wtorek, 31 grudnia 2019

Ranking "RED CORNER" - TOP 50 P4P !!! '19

Witam w 2020 roku. W tym roku zestawienie P4P za rok 2019 nieco później ze względów osobistych - nie będę owijał w bawełnę - nie mam ostatnio zbyt wiele czasu, domowników przybyło takich, co zabierają najwięcej czasu. Ale do rzeczy - minął kolejny rok. Czy owocny boksersko? Na to pytanie niech każdy odpowie sobie sam. Było co oglądać. Było trochę fajnych walk, było trochę niespodziewanych rozstrzygnięć, było kilka wałków, były nokauty i była krew, był pot i były też łzy. Jedni pięściarze urośli, inni zniknęli, jedni wybili się ponad innych, a innym zabrakło w tym roku pozytywnych rezultatów. Wiem, że po każdych 12 miesiącach można pisać to samo, ale taki właśnie jest boks. Na samym szczycie roszady - po trzech latach zmienił się lider i to jest nowość bez precedensu. W tym roku tak zadecydowałem i odwrotu nie ma. 

Tym razem w rankingu pojawiło się 9 nowych nazwisk i z reguły są to młodzi pięściarze, który przebojem wdarli się w zawodowy boks. Teofimo Lopez, Shakur Stevenson czy Devin Haney to najmłodsi z nich i oni mają dużą szanse jeszcze awansować w następnych latach. Są też cztery powroty do zestawienia - z tego grona dwóch zawodników po prostu odpuściło rok 2018, a dwóch pozostałych wypadło za wyniki. 

26 pięściarzy nie zaznało jeszcze goryczy porażki, a więc ponad połowa nominowanych ma w rekordzie zera. To dobry wynik. W rankingu znajduje się pięściarz, który stoczył na zawodowych ringach ponad 70 walk i znajduje się też i taki, który ma ich raptem 13. To spore zróżnicowanie, ale czyni ten ranking i ten sport jeszcze piękniejszym.

Do dzieła! Oto nominowana 50-tka na koniec 2019 roku!

#1
Saul Alvarez
53-1-2 (36 KO)
Champion: WBC super welterweight
Champion: WBA super welterweight
Champion: WBC middleweight
Champion: WBO super welterweight
Champion: WBA middleweight 
Champion: WBA super middleweight
Champion: WBO light heavyweight


(+2) Nowy król P4P. 2019 był dla Meksykanina bardzo owocnym rokiem. W tym czasie pokonał Daniela Jacobsa i Sergeya Kovaleva, dzięki czemu dołożył do kolekcji cenny pas WBO w kolejnym przedziale wagowym. Dla "Canelo" nie ma limitu. Wciąż po stronie porażek tylko walka z Floydem Mayweatherem, a na chwilę obecną ciężko wskazać zawodnika, który mógłby z nim rywalizować.

#2
Terence Crawford
36-0 (27 KO)
Champion: WBO lightweight
Champion: WBO super lightweight
Champion: WBC super lightweight
Champion: WBA super lightweight
Champion: IBF super lightweight
Champion: WBO welterweight

(-1) Nie poniósł porażki, ale spadł z miejsca pierwszego głównie poprzez łatwiejsze walki. W tym roku dwukrotnie wygrał przed czasem z Amirem Khanem i Egidijusem Kavaliauskisem. Obronił pas WBO wagi półśredniej, ale od takiego geniusza wymaga się więcej. W tym roku musi stoczyć większe walki. W jego limicie jest duży wybór, m.in. Errol Spence czy Manny Pacquiao.

#3
Vasyl Lomachenko 
14-1 (10 KO)
Champion: WBO featherweight
Champion: WBO super featherweight
Champion: WBA lightweight
Champion: WBO lightweight
Champion: WBC lightweight

(-1) Z drugiego na trzecie miejsce z tych samych powodów spada także Vasyl Lomachenko. Wygrane nad Brytyjczykami Anthony'm Crollą i Lukiem Campbellem to dla Ukraińca lżejsze walki. Potrzebuje większego wyzwania, a takim będzie z pewnością Teofimo Lopez. Wygrana nad młodym Amerykaninem skusi "Hi-Techa" do ponownej zmiany kategorii i kolejnych wyzwań.

#4
Errol Spence Jr
26-0 (21 KO)
Champion: IBF welterweight
Champion: WBC welterweight

(+3) Na wysokim miejscu melduje się znakomity Amerykanin. W ubiegłym roku stoczył dwie fantastyczne walki z Mikeyem Garcią i Shawnem Porterem i obie wygrał. Nie wiadomo, jak będzie prezentował się po wypadku. Obecnie jego celem jest pojedynek z Terence'm Crawfordem, ale zacznie pewnie od Danny'ego Garcii. Efektowne wygrane mogą dać mu podium w przyszłym roku.

#5
Naoya Inoue
19-0 (16 KO)
Champion: WBC light flyweight
Champion: WBO super flyweight
Champion: WBA bantamweight
Champion: IBF bantamweight

(+3) Zwycięzca turnieju WBSS i bezwzględny dominator niższych limitów. Już mistrz trzech kategorii wagowych z aspiracjami na więcej. Walka z Nonito Donaire'm zasiała ziarnko niepewności, ale jestem pewny, że Japończyk pokaże w nadchodzącym roku jeszcze więcej. Jest szansa na walki unifikacyjne z Johnem Casimero lub Nordine'em Oubaalim.

#6
Oleksandr Usyk
17-0 (13 KO)
Champion: WBO cruiserweight
Champion: WBC cruiserweight
Champion: WBA cruiserweight
Champion: IBF cruiserweight

(-2) Spadek genialnego Oleksandra Usyka wynika przede wszystkim ze zmiany kategorii wagowej i tylko jednej, łatwej walki w 2019 roku. Ukrainiec zadebiutował w wadze ciężkiej pojedynkiem z Chazzem Witherspoonem, ale prawdziwe wyzwania czekają w 2020 roku. Będzie szansa na walkę o pas WBO, a pod koniec roku niewykluczona jest konfrontacja z Anthony'm Joshuą.

