiana Zbika i wyszarpał mu tytuł jednocześnie zadając pierwszą zawodową porażkę. Na dobre usadowił się w wadze średniej. 



Obronił tytuł trzykrotnie. Zastopował Petera Manfredo Juniora, wypunktował Marco Antonio Rubio i znokautował Andy'ego Lee pomimo iż przegrywał na kartach punktowych. W następnej walce spotkał się z wielkim Sergio Martinezem. Walki meksykańsko-argentyńskie to zawsze było święto. Tym razem coś nie zaskoczyło. Chavez przespał początek pojedynku, a w środkowej fazie nie odrobił strat. Zebrał się w końcówce, ale było już za późno. Dał radę nawet rzucić na deski "Maraville" w 12 starciu, ale walkę przegrał. Przegrał po raz pierwszy w karierze. 




Ciągle słychać było o jego problemach z alkoholem i narkotykami, o tym że nie trenuje, nie przykłada się, jego waga się powiększa. Odwracali się od niego trener Freddie Roach i ojciec. Julio został sam. Wrócił do ringu po roku walką z Brianem Verą, ale w wyższym limicie. Różnica wagi z pojedynków z Martinezem i Verą wynosiła 7kg. Meksykanin wygrał z Brianem Verą dwukrotnie, dwukrotnie na punkty po nijakiej, mało ciekawej walce. Postanowił pójść jeszcze wyżej i liczył, że da sobie radę bazując na umiejętnościach. Jego przeciwnikiem był Andrzej Fonfara. Polak wykorzystał swoją życiową szansę i skarcił Julio wygrywając z nim wszystkie rundy, a na koniec stopując. Młody Chavez padł na deski po raz pierwszy w karierze. To był przykry widok. "Polski Książe" triumfował. Pod koniec ubiegłego roku wrócił znów na ring po ponad rocznej przerwie, bo chce dać sobie szanse. Wygrał walkę z Dominikiem Britschem, ale wyzwaniem jest przecież "Canelo"...




Saul Alvarez

Wiek: 27
Wzrost: 175cm
Zasięg: 179cm
Waga: ok. 70kg
Rekord: 48(34 KO) - 1 - 1
Rundy: 341
Debiut: 2005
Sukcesy:
WBC World super welterweight (2011-2013)
WBA World super welterweight (2013)
WBC World middleweight (2015-2016)
WBO World super welterweight (2016)
WBC Youth World (2009)
WBC Silver (2010)

Julio Cesar Chavez Jr

Wiek: 31
Wzrost: 185cm
Zasięg: 185cm
Waga: ok. 75kg
Rekord: 50(32 KO) - 2(1 KO) - 1
Rundy: 293
Debiut: 2003
Sukcesy:
WBC World middleweight (2011-2012)
WBC Youth World (2006)
WBC Silver (2010-2011)

Jaki może być scenariusz takiej walki? Różny. O formę "Canelo" Alvareza raczej kibice mogą być spokojni. Aż 34 walki wygrał przed czasem, do tego ostatnie walki wygrywał dość pewnie, silnymi nokautami. Forma Chaveza od pewnego czasu jest zagadką nawet dla pierwszego trenera. Ciekawostką jest waga umowna: 164,5 funtów (to jest lekko powyżej 74,5kg). Dla Chaveza jest to na pewno problem. W kontraktach jest jednak klauzula kary finansowej sporej wysokości za przekroczenie limitu. W przygotowaniach obu pięściarzy ponoć wszystko szło zgodnie z planem, jednak na Julio zawsze trzeba patrzeć przez pryzmat jego różnorakich problemów. Zakładając, że zmieści się w wymaganej wadze, może być mocno osłabiony, co skrzętnie wykorzysta mniejszy Alvarez. Naturalnym typem jest KO na korzyść "Canelo", ale... Chavez to Chavez. Na ważne walki, w ważnych momentach potrafił się mobilizować. Ma naturalny talent i jeśli tylko będzie dobrze przygotowany, może zaskoczyć wszystkich i przyćmić młodszego "Cynamona" w ringu. Pytanie jak oceniać tą walkę będą sędziowie...