#7
Gennady Golovkin
40-1-1 (35 KO)
Champion: WBC middleweight
Champion: WBA middleweight
Champion: IBF middleweight

(-2) Kazach balansuje na granicach kategorii. Zadebiutował w wyższym limicie nokautując Steve'a Rollsa, by wrócić i po ciężkiej walce wygrać z Sergeyem Derevyanchenko. W 2020 roku ma się spotkać z Kamilem Szeremetą, a po planowej wygranej być może po raz trzeci wyjdzie do ringu z "Canelo" Alvarezem. Będzie to dla niego walka o "być albo nie być". Druga porażka może oznaczać zakończenie pięknej kariery 38-latka.

#8
Manny Pacquiao
62-7-2 (39 KO)
Champion: WBC flyweight
Champion: IBF super bantamweight
Champion: WBC super featherweight
Champion: WBC lightweight
Champion: WBO welterweight
Champion: WBC super welterweight
Champion: WBA welterweight

(+3) Legenda z Filipin znów w TOP10 P4P. "Pacman" jest u schyłku swojej wyjątkowej kariery, ale nie przeszkadza mu to toczyć fantastycznych wojen w ringu. W minionym roku 42-latek wypunktował Adriena Bronera i po wyrównanej walce zadał pierwszą porażkę Keithowi Thurmanowi. 2020 może być ostatnim rokiem w tej jakże bogatej karierze. Wszak stoczył już w ringu ponad 70 walk.

#9
Miguel Berchelt
37-1 (33 KO)
Champion: WBC super featherweight

(+1) Awans o jedną pozycję jest dziełem Miguela Berchelta. Pięściarz kategorii super piórkowej stoczył w ubiegłym roku dwie walki i obie rozstrzygnął przed czasem. W przyszłym roku ma ochotę na unifikacje, a jest z kim się bić. W jego kategorii są chociażby Leo Santa Cruz, Carl Frampton czy Tevin Farmer. 

#10
Artur Beterbiev
15-0 (15 KO)
Champion: IBF light heavyweight
Champion: WBC light heavyweight

(+21) Bardzo duży awans i od razu miejsce w TOP10 jest dziełem Rosjanina z wagi półciężkiej głównie za większą aktywność i unifikacje dwóch tytułów w swojej wadze. Beterbiev wreszcie stoczył dwie walki w roku, a do tego zastopował Oleksandra Gvozdyka dokładając do pasa IBF także zielony WBC. Na nadchodzący rok planuje się jego walkę z Dmitry Bivolem lub... Saulem Alvarezem.

#11
Juan Francisco Estrada
40-3 (27 KO)
Champion: WBO flyweight
Champion: WBA flyweight
Champion: WBC super flyweight

(+13) Również spory awans dla Juana Estrady, który pokazał, że jest najlepszym pięściarzem swojej kategorii wagowej. Pokonał w rewanżu Wisaksila Wangeka, czym zyskał pas WBC, który zdążył obronić w drugiej połowie roku. Wyzwaniem może być dla niego obecnie walka z Jerwinem Ancajasem lub Khalidem Yafaiem. 

#12
Mikey Garcia
39-1 (30 KO)
Champion: WBO featherweight
Champion: WBO super featherweight
Champion: WBO lightweight
Champion: IBF super lightweight
Champion: WBC super lightweight

(-6) Poza "dziesiątkę" wypada znakomity Mikey Garcia, który zaliczył pierwszą zawodową porażkę wyraźnie ulegając Errolowi Spence'owi i jest jednym z dwóch pięściarzy w zestawieniu, który w ubiegłym roku nie zaznał uczucia zwycięstwa. W 2020 wróci walką z Jessie Vargasem, a potem może spotkać się z Manny'm Pacquiao.

#13
Jaime Munguia
34-0 (27 KO)
Champion: WBO super welterweight

(+1) Minimalny awans dla młodziutkiego Meksykanina, który w 2019 roku nieco zwolnił tempo wchodząc do ringu zaledwie trzykrotnie. Wciąż jest niepokonany, ale rywale nie byli z najwyższej półki, a walka z Dennisem Hoganem pokazała, że można z nim wygrać. Już za kilka dni wejdzie w nowy rok pojedynkiem z Gary'm O'Sullivanem, a później planuje zmianę kategorii na wyższą. 

#14
Callum Smith
27-0 (19 KO)
Champion: WBC super middleweight
Champion: WBA super middleweight

(+7) Powoli do absolutnej czołówki doczłapuje się Callum Smith. "Mundo" po zwycięstwie w turnieju WBSS stoczył dwie dobre walki z Hassanem N'Jikamem i Johnem Ryderem. Jest brany pod uwagę jako kolejny rywal "Canelo" Alvareza. Być może czas na zmianę kategorii, bo w obecnej brak mu już wyzwań na miarę swoich nieprzeciętnych umiejętności.

#15
Gervonta Davis
23-0 (22 KO)
Champion: IBF super featherweight
Champion: WBA super featherweight
Champion: WBA lightweight

(+13) Jeden z większych awansów. Niepokorny podopieczny Floyda Mayweathera w ringu okazuje się bezwzględny dla kolejnych oponentów, ale są to rywale z drugiego szeregu. Jego najmocniejszym rywalem wciąż jest ten, któremu odebrał w 2017 roku pas, czyli Jose Pedraza. W rankingach przed nim są tylko Vasyl Lomachenko i Teofimo Lopez, którzy spotkają się ze sobą. Sam jestem ciekawy, co dla "Tanka" przyniesie 2020 rok.