...Doświadczony Kenny Bayless jako trzeci w ringu oraz Adalaide Byrd, Dave Moretti oraz Glen Feldman na stołkach. Cały komplet z USA. Zacznijmy od najważniejszego - Kenny Bayless lepiej zna z pewnością Saula Alvareza. To on był w ringu w niedawnej walce "Canelo" z Amirem Khanem, a także w jedynej przegranej Meksykanina, z Floydem Mayweatherem. Było to odpowiednio w 2016 i 2013 roku. Walkę Julio Cesara Chaveza prowadził tylko raz - w 2011 roku, z Billy Lyellem, w Meksyku. 
Sędziowie punktowi mają większe doświadczenia z Meksykanami. Pani Adalaide Byrd punktowała walkę Alvareza z Amirem Khanem i to ona była tą, która do momentu nokautu widziała minimalną przewagę... Anglika (47-48). Była to jedna, jedyna styczność z "Canelo". Punktowała ona także pojedynek Chaveza z Sergio Martinezem (109-118). Była ona przy ringu także w przypadku walki Chaveza w 2004 roku z Jasonem Smithem (40-36) oraz rok później podczas walki z Ryanem Maraldo.
Dave Moretti to doświadczony arbiter. Punktował abstrakcyjnie wysoko pojedynek Saula Alvareza z Miguelem Cotto (119-109), widział także jego wygraną z Erislandy Larą (115-113). Ponadto punktował walkę "Canelo" z Alfredo Angulo (89-82), a także przegraną z Floydem Mayweatherem (112-116). Ten sam sędzia pracował przy walce Chaveza z Martinezem (109-118), a także przy rewanżu z Mattem Vandą (97-93).
Ostatnią osobą na stołku będzie równie doświadczony Glan Feldman. Amerykański sędzia punktował walkę Saula Alvareza z Amirem Khanem (48-47), jednak nigdy nie widział z bliska walki Julio Cesara Chaveza...



W ubiegły weekend eksplodował stadion Wembley. Za kilkadziesiąt godzin może w powietrze wystrzelić hala T-Mobile Arena w Las Vegas. Meksykańscy kibice są podzieleni. Jedni będą się cieszyć, inni smucić. Jedno jest pewne - to będzie meksykańska noc w Stanach Zjednoczonych. Oby emocjonująca dla kibiców na całym świecie...



czwartek, 27 kwietnia 2017

Joshua vs Kliczko czyli walka o przyszłość wagi ciężkiej...

Przed nami weekend, w którym dojdzie do jednej z najciekawszych walk 2017 roku, a na pewno najciekawszej w wadze ciężkiej. Rzadko zdarza się tak, żeby o jednym pojedynku móc mówić w nieskończoność, ale w tej sytuacji tak właśnie jest. Jest to walka z gatunku tych, które mogą wywrócić wagę ciężką do góry nogami. To starcie jest klasycznym przykładem na to, że jedną "dwunastką" dwóch zawodników jest w stanie znacząco zwiększyć popularność królewskiej kategorii. Ale czy tak właśnie będzie? Odpowiedź poznamy w sobotę późnym wieczorem.



Walka Anthony'ego Joshuy z Wladimirem Kliczko to pojedynek młodości z doświadczeniem. Ciężko sobie wyobrazić przegraną Anglika, ale i Ukrainiec nie może sobie na porażkę pozwolić. Najciekawszym rozwiązaniem byłby remis, ale wtedy pewnie doszłoby do rewanżu i sytuacja by się powtórzyła. Jest to zdecydowanie starcie o pozycję nr 1 w hierarchii ciężkich na świecie. Zwycięzca wysforuje się na prowadzenie w najcięższej kategorii wagowej, ale i będzie miał dużą szansę na wdrapanie się na wysokie miejsce rankingów P4P. Wreszcie jest to konfrontacja, w której możliwy jest absolutnie każdy scenariusz. Bo przecież kto wątpi w kolejny nokaut Joshuy? A kto nie wyobraża sobie dominacji Wladimira? Istny kosmos...