#16
Anthony Joshua
23-1 (21 KO)
Champion: IBF heavyweight
Champion: WBA heavyweight
Champion: WBO heavyweight

(-7) Sensacyjna i nieoczekiwana porażka z Andy'm Ruizem spowodowała, że Anthony Joshua stanął na poważnym zakręcie kariery. W rewanżu udowodnił jednak, że potrafi walczyć także inaczej, niż do tego przyzwyczaił. Ciężko będzie doprowadzić do dużych walk, gdyż dwóch jego największych rywali spotka się ze sobą. "AJ" musi jednak wygrywać przekonująco, a najbliższą okazję będzie miał w spotkaniu z Kubratem Pulevem.

#17
Josh Taylor
16-0 (12 KO)
Champion: IBF super lightweight
Champion: WBA super lightweight

(+23) Największy awans w rankingu to dzieło Szkota, który 2019 rok zwieńczył zdobyciem tytułu im.Muhammada Alego. Wygrana w turnieju WBSS zrobiła z niego mistrza Świata i jednego z najlepszych pięściarzy globu. W finale efektownie odprawił Regisa Prograis, a na 2020 rok szykowana jest jego walka z Jose Ramirezem.

#18
Jermall Charlo
30-0 (22 KO)
Champion: IBF super welterweight
Champion: WBC middleweight

(+2) Na dobrym miejscu utrzymuje się pierwszy z braci Charlo - ten w dalszym ciągu niepokonany. Jermall nie spotkał się z nikim wybitnym, ale wyraźnie odprawił Brandona Adamsa i Dennisa Hogana, który tak napsuł krwi Jaime Munguii. 2020 może być dla niego rokiem przełomowym, bo jest blisko walk z Saulem Alvarezem bądź Gennady Golovkinem. Jednak największe szanse są na starcie z Demetriusem Andrade.

#19
Leo Santa Cruz
37-1-1 (19 KO)
Champion: IBF bantamweight
Champion: WBC super bantamweight
Champion: WBA featherweight
Champion: WBC featherweight
Champion: WBA super featherweight

(-4) "El Terremoto" również w 2019 roku się nie namęczył. Co prawda spędził w ringu pełne 24 rundy, ale rywale nie należeli do czołówki. Meksykanin potrzebuje dużej walki, podobnej do dwóch pojedynków z Carlem Framptonem. Być może walka numer 3?

#20
Josh Warrington
30-0 (7 KO)
Champion: IBF featherweight

(-4) Spada również niepokonany walczak z Leeds, głównie za słabszą, choć ostatecznie wygraną walkę z Kidem Galahadem. W 2020 roku czas na unifikacje pasów, a jego rywalem najprawdopodobniej będzie młodziutki Shakur Stevenson. Tylko wygrana pozwoli mu utrzymać miejsce w pierwszej "dwudziestce" rankingu.

#21
Deontay Wilder
42-0-1 (41 KO)
Champion: WBC heavyweight

(+2) Dobra pozycja Deontaya Wildera. Piekielnie mocno bijący Amerykanin udowodnił, że potrafi usypiać jednym ciosem już nie raz, ale nokaut na Luisie Ortizie pozostawił po sobie wielkie "WOW". Co prawda "Bronze Bomber" przestał wygrywać rundy, ale w jego przypadku rundy się nie liczą, kiedy w grę wchodzi prawa ręka. W lutym ma się spotkać w rewanżu z Tysonem Fury'm i wtedy okaże się, czy jest tak dobry, jak jego rekord.

#22
Jose Carlos Ramirez
25-0 (17 KO)
Champion: WBC super lightweight
Champion: WBO super lightweight

(N) Pierwsza z nowości w zestawieniu to Jose Carlos Ramirez. Ubolewałem, że nie zobaczyliśmy go w turnieju WBSS, ale on po cichu robił swoje. Oprawił niezwykle twardego Jose Zepedę, a później znokautował Mourice'a Hookera, który miał swoje miejsce w TOP50 ubiegłego roku. Teraz spotka się z Viktorem Postolem, a później - być może - z Joshem Taylorem.

#23
Roman Gonzalez
48-2 (40 KO)
Champion: WBA minimumweight
Champion: WBA light flyweight
Champion: WBC flyweight
Champion: WBC super flyweight

(-11) Niedawno był na podium P4P, a teraz zajmuje miejsce zaledwie w trzeciej "dziesiątce" rankingu. W 2019 stoczył tylko dwie rundy z przeciętnym rywalem, wrócił po ponad rocznej przerwie. W 2020 roku musi udowodnić swoją wartość, bo taki Juan Francisco Estrada, którego kiedyś pokonał, dzisiaj mu wyraźnie odjechał. 

#24
Teofimo Lopez
15-0 (12 KO)
Champion: IBF lightweight

(N) Druga nowość i jednocześnie idealnie zrealizowany plan. Na początku 2019 roku Lopez uznany został za największego prospekta na świecie, a on dopełnił pokładane w nim nadzieje zostając pod koniec roku mistrzem Świata. Pomimo zaledwie 15 walk, w kwietniu spotka się z Vasylem Lomachenko i odważnie zapowiada, że go pokona. Jeśli tak się stanie, nie jestem w stanie powiedzieć na którym miejscu zobaczymy go za rok.

#25
Keith Thurman
29-1 (22 KO)
Champion: WBA welterweight
Champion: WBC welterweight

(P) Powrót do rankingu po zmarnowanym 2018 roku. Cierpiący na przewlekłe kontuzje świetny Amerykanin pokonał Josesito Lopeza, ale uległ po kapitalnej walce Manny'emu Pacquiao, stąd powrót zaledwie na 25 miejscu. To jednak wciąż bardzo dobry i bardzo silny pięściarz, który może najlepszym napsuć sporo krwi, a niejedną ważną walkę jeszcze jest w stanie wygrać.

#26
Demetrius Andrade
28-0 (17 KO)
Champion: WBO middleweight

(+19) Jeden z trzech - oprócz Josha Taylora i Artura Beterbieva - największych awansów w rankingu. "Boo Boo" udowodnił swoją wartość głównie w walce z Maciejem Sulęckim. Jego technika i pozycja w ringu sprawi problemu każdemu w jego zasięgu wagowym. Jest blisko jego walki z Jermallem Charlo, a brany był także pod uwagę jako rywal Saula Alvareza.