Walka odbędzie się na stadionie Wembley w Londynie. To może być przewaga "AJ'a", ale wcale nie musi. Anglik jeszcze nigdy nie miał narzuconej takiej presji jak teraz. Jak sobie z tym poradzi, tego nie wie nikt. Jakie atuty ma Joshua? To przede wszystkim niesamowicie silny i pewny siebie zawodnik. Stoczył do tej pory 18 pojedynków, w czasie których spędził w ringu ledwie 44 rundy. To niecałe 2,5 rundy na walkę, co przekłada się raptem na 7 minut między linami za jednym wejściem. To abstrakcyjnie mało, biorąc pod uwagę doświadczenie Kliczki. Anthony do pasa mistrzowskiego doszedł bardzo szybko, ale jako mistrz Olimpijski z Londynu miał nieco ułatwioną/utorowaną drogę. Tytuł zdobył po zaledwie 34 rundach na zawodowstwie. Minusem będzie na pewno fakt, iż Anthony nigdy nie był jeszcze w opałach, a trafiony czysto był może dwukrotnie. Nikt nie zna jego kondycji, nikt nie wie jak zachowa się będąc pod ścianą, wreszcie nikt nie wie jaką ma szczękę...



Wszyscy wiedzą jakimi warunkami dysponuje. Mierzy 198cm wzrostu i 208cm zasięgu rąk. Jest przy tym fantastycznie zbudowany. To prawdziwy atleta. W swojej karierze już pięciokrotnie zamieniał zera po stronie porażek rywali na jedynki. Ma na rozkładzie bardzo dobre nazwiska, a żadne z tych nazwisk nie potrafiło choćby naruszyć Anglika. Joshua znokautował wszystkich swoich dotychczasowych rywali. Jego procent nokautów wynosi 100%. W pokonanym polu zostawił m.in. Dilliana Whyte'a, Dominika Breazeale'a, Gary'ego Cornisha, Kevina Johnsona, Erika Molinę. Pas mistrzowski odebrał natomiast Charlesowi Martinowi. 





Wladimir Kliczko nie często boksował na terenie rywala, ale zdarzało się. Ostatnio bił się z Bryantem Jenningsem w USA i z Alexandrem Povetkinem w Rosji. Tym razem będzie jednak inaczej z jednego, podstawowego względu. Ukrainic walczy od 1996 roku, ale być może po raz pierwszy nie będzie faworytem zbliżającego się starcia. Bukmacherzy nieznacznie więcej szans dają Anglikowi, ale ponoć Kliczce to zupełnie nie przeszkadza. Dobrze czuje się w roli underdoga, zrzucił presję i może tylko zyskać. Czy na pewno? 



Wladimira Kliczko nie trzeba przedstawiać żadnemu kibicowi boksu. To bezsprzecznie najlepszy pięściarz kategorii ciężkiej w XXI wieku. Absolutny dominator i bokser bez skazy. Wykształcony, porządny człowiek, przykładny partner życiowy i od niedawna ojciec. Do tego wielki mistrz bokserski, którego porażki wręcz nie dało się przewidzieć. A jednak. W ostatnim pojedynku mającym miejsce w listopadzie 2015 roku przegrał po słabej walce Tysonowi Fury'emu, co przewróciło świat boksu do góry nogami. Od tego czasu Wladimir pozostaje nieaktywny, głównie przez byłego rywala, który dwukrotnie wycofywał się z pojedynku rewanżowego. Pytanie jest proste: Czy półtoraroczna przerwa nie wpłynie negatywnie na dyspozycje 41-letniego już Kliczki?
"Dr Steelhammer" na pewno nie będzie ulegał Anglikowi w warunkach fizycznych. Według Boxrec Panowie mają dokładnie ten sam wzrost - 198cm. Ukrainiec dysponuje zasięgiem ramion mniejszym od rywala o zaledwie 2cm. Atutem Wladimira zawsze był długi lewy prosty i na tym będzie pewnie skupiał się w walce na Wembley, ale Joshua też pod tym względem wypada bardzo dobrze. Kliczko na zawodowych ringach stoczył aż 68 walk, z czego wygrał 64. 358 to liczba rund przeboksowanych przez Ukraińca. W swojej karierze Kliczko widział już wszystko i nic nie jest w stanie go zaskoczyć. Czy jednak on będzie w stanie zaskoczyć 14 lat młodszego i silniejszego przeciwnika?