#27
Guillermo Rigondeaux
19-1 (13 KO)
Champion: WBA super bantamweight
Champion: WBO super bantamweight

(P) Jeden z czterech powrotów do zestawienia, a drugi - po Thurmanie - z powodu przespania 2018 roku. Kubańczyk absolutnie nie stracił na swojej genialności, ale porażka z Vasylem Lomachenko zahamowała jego karierę. W 2020 musi się odbudować, a widać, że ma ku temu ochotę.

#28
Shakur Stevenson
13-0 (7 KO)
Champion: WBO featherweight

(N) Nowość i obok Teofimo Lopeza jeden z najmłodszych mistrzów Świata w obecnym boksie. W przeciwieństwie do Lopeza, Stevenson swój pas zdobył po walce o wakat, więc to rok 2020 będzie dla niego przełomowy. Swoją wartość będzie mógł udowodnić w momencie, w którym w pojedynku o dwa pasy spotka się z Joshem Warringtonem na jego terenie.

#29
Gary Russell Jr
30-1 (18 KO)
Champion: WBC featherweight

(-4) Niewielki spadek Gary'ego Russella za zdecydowanie zbyt małą aktywność. Amerykanin od 2015 roku toczy tylko jedną walkę w roku, co nie może mu zagwarantować awansu. Być może przełamanie nastąpi w 2020 roku, bo już w lutym spotka się z oficjalnym pretendentem, mocnym Tugstsogtem Nyambayarem. 

#30
Luis Nery
30-0 (24 KO)
Champion: WBC featherweight

(+11) Przyznam, że nie byłem do niego przekonany przez wpadkę dopingową, ale został oczyszczony z zarzutów, a w 2019 roku odniósł dwie cenne wygrane, podczas których skończył przed czasem McJoe Arroyo i Juana Payano. Oczywiście może spotkać się w ringu z Naoyą Inoue, ale bardziej prawdopodobna będzie walka z Emmanuelem Rodriguezem lub Michaelem Dasmarinasem.

#31
Carl Frampton
27-2 (15 KO)
Champion: IBF super bantamweight
Champion: WBA super bantamweight
Champion: WBA featherweight

(-13) Jedna z największych obsuw w rankingu to niestety pozycja Carla Framptona. 33-letni "Szakal" z Belfastu pauzował niemal cały rok, w 2019 roku stoczył tylko jedną walkę. W nadchodzącym roku jego rywalem może być Jamel Herring. Frampton musi wrócić na pozycję mistrza Świata, bo tam jest jego miejsce.

#32
Oscar Valdez
27-0 (21 KO)
Champion: WBO featherweight

(+12) Spory awans Meksykanina, głównie poprzez wyjątkową aktywność. Valdez stoczył w ubiegłym roku aż trzy pojedynki, z czego dwa zakończył przed czasem. Potrzebuje jednak walki z innym mistrzem, bo jego rywale mają małe szanse, żeby zrobić mu krzywdę.

#33
Daniel Jacobs
36-3 (30 KO)
Champion: IBF middleweight

(-11) Spadek do czwartej "dziesiątki" dla Daniela Jacobsa, bo musiał dopisać do rekordu trzecią porażkę - tym razem z liderem rankingu Saulem Alvarezem. Tuż przed Świętami zadebiutował w nowej kategorii i łatwo zastopował Julio Cesara Chaveza. W 2020 roku na pewno zaznaczy swoją obecność w nowej kategorii.

#34
Emanuel Navarrete
30-1 (26 KO)
Champion: WBO super bantamweight

(N) Kolejna nowość, ale jakże zasłużone miejsce w rankingu. 25-letni "Vaquero" zaliczył aż cztery wygrane, wszystkie przed czasem. Pokazał, że zdobycie w 2018 roku pasa kosztem Isaaca Dogboe nie było dziełem przypadku. Obecnie jest liderem swojej kategorii wagowej, a o panowanie może powalczyć ze swoim rodakiem, Reyem Vargasem. 

#35
Gilberto Ramirez
40-0 (26 KO)
Champion: WBO super middleweight

(-18) Drugi największy spadek w rankingu to - co ciekawe - chyba najlepszy rekord w zestawieniu. "Zurdo" to pięściarz niepokonany w 40 występach, który podobnie jak Oleksandr Usyk zmienił kategorie wagową, stoczył jedną stosunkowo łatwą walkę i zniknął. Teraz walczy w dywizji półciężkiej, ale potrzebuje wyzwań. Są przymiarki do jego walki z Sergeyem Kovalevem, nieco już rozbitym, ale wciąż groźnym. Zobaczymy, jak Meksykanin będzie sobie radził z większymi zawodnikami. 

#36
Tyson Fury
29-0-1 (20 KO)
Champion: WBA heavyweight
Champion: IBF heavyweight
Chmpion: WBO heavyweight

(N) Aż dziwne, że to dopiero debiut tego zawodnika w tym rankingu, ale takie są realia. Tyson Fury wrócił do żywych, postawił się Deontayowi Wilderowi, wciąż nie ma pogromcy, a w 2019 roku wygrał dwa razy z niepokonanymi rywalami, jednak ani Tom Schwarz, ani Otto Wallin to nie pięściarze z czołówki. W 2020 roku prawdopodobnie dwukrotnie zmierzy się z Wilderem i wówczas okaże się, czy jest prawdziwym kozakiem.

#37
Shawn Porter
30-3-1 (17 KO)
Champion: IBF welterweight
Champion: WBC welterweight

(-7) Wciąż utrzymuje się w rankingu Shawn Porter, chociaż wszystkie najważniejsze pojedynki w swojej karierze przegrał. Na początku 2019 roku pokonał jednak Yordenisa Ugasa i pomimo braku mistrzowskiego pasa, wciąż stanowi zagrożenie i świetny test dla najlepszych.