Kariera Wladimira to jedno długie pasmo sukcesów. W 1999 roku zdobył pas mistrza Europy, który rok później zamienił na pierwszy tytuł mistrza Świata. Pas WBA dzierżył w latach 2000-2003. Po raz kolejny mistrzem globu został w 2006 roku. Był to tytuł federacji IBF, do którego w kolejnych latach dokładał jeszcze WBA, WBO i IBO. Panował na samym szczycie przez 10 kolejnych lat (2006-2015). Wygrywał z takimi zawodnikami jak Axel Schulz, Monte Barrett, Chris Byrd, Frans Botha, Ray Mercer, Jameel McCline, Doc Nicholson, Eliseo Castillo, Samuel Peter, Calvin Brock, Lamon Brewster, Sultan Ibragimov, Tony Thompson, Hasim Rahman, Ruslan Chagaev, Eddie Chambers, David Haye, Alexander Povetkin, Kubrat Pulev i Bryant Jennings. Aż 53 razy wygrywał przed czasem, co przekłada się na 78% nokautów. Przegrał czterokrotnie.




Anthony Joshua:

Wiek: 27
Wzrost: 198cm
Zasięg: 208cm
Waga: ok. 112kg
Rekord: 18(18 KO) - 0
Rundy: 44
Debiut: 2013
Sukcesy:
IBF World (2015-...)
IBF International (2014)

Wladimir Kliczko:

Wiek: 41
Wzrost: 198cm
Zasięg: 206cm
Waga: ok. 111kg
Rekord: 64(53 KO) - 4(3KO)
Rundy: 358
Debiut: 1996
Sukcesy:
WBO World (2000-2003, 2008-2015)
IBF World (2006-2015)
WBA World (2011-2015)
IBO World (2006-2015)
EBU European (1999-2000)
WBC International (1998)
WBA Inter-Continental (1999)

Tak jak wspominałem na początku, scenariusz tej walki może być każdy. Walka może zakończyć się nokautem ze strony Anthony'ego Joshuy, bo nokautował każdego dotychczasowego rywala i to samo może zrobić z Wladimirem. Kliczko też może znokautować Joshuę, bo wygrywał przed czasem ponad 50 razy, a Anthony może mieć podejrzaną szczękę. Wygrana na punkty również wchodzi w grę. Wystarczy dość ostrożny boks z obu stron i walka pójdzie na pełnym dystansie. Dla kogo? Obaj mogą wygrać. Remis? Byłby o tyle dobry, że zobaczylibyśmy obu Panów w ringu jeszcze raz...

W stawce pojedynku znajdzie się należący do Joshuy pas IBF oraz wakujące pasy WBA oraz IBO. 



Obaj rywale są bardzo pewni swego i zapowiadają wygraną. W lepszym położeniu jest chyba Anglik, bo on jest dopiero na początku swojej wielkiej kariery. Porażka Wladimira może być jednocześnie jego ostatnim występem w karierze. Ciężko będzie mu się odbić po dwóch przegranych z rzędu. 

Rozjemcą sobotniej walki będzie doświadczony David Fields. Co ciekawe, nie sędziował on jeszcze nigdy walki Anthony'ego Joshuy i Wladimira Kliczko. Był on jednak w ringu chociażby podczas walki Krzysztofa Głowackiego z Marco Huckiem, Andrzeja Fonfary z Chadem Dawsonem, Sergeya Kovaleva z Bernardem Hopkinsem czy Sergio Martineza z Kelly Pavlikiem. 
Co innego sędziowie punktowi. Don Trella, Steve Weisfeld i Nelson Vazquez punktowali już nie raz pojedynki Ukraińca. Nigdy nie pracowali przy walce "AJ'a".
Najbardziej doświadczony jest Steve Weisfeld. Punktował walki Wladimira z Bryantem Jenningsem (116-111), drugi pojedynek z Samuelem Peterem, Sultanem Ibragimovem (118-110), Rayem Austinem i pierwszy pojedynek z Samuelem Peterem (114-111).
Nelson Vazquez punktował walki Ukraińca z Jameelem McCline'm (99-90) i Rayem Mercerem, natomiast Don Trella pracował przy ringu punktując pojedynek z Ruslanem Chagaevem (90-79). Wszystkie te walki Kliczko wygrał. 



Nieznacznym faworytem bukmacherów jest będący na fali Anthony Joshua. Nie ma jednak wątpliwości, że każdy werdykt w tym pojedynku będzie dużym wstrząsem w świecie boksu. Walka dwóch mistrzów Olimpijskich to nie lada gratka dla kibiców. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć wszystkim ogromnych emocji w sobotni wieczór. Oby stadion Wembley eksplodował...


wtorek, 25 kwietnia 2017

"Bez iskry" w Legionowie - podsumowanie gali...