#38
Dmitry Bivol
17-0 (11 KO)
Champion: WBA light heavyweight

(-4) Tak jak Artur Beterbiev może zaliczyć 2019 rok do tych najlepszych, tak uznawany za nie mniejszy talent Dmitry Bivol niejako odpękał dwie wygrane. Jest kandydatem do walki z Saulem Alvarezem, ale do tej walki prawdopodobnie nie dojdzie. Walka unifikacyjne z Beterbievem to byłoby coś, jednak ciężko na ten moment stwierdzić, jak potoczy się dalsza kariera młodszego z Rosjan.

#39
Kosei Tanaka
15-0 (9 KO)
Champion: WBO minimumweight
Champion: WBO light flyweight
Champion: WBO flyweight

(SQ) Jedyny pięściarz w rankingu, który utrzymał miejsce sprzed roku. Jest to jednak miejsce pod koniec czwartej "dziesiątki", a młody Japończyk ma apetyt na więcej. Problem w tym, że w swojej wadze brakuje dla niego rywali. W 2020 może spotkać się z Moruti Mthalane, ale ta walka stoi pod znakiem zapytania. Być może konieczna będzie kolejna zmiana kategorii i szukanie pasa w czwartym już limicie.

#40
Regis Prograis
24-1 (20 KO)
Champion: WBC super lightweight

(-8) Spadek głównie za przegrany finał WBSS z Joshem Taylorem. Amerykanin to bardzo dobry pięściarz, który trafił jednak na jeszcze lepszego od siebie. Musi odkuć się i wrócić do wygrywania dużych walk. Być może odpowiednim kandydatem do tańca będzie Jorge Linares lub Jose Zepeda.

#41
Mairis Briedis
26-1 (19 KO)
Champion: WBC cruiserweight
Champion: WBO cruiserweight

(P) Pierwszy z tych powrotów, które nie są uwarunkowane absencją, a zwykłym wypadnięciem. I być może nie powinien tu być za złą postawę w walce z Krzysztofem Głowackim, ale to wciąż pięściarz, który był najbliższy wygranej z Oleksandrem Usykiem, wciąż posiadacz mistrzowskiego pasa i wciąż w perspektywie ma finał WBSS z Yunierem Dorticosem.

#42
Billy Joe Saunders
29-0 (14 KO)
Champion: WBO middleweight
Champion: WBO super middleweight

(-5) Jeden z największych paradoksów. Świetny zawodnik, wciąż niepokonany w 29 walkach, ale tak skutecznie omijający wyzwania, że ciężko przypisać mu konkretne miejsce. W ubiegłym roku pokonał Shefata Isufiego i Marcelo Coceresa, podczas gdy wciąż na walkę z nim nalegają "Canelo" Alvarez czy Gennady Golovkin. W 2020 roku musi dojść do jego dużej walki, bo zniknie i ciężko będzie mu wrócić.

#43
Sergey Kovalev
34-4-1 (29 KO)
Champion: WBO light heavyweight
Champion: IBF light heavyweight
Champion: WBA light heavyweight

(-14) W poprzednim rankingu był po porażce z Eleiderem Alvarezem, a w obecnym po porażce z Saulem Alvarezem. Ratuje go wygrany rewanż z Kolumbijczykiem i efektowna wygrana nad młodym i silnym Anthony'm Yarde. Ma już 37 lat i ciężko będzie mu jeszcze zaistnieć, chociaż jeszcze niedawno plasowany był w pierwszej "dziesiątce" zestawienia P4P.

#44
Devin Haney
24-0 (15 KO)
Champion: WBC lightweight

(N) Kolejna nowość i kolejny - po Teofimo Lopezie i Shaurze Stevensonie - pięściarz najmłodszego pokolenia, który w 2019 roku sięgnął po mistrzowski tytuł i zdążył go obronić. Jako jeden z zaledwie kilku zawodników z rankingu wygrał aż cztery walki, ale w 2020 poprzeczka pójdzie jeszcze w górę. Będzie musiał udowodnić, że zasługuje na miejsce w tym rankingu w przyszłym roku.

#45
Wisaksil Wangek
47-5-1 (41 KO)
Champion: WBC super flyweight

(-26) Taj jest autorem największego spadku w zestawieniu. Aż 26 miejsc w dół to efekt tylko jednej - w dodatku przegranej - walki. Wangek po świetnych wygranych nad "Chocolatito" Gonzlezem w 2019 roku uległ w rewanżu Juanowi Estradzie i na ring już nie wrócił. Ciężko będzie mu utrzymać miejsce na liście TOP50, jeśli nie wygra dużej walki w 2020 roku.

#46
Erislandy Lara
26-3-3 (15 KO)
Champion: WBA super welterweight

(-10) Podobnie ma się rzecz z Erislandy Larą. W mijającym roku nie przegrał, ale remis z Brianem Castano i szybka wygrana nad Ramonem Alvarezem to za mało. Potrzebuje odbudować się kilkoma efektownymi wygranymi, bo w przeciwnym razie z rankingu w 2020 roku wygryzą go młodzi i głodni pięściarze. 

#47
Tevin Farmer
30-4-1 (6 KO)
Champion: IBF super featherweight

(N) Jedno z największych zaskoczeń ostatnich lat w końcu melduje się w TOP50. W 2012 roku wyraźnie przegrał z Kamilem Łaszczykiem, jednak odnalazł swój styl i pozostaje niepokonany od niemalże ośmiu lat. W 2019 roku okazał się lepszy od Jono Carrolla i Guillaume Frenois, ale już pod koniec stycznia czeka go prawdziwy sprawdzian - walka z Josephem Diazem. 

#48
Nordine Oubaali
17-0 (12 KO)
Champion: WBC bantamweight

(N) Niezwykle efektywny rok dla Francuza. Najpierw w MGM Grand zdobył wakujący pas WBC wagi koguciej, by później dwukrotnie go obronić, m.in. wyraźnie punktując Takume Inoue. Ma już 34 lata, musi skupić się na dużych walkach, bo tylko takie utrzymają go w rankingu za rok. 