"Kabaret" to była moja druga opcja na tytuł tego podsumowania, ale doszedłem do wniosku, że nie będę oceniał gali przez pryzmat Kabaretu Starszych Panów, jaki oglądaliśmy w walce wieczoru. O tym później. Nie mniej jednak tym razem w Legionowie nie było kompletnie nic na plus. Można powiedzieć, że gala się odbyła. Polacy zaliczyli kilka zwycięstw i... jedną porażkę. Mieliśmy okazję obejrzeć kilka pojedynków polsko-polskich, ale gołym okiem widać, że ten format powoli sam się wykańcza. No ale do rzeczy... Padło na tytuł "Bez iskry", bo właśnie tego momentu zapalnego nie było. Był po prostu boks...


Zaczął Łukasz Różański, który zgodnie z oczekiwaniami rozbił Marco Colicia, jednak nie ustrzegł się błędów, które przynajmniej solidny rywal spokojnie by wykorzystał. Bośniak takim się nie okazał i poległ w rundzie drugiej. Różański jednak, pomimo budującego się rekordu to przeciętniak, jakich wielu. Nie ma się nad czym rozwodzić...

W przekazie telewizyjnym zobaczyliśmy pięć pojedynków, a przekaz ten rozpoczęli Michał Syrowatka i Krzysztof Szot. Sześć rund dominacji młodszego z pięściarzy, bez żadnych emocji. Praktycznie nie było walki. Szot to już dawno jest pięściarz na telefon. Nie można oczywiście odmówić mu doświadczenia i bardzo dobrej defensywy, ale on walczy jednostajnie. Dokładnie wie, kiedy ma szansę wygrać walkę, a kiedy przyjeżdża w roli pokonanego z góry. W Legionowie po prostu zameldował się w ringu, a Syrowatka nie podkręcał tempa. Walka zakończyła się szybko, nie było zbyt wiele akcji, nie mówiąc już o jakiś krytycznych momentach. Jednogłośna i oczywiście zasłużona wygrana Michała, jednak jeśli ktoś jeszcze wierzy w tego chłopaka, musi sobie zdawać sprawę, że takie występy nic nie dają. Michałowi potrzeba wyzwania, sprawdzianu o który od dawna się upomina. Promotorzy, obudźcie się.


Efektowny debiut zaliczył Mateusz Tryc, który potrzebował zaledwie ośmiu minut, by zdeklasować całkowicie rozbitego już Tomasza Gargulę. "Tomera"to teraz sprzedawca rekordu, a komu ma ten rekord sprzedawać, jak nie młodym polskim talentom? Tryc ruszył agresywnie od początku i walka równie dobrze miała prawo zakończyć się w otwierającym starciu. Zakończyła się w rundzie trzeciej poprzez zmiłowanie sędziego Małka nad 43-letnim już Gargulą. Pięściarz z Nowego Sącza przegrał szóstą kolejną walkę, praktycznie wszystko przed czasem. Rozumiem aspekt finansowy, ale nie powinien już dalej boksować. Tryc zawalczył tak, jak powinien. Naskoczył na rywala i go po prostu zmęczył. Świetnie, że na debiut dostał Gargulę, ale poziom jego rywali musi wzrastać. To zapewnił jego promotor, więc czekamy na dalsze losy Mateusza Tryca. Waga półciężka w Polsce robi się coraz bardziej ciekawa.  



Kamil Szeremeta myślami jest już przy planowanej walce o mistrzostwo Europy z Emmanuele Blandamurą. Jego pojedynek z Sebastianem Skrzypczyńskim można porównać do walki Michała Syrowatki z Krzysztofem Szotem. Odbył się. Szeremeta pokazał się z dobrej strony, dwukrotnie rzucił rywala na deski, co nie zdarza mu się często. Nie dał rady jednak wygrać przed czasem i dalej po stronie nokautów u Kamila widnieje coraz bardziej wstydliwa liczba 2. Można powiedzieć, że nie o nokauty w boksie chodzi, ale nokauty dają emocje, a o te właśnie chodzi. W boksie Kamila widać spokój. Ten chłopak wie, na co go stać, wie jak boksować, zna swoją wartość i pokazuje to w ringu. Dodatkowo jest bardzo pewny siebie, co daje podstawy by sądzić, że faktycznie nie jest bez szans w walce z Włochem o pas EBU. A ten byłby już wielkim sukcesem Polaka. Szeremeta potwierdził, że po zakończeniu gali szybko wraca do Białegostoku do żony, która spodziewa się dziecka. Dziecko ma przyjść na świat lada chwila. Gratulacje dla Kamila.