#49
Jermell Charlo
33-1 (17 KO)
Champion: WBC super welterweight

(P) Przedostatnia pozycja dla drugiego z braci Charlo. Jermell wraca po niespodziewanej porażce z Tony'm Harrisonem, ale w 2019 roku dwukrotnie klasycznie nokautował rywali, w tym wspomnianego Harrisona, dzięki czemu odzyskał mistrzowski pas. Być może w pierwszej połowie roku spotka się w walce unifikacyjnej z Julianem Williamsem.

#50
Caleb Plant
19-0 (11 KO)
Champion: IBF super middleweight

(N) Ostatnie miejsce jest dla Caleba Planta. Młody Amerykanin sięgnął po pas IBF w wadze super średniej wygrywając na punkty z Jose Uzcategui'm, by w drugiej połowie roku efektownie zastopować niepokonanego wcześniej Mike'a Lee. W połowie lutego spotka się oko w oko z silnie bijącym Vincentem Feigenbutzem. Jeśli wygra, drzwi do jeszcze większej kariery otworzą się dla niego z hukiem.


W porównaniu z zeszłym rokiem, w obecnym zestawieniu nie ma już nazwiska, przy którym nie zapisalibyśmy mistrzowskiego pasa. Wszyscy wymienieni wyżej pięściarze posiadają lub posiadali przynajmniej raz mistrzowski tytuł prestiżowej kategorii. Na liście brakuje czterech nazwisk - Donnie Nietes, Murat Gassiev, Abner Mares i Kell Brook - to są Ci pięściarze, którzy przespali 2019 rok, nie wyszli w nim do ringu, dlatego w rankingu nie mogą być umieszczeni. Nie zmienia to faktu, że mogą wrócić w następnym notowaniu.

Swego rodzaju paradoksem jest, iż z notowania wypadł zawodnik nr 13 poprzedniej listy, a mianowicie Jorge Linares. Oprócz niego w nowym rankingu zabrakło miejsca dla Eleidera Alvareza, Jarretta Hurda, Khalida Yafaia, Zolaniego Tete, Oleksandra Gvozdyka, Kazuto Ioki, Danny'ego Garcii i Mourice'a Hookera. Oni nie znaleźli swojego miejsca w zestawieniu ze względów sportowych - w większości zaliczyli porażki, w innych przypadkach po prostu inni byli lepsi tym razem. Do rankingu wrócili abstynenci z roku poprzedniego, zarówno Keith Thurman, jak i Guillermo Rigondeaux. 

Nasze nowości to Jose Carlos Ramirez (22), Teofimo Lopez (24), Shakur Stevenson (28), Emanuel Navarrete (34), Tyson Fury (36), Devin Haney (44), Tevin Farmer (47), Nordine Oubaali (48) oraz Caleb Plant (50). Do rankingu powrócili natomiast wspomniany Keith Thurman (25), Guillermo Rigondeaux (27), a także Mairis Briedis (41) i Jermell Charlo (49). 

W tym roku nie powiem tego, co rokrocznie - gdybym miał ustawić TOP100 to miałbym problem. W tym roku było inaczej. Od listopada zabierałem się do tworzenia wstępnej listy. Na początku miałem ok 65-70 nazwisk i w tym gronie byli pięściarze bez pasa - chociażby Joshua Buatsi czy Lawrence Okolie. Później okrajałem to o kilka nazwisk tygodniowo. W ostatecznej rywalizacji zostało mi max 58 zawodników. Oni walczyli o 50 miejsc i tu już było trudno. Na ostatniej prostej odpadli tacy pięściarze jak Chris Eubank Jr, Lee Selby, Jorge Linares, Rey Vargas, Julian Williams, Khalid Yafai czy Kazuto Ioka. Dla ciekawostki powiem, że rok temu poza 50-tką, na miejscach "rezerwowych" znalazło się trzech pięściarzy, którzy wskoczyli do notowania teraz. Więc i dla tych wyżej wymienionych jest szansa w 2020 roku. 

Jeszcze kilka danych statystycznych - trzy największe awanse to dzieła Josha Taylora (+23), Artura Beterbieva (+21) i Demetriusa Andrade (+19). Trzy największe obsuwy to Wisaksil Wangek (-26), Gilberto Ramirez (-18) i Sergey Kovalev (-14). 
16 zawodników zanotowało awans, a 20 obniżyło swoje notowania. Jeden pozostał na swoim miejscu sprzed roku. Dwóch zawodników z rankingu nie wygrało w 2019 roku żadnej walki. Są to Wisaksil Wangek i... Mikey Garcia. Największą aktywnością wykazało się czterech pięściarzy - każdy z nich debiutuje w rankingu - Teofimo Lopez, Devin Haney, Shakur Stevenson i Emanuel Navarrete. Wszyscy stoczyli i wygrali po 4 walki. 

Kończąc rok 2019 pragnę życzyć Wam wielu emocji związanych z boksem w 2020 roku. Niech będzie to rok niesamowitych bitew, mrożących krew w żyłach walk, sensacyjnych rozstrzygnięć i wspaniałych nokautów. Trzymajcie się!

piątek, 6 grudnia 2019

Ruiz vs Joshua II czyli rewanż, na który czeka świat...

Wszystko gotowe! Arabia Saudyjska zbudowała specjalnie na to wydarzenie znakomity obiekt, żeby ugościć na nim dwóch wielkich aktorów pięściarskiego rzemiosła. Już jutrzejszego wieczoru (wieczoru, nie nocy polskiego czasu) na ring w Diriyah wejdą mistrz Świata federacji WBA, WBO i IBF Andy Ruiz Jr oraz - jakkolwiek dziwnie to zabrzmi - pretendent do tychże pasów Anthony Joshua. Będzie to naturalnie walka rewanżowa za pojedynek z czerwca, kiedy to sensacyjnie Meksykanin czterokrotnie rzucał faworyzowanego Anglika na deski w konsekwencji nokautując go w połowie siódmej rundy. Wówczas bokserski świat zatrzymał się na chwilę w miejscu, bo absolutnie nikt nie spodziewał się takiego rozwiązania. Ruiz wziął wtedy walkę z Joshuą w zastępstwie Jarrella Millera złapanego na dopingu. Jutro znów pięściarscy kibice zasiądą przed telewizorami, aby zobaczyć to wielkie widowisko. Czy historia się powtórzy? A może Brytyjczyk wróci na należne sobie miejsce?


Tak jak już wspominałem, eksperci przed czerwcową walką zapowiadali, że Andy Ruiz to łatwiejszy przeciwnik niż pierwotnie anonsowany "Big Baby" Miller. Anthony Joshua miał przejechać się po otyłym Meksykaninie jak walec po asfalcie, odhaczyć kolejne zwycięstwo i wypatrywać na horyzoncie walki o wszystko ze zwycięzcą pojedynku Wilder - Fury. Tak się jednak nie stało, a pięściarz o pseudonimie "Destroyer" sprawił psikusa wszystkim, z "AJ'em" i jego promotorem Eddie Hearnem na czele. 



Meksykanin to oczywiście klasowy pięściarz, ale nikt nie zakładał, że może wznieść się na poziom mistrzowski, gdyż w dotychczasowej karierze nie mierzył się z wybitnymi rywalami. Karierę Ruiz rozpoczął w 2009 roku, ale rozpoznawalność zyskał dopiero cztery lata później, kiedy to na dwóch następujących po sobie galach w Makau pokonał najpierw Joe Hanksa, a później Tora Hamera. Rok później spotkał się z Siarheiem Liakhovichem i nie potrafił zrobić mu krzywdy. Wówczas zaczęto wątpić w siłę Andy'ego Ruiza, ponieważ Białorusin trzy wcześniejsze walki przegrywał przed czasem z Deontayem Wilderem, Bryantem Jenningsem i Robertem Heleniusem. 



W 2016 roku "Destroyer" spotkał się ze starym Rayem Austinem, słabym Joshem Gormleyem i wracającym po dwuletniej przerwie Franklinem Lawrence'em. Tego ostatniego nie potrafił zastopować, a w ringu Ruiz wyglądał po prostu źle. Pod koniec roku dostał jednak znakomitą szansę walki o mistrzostwo Świata WBO. Tytuł był wakujący po Tysonie Furym, a Ruiz miał się spotkać w Nowej Zelandii z miejscowym bohaterem Josephem Parkerem. Andy wyjątkowo zmobilizował się na tą walkę i w ringu zaprezentował wszystko, co ma najlepszego. Ostatecznie sędziowie minimalnie opowiedzieli się za Parkerem, ale nie brakuje głosów, że to właśnie Ruiz był tamtego dnia lepszy. 



Po walce z Parkerem cały 2017 roku Ruiz stracił. Nie wyszedł do ringu ani razu i świat o nim zapomniał. Meksykanin wrócił w 2018 roku, wygrał trzy walki, m.in. z Kevinem Johnsonem i Alexandrem Dimitrenko, a zaledwie sześć tygodni po wygranej nad Rosjaninem z niemieckim paszportem wyszedł do ringu w Madison Square Garden naprzeciw obwieszonego mistrzowskimi pasami Anthony'ego Joshuy...



O "AJ'u" nie ma co za wiele mówić. Jest to jedna z największych obecnie postaci wielkiego boksu. Świetny pięściarz i jeszcze lepszy produkt marketingowy generujący kapitalne zyski i ogromną oglądalność. Anglik stoczył w ringu dotychczas 23 pojedynki, ale lista jego rywali jest dużo bardziej imponująca niż rekord Meksykanina. Pas mistrza Świata Brytyjczyk zdobył w zaledwie szesnastej zawodowej walce szybko wygrywając wówczas z Charlesem Martinem. 



Na swoim rozkładzie Joshua ma także niepokonanych wcześniej Dilliana Whyte'a, Gary'ego Cornisha czy Dominika Breazeale'a. Każdego z nich zdominował i znokautował. W 2017 roku na wypełnionym po brzegi stadionie Wembley stoczył pasjonującą walkę z dominatorem wagi ciężkiej ostatnich lat Wladimirem Kliczko. Anglik zapoznał się w tej walce po raz pierwszy w karierze z deskami, ale zdołał wstać, przetrwać kryzys i zastopować Ukraińca w przedostatniej rundzie. Eksperci mówią, że był to ostatni świetny występ Joshuy. Później również wygrywał, ale coś w jego boksie się zacięło.



Po walce na Wembley Anglik zmierzył się z Carlosem Takamem, Josephem Parkerem i Alexandrem Povetkinem. Z Kameruńczykiem nieoczekiwanie męczył się aż 10 rund, a zakończenie walki przez sędziego było bardzo przedwczesne. Z Parkerem po raz pierwszy przeboksował pełen dystans, jednak ani razu porządnie nie trafił Nowozelandczyka, a walka została uznana za stosunkowo nudną. Ostatni pojedynek podopiecznego Eddiego Hearna zaczął się źle dla Anglika. Alexander Povetkin przejął inicjatywę i zaczął od początku nieco dominować w ringu, czym zaskoczył rywala. W siódmej rundzie Joshua wygrał przez nokaut, ale wynikało to w większej mierze z braku sił Rosjanina. Później przyszła walka z Ruizem i wszyscy wiemy, jak się skończyło. Kibice i eksperci zastanawiają się, co mogło być przyczyną takiego stanu rzeczy. Wielu z nich mówi otwarcie, że Joshua się po prostu poddał, że zabrakło mu serca do walki...



Andy Ruiz Jr.