Przed główną walką wieczoru do ringu wszedł nowy nabytek grupy Babilon Promotion, Dariusz Sęk oraz Viktor Polyakov czyli Ukrainiec z niemieckim paszportem urodzony w Rosji. To był jedyny pojedynek gali, w którym były jakieś emocje, ale głównie z powodu dużej ekspresji Polyakova. Dariusz Sęk pokazał po raz kolejny, że przestał się rozwijać, boksuje bardzo jednostajnie, nie zmienia tempa, szybko się męczy, a Polyakov udowodnił, że nie ma także odporności. Polak prowadził walkę w pierwszych 2-3 rundach, jednak później dawał się trafiać i Ukrainiec odrabiał straty. Komentatorzy przedstawiali Viktora jako pięściarza, który szybko się zmęczy, mówili o pięcioletniej przerwie w występach, pobycie w więzieniu, o remisie i porażce w ostatnich dwóch występach, a okazało się, że Ukrainiec rozkręcił się dopiero, kiedy Darek Sęk zaczął się męczyć. Nigdy nie zrozumiem u zawodowych pięściarzy tego zmęczenia po 4-5 rundach walki. Polyakov raz za razem karcił zmęczonego Sęka ciosami, trafiał na górę, trafiał na dół, osłabiał Polaka. W siódmej rundzie skontrował Sęka, który w tańcu przypominał troszeczkę pamiętnego Andrzeja Wawrzyka z walki z Denisem Bakhtovem. Polyakov spokojnie mógł skończyć Darka w tej rundzie, ale ewidentnie dał mu odpocząć, przy czym srogo się uśmiał z reakcji Polaka na cios. W ostatniej rundzie sytuacja się powtórzyła i niespodzianka stała się faktem. Ukrainiec wyrwał tą walkę, jednak mało kto spodziewał się uczciwego sędziowania w Polsce. Sytuacje próbował ratować Włodzimierz Kromka punktując 77-75 dla Sęka, jednak większą uczciwością wykazali się pozostali dwaj arbitrzy, Paweł Kardyni i Eugeniusz Tuszyński punktując minimalną przewagą gościa. Werdykt słuszny. Paradoksalnie najlepsze walki Darka Sęka to te przegrane w Niemczech. Dawno nie widziałem tego pięściarza w dobrej formie. Jak tak dalej pójdzie, za moment może być odpowiednim rywalem dla debiutującego w Legionowie Mateusza Tryca. 



Walka wieczoru na którą wszyscy czekali to oczywiście starcie Krzysztofa Zimnocha z pogromcą Andrzeja Gołoty, Michaelem Grantem. Co zostało z tamtego Granta widzieli wszyscy - wzrost i waga. Amerykanin ostatnią dobrą walkę dał Tomaszowi Adamkowi w 2010 roku. Przypomnę, że mamy 2017, Grant ostatnio występował w 2013 i 2014 przegrywając przed czasem. Czego można było spodziewać się po nim jeszcze trzy lata później? Zimnoch zrobił swoje, w drugiej rundzie trafił i skończyła się gala. Co tu dużo powiedzieć. Każdy ma swoje zdanie na temat ściągania żywych trupów z zagranicy dla polskich "prospektów". Był już Botha dla Wawrzyka, McCline dla Szpilki czy Walker dla Wacha. Teraz Tomasz Babiloński ściągając Michaela Granta dla Krzysztofa Zimnocha przeszedł samego siebie i później w studiu ewidentnie było mu głupio. Zimnoch po raz kolejny cieszył się tak, jakby to były walki o pasy, a prawda jest taka, że do poziomu czołówki brakuje mu lat świetlnych. Jest solidnym rzemieślnikiem, na ciężkiego tak naprawdę nawet nie wygląda. Babiloński zapowiedział, że jego podopieczny wróci na ring we wrześniu w Radomiu z wymagającym rywalem, na dystansie 12 rund, w walce o jeden z regionalnych pasów największych federacji. Wczoraj można było przeczytać informacje o rzekomym zainteresowaniu walką z obozu Alexandra Povetkina. Widzicie Povetkina w Radomiu? On przecież nawet nie wie, kim jest Krzysiek Zimnoch. Swoją drogą, ciekawe jak Białostoczanin wypadłby na królewskim dystansie, skoro najdłużej w ringu był dotychczas tylko osiem rund. Robota w Legionowie jednak zrobiona i to jest najważniejsze.




Co tu podsumowywać, trzy "szóstki", trzy "ósemki", trzy nokauty i... zero fajerwerków. 
Tacy zawodnicy jak Zimnoch, Sęk czy Szeremeta powinni już boksować na dłuższych dystansach, podobnie Syrowatka. Jak Ci młodzi pięściarze mają się rozwijać? Myślałem, że w Polsce odchodzi się już od standardów hodowania rekordów i jednego "lucky shota", który kończy się deklasacją, ale za trochę lepsze pieniądze. Niestety, kibice boksu są coraz bardziej wymagający. Taka gala jak w ta w Legionowie w ubiegły weekend to słaba reklama dla niedzielnego obserwatora. 
Aha, po raz kolejny, z największym szacunkiem do autorytetu. Pan Andrzej Kostyra NIE NADAJE SIĘ już do komentowania gal bokserskich. Wiedza wiedzą, ale nie nadaje się merytorycznie. Dajcie szansę młodym. Opłaci się...


Zdjęcia pochodzą ze stron Babilon Promotion i boxingphotos.pl

środa, 19 kwietnia 2017

Rugbysta rywalem "Górala" - kim jest Solomon Haumono?

Kim w Polsce jest Tomasz Adamek - wiadomo. Większość go uwielbia, jednak są osoby, które za nim nie przepadają. O gustach się nie dyskutuje. Warto jednak stwierdzić fakt - w naszym kraju to ikona. Ciągle aktywna ikona. Jest to też najbardziej rozpoznawalna twarz cyklu Polsat Boxing Night - walczył w wydarzeniu wieczoru pierwszej gali (pokonując Andrzeja Gołotę), a także w kilku ostatnich - przeciwko Arturowi Szpilce, Przemysławowi Salecie i Erikowi Molinie. Te trzy ostatnie potyczki to jednocześnie trzy ostatnie występy "Górala" na zawodowym ringu. W czerwcu wystąpi po raz kolejny, również na Polsat Boxing Night. Jego rywalem będzie Solomon Haumono i to o nim - wbrew pozorom - będzie ten artykuł.


W telegraficznym skrócie - Solomon Haumono to Nowozelandczyk pochodzący z republiki Kongo mieszkający i trenujący na co dzień w Australii. Urodzony w 1975 roku, a więc o rok starszy od Tomka Adamka. "Solo" - bo taki pseudonim nosi Haumono - to bardzo ciekawa postać. Byłbym w stanie się założyć, że absolutnie nikt nie typował właśnie jego do występu w walce wieczoru na gali w Gdańsku. Dla Haumono występ na placu Dwóch Miast będzie jubileuszową, 30-tą walką na zawodowstwie. Dotychczas tylko raz bił się "na wyjeździe" - w 2012 roku w Osace znokautował Kyotaro Fujimoto, co po dziś dzień jest jego największym sukcesem w karierze. 


Urodzony w Auckland pięściarz zadebiutował w ringu późno, bo dopiero w 2000 roku, mając 25 lat. Wcześniej z wielką pasją grał w... rugby. Przez pewien czas nawet dzielił obie pasje, ale ostatecznie zdecydował się na sport indywidualny. Wybrał boks idąc za głosem swojego ojca, byłego mistrza Australii w wadze ciężkiej, który jednak swoją karierę skończył z mocno ujemnym bilansem. 



Solomon zadebiutował w 2000 roku i pomimo 42 lat na karku, nie zamierza kończyć. Podczas 17 lat zawodowej kariery stoczył średnio poniżej dwóch walk na rok. To bardzo mało, ale warto dodać, że zdecydowanie za często zdarzały mu się długie przerwy. Po wygraniu ośmiu walk przerwał karierę na 5 lat. Wrócił w 2007 roku głodny boksu, bo stoczył w ciągu 30 miesięcy aż 11 pojedynków. Później dwukrotnie zdarzały mu się 2-letnie absencje. Między linami łącznie stoczył 29 pojedynków, z czego 24 wygrał. Dysponuje bardzo silnym ciosem, gdyż aż 21 razy kończył walki przed czasem, z czego aż 10-krotnie czystym, klasycznym nokautem. Co ciekawe, w swoim rodzinnym kraju, w Nowej Zelandii zadebiutował po... 12 latach od debiutu. Zremisował wówczas z Joeyem Wilsonem. Łącznie ledwie dwa razy walczył w Nowej Zelandii. Druga taka walka to ta ostatnia, przegrana z Josephem Parkerem w czwartej rundzie. Statystyka nieciekawa - dwie walki u siebie, zero wygranych, jedna porażka i jeden remis...


Haumono przegrywał trzykrotnie. Po raz pierwszy w 2009 roku z niejakim Justinem Whiteheadem o pas WBF International. Whitehead zadał pierwszą porażkę Solomonowi Haumono, po czym przegrał z... Juliusem Longiem. Oczywiście jasnym jest, że zawortnej kariery nie zrobił. Ba, zakończył ją po ledwie ośmiu występach. Za drugą porażkę Nowozelandczyka odpowiedzialny jest Kevin Johnson. "Kingpin" znokautował "Solo" w 10 rundzie wcześniej wygrywając większość rund. Amerykanin poradził sobie z Haumono, po czym... przegrał kolejno z Tysonem Furym, Christianem Hammerem, Dereckiem Chisorą, Manuelem Charrem i Anthony'm Joshuą. Po porażce z Johnsonem "Solo" zaliczył jeszcze wygraną nad znanym w Polsce Marcelo Luizem Nascimento i znów znikł na dwa lata. Wrócił w 2015 roku, wygrał trzy razy, m.in. z Manuelem Alberto Puchetą i w lipcu 2016 roku został zdemolowany przez wschodzącą gwiazdę tamtejszego rynku, Josepha Parkera. W 2017 roku już nie wystąpił, a pierwszym rywalem od czasu walki z Parkerem będzie Tomasz Adamek...




Walka w Ergo Arenie zakontraktowana jest na 12 rund, jednak... Haumono nigdy w karierze tak długo w ringu nie przebywał. Ledwie czterokrotnie podchodził do pojedynków zakontraktowanych na królewski dystans, ale za każdym razem walka kończyła się wcześniej - dwa razy wygraną, dwa razy porażką... Dla porównania, "Góral" aż 24 razy bił się na dystansie 12 rund, z czego 11 razy walka trwała do końca. Kariera Polaka trwa rok dłużej, a Tomasz stoczył w ringu niemal dwukrotnie więcej walk. Adamek spędził między linami aż 376 rund, przy 140 rywala. Panowie dysponują podobnymi warunkami fizycznymi - Solomon jest o dwa centymetry wyższy, ale ma także dwa centymetry mniej zasięgu rąk. 


Czy to dobry przeciwnik dla Tomasza Adamka? Moim zdaniem zdecydowanie nie. Polak nie może żyć bez boksu, po raz kolejny wraca na ring, ale nie można zapominać, że z wiekiem jego odporność znacząco zmalała. Przegrał wyraźnie trzy z czterech ostatnich walk, a jedynym pokonanym przez Tomka zawodnikiem w ostatnim czasie był Przemek Saleta. Na tapetę warto wziąć sobie przebieg ostatniego występu "Górala" - Tomek wygrywał z Erikiem Moliną, ale nadział się na cios, upadł i dał się wyliczyć. Można postawić tezę, że Solomon Haumono bije mocniej od Moliny i tylko w tym może upatrywać swoich szans w walce z Adamkiem. Nie chce mówić, że Tomek kontynuuje karierę do pierwszej porażki, bo tak on sam mówił już kilkukrotnie. Warto było jednak postarać się o bezpieczniejszego rywala. Rywala, na tle którego Polak będzie wyglądał dobrze. Spodziewałem się faceta z nazwiskiem i bez silnego ciosu. Jest Solomon Haumono, człowiek barwny, z niezwykle silnym ciosem i... bez nazwiska. Walka z cyklu: "Nic do zyskania, wiele do stracenia"... Moim zdanie można było to rozegrać inaczej, nie mniej jednak życzę Tomaszowi udanej walki i efektownej wygranej. Nie sądzę, że Haumono wytrzyma 12 rund, także liczę na efektowny nokaut w Gdańsku...