Wiek: 30
Wzrost: 188cm
Zasięg: 188cm
Waga: ok. 129kg
Rekord: 33 (22 KO) - 1 (0 KO) - 0
Rundy: 151
Debiut: 2009
Sukcesy:
WBA Super World heavyweight (2019-...)
WBO World heavyweight (2019-...)
IBF World heavyweight (2019-...)
IBO World heavyweight (2019-...)
WBO InterContinental heavyweight (2013)

Anthony Joshua

Wiek: 30
Wzrost: 198cm
Zasięg: 208cm
Waga: ok. 108kg
Rekord: 22 (21 KO) - 1 (1 KO) - 0
Rundy: 91
Debiut: 2013
Sukcesy:
WBO World heavyweight (2018-2019)
WBA Super World heavyweight (2017-2019)
IBO World heavyweight (2017-2019)
IBF World heavyweight (2016-2019)
Commonwealth (British Empire) (2015)
WBC International heavyweight (2014)

Panowie są w tym samym wieku - chyba najlepszym dla pięściarza wagi ciężkiej. Andy Ruiz jest starczy od Anthony'ego Joshuy o... miesiąc. I na tym skończyłyby się podobieństwa. Mamy rażącą dysproporcje warunków fizycznych. Anglik jest wyższy od Meksykanina o 10cm, a jego zasięg jest większy aż o 20cm. Inaczej ma się waga. W czerwcowym pojedynku "Destroyer" wniósł między liny ponad 121 kilogramów, przy 112 Brytyjczyka. Bardzo jestem ciekawy dzisiejszego ważenia, bo zwłaszcza Joshua wygląda jak swoja dużo szczuplejsza wersja. Meksykanin również zrzucił sporo brzuszka, więc mogę obstawiać, że Ruiz wniesie ok. 115kg, a Joshua 103-105kg. Jestem niesamowicie ciekawy, jak nowe rozmiary obu zawodników przełożą się na ich poczynania w ringu. [EDIT: Joshua na ważeniu zanotował 107,5kg, natomiast Andy Ruiz nieoczekiwanie ponad 128 kilogramów. Wygląda jednak na to, że była to ze strony Meksykanina zagrywka taktyczna, gdyż dochodzą informacje, że sombrero Ruiza ważyło ponad 3 kilogramy, a w kieszeniach obrońcy tytuły znajdowały się dwa telefony komórkowe] Ruiz ma bardzo szybkie ręce. Czy będzie jeszcze szybszy, nieuchwytny dla Joshuy? Anglik natomiast ma zrezygnować z brutalnej siły, a spróbować boksować technicznie wykorzując przewagę warunków. 



Walkę na saudyjskim ringu poprowadzi doświadczony Luis Pabon z Portoryko. Jest to o tyle sprawiedliwe rozwiązanie, że 53-letni arbiter nigdy nie pracował przy żadnej walce obydwu pięściarzy. Na stołkach zasiądą tym razem Glenn Feldmann, Steve Gray i Benoit Roussel. Jest to towarzystwo międzynarodowe. Zdecydowanie najbardziej doświadczony jest Amerykanin Feldmann, który punktuje walki od 1992 roku. Ruiz i Joshua mieli wówczas po trzy lata. Steve Gray jest rodakiem "AJ'a", a jego kariera sędziowska trwa od 14 lat, natomiast uniwersalny w tym gronie ma być Roussel - Kanadyjczyk pracujący w zawodzie od 15 lat. Zacznijmy od Anglika Graya. To osoba, która doskonale zna Anthony'ego Joshue. Sędzia ten pięciokrotnie pracował jako ringowy w walkach rodaka, jednak nie było mu dane zbyt długo przyglądać się jego umiejętnościom. Matt Legg, Matt Skelton, Konstantin Airich i Eric Molina wytrzymali wspólnie z Joshuą dziewięć rund. Nieco mniej, bo aż siedem przeboksował Sasha Povetkin. Raz zdarzyło się Grayowi być punktowym w walce rodaka. W jedynym pojedynku rozstrzygniętym na punkty, z Josephem Parkerem arbiter uznał, że Joshua wygrał 10 z 12 rund. Amerykanin Glenn Feldmann był natomiast sędzią punktowym w walce Joshuy z Erikiem Moliną, jednak pojedynek skończył się po trzech rundach. Benoit Roussel nie pracował przy walkach Joshuy.
Prosta sprawa jest po stronie panującego mistrza. Zarówno wspomniany wcześniej Luis Pabon, jak i wszyscy trzej sędziowie punktowi nie mieli styczności z walkami Ruiza Juniora nigdy wcześniej. Wygląda na to, że sędziowską przewagę może mieć Joshua, ale Andy Ruiz z pewnością nastawia się na powtórkę z rozrywki, kiedy to sędziowie punktowi nie byli do niczego potrzebni.



Na koniec tradycyjnie podsumowanie i analiza jak może potoczyć się pojedynek. Na wstępie dodam, że czerwcowa walka była debiutem Anthony'ego Joshuy na amerykańskim ringu. Analitycy twierdzą, że Anglik nie czuł się w ringu swobodnie nie mając za sobą całej rzeszy angielskich kibiców. Była to dla niego nowość, a wiemy, że takie aspekty potrafią zmienić nastawienie psychiczne. Podobna sytuacja miała miejsce w walce Krzysztofa Głowackiego z Marco Huckiem. Niemiec był nie do ruszenia dla swojej ziemi, a debiut w USA skończył się sensacyjną porażką na rzecz Polaka. Jak przebiegnie rewanż Joshuy i Ruiza? Teraz już panowie się znają, poznali swoją siłę i możliwości. Pewniejszy siebie będzie na pewno Ruiz, bo to on okazał się silniejszy w pierwszej walce. "AJ" ma boksować inaczej, ale czy będzie umiał powstrzymać się od bitki? Zagadką będzie też jaką siłą i odpornością będzie dysponował "mniejszy" Anglik. Osobiście nie zdziwię się, jeśli Meksykanin ruszy mocno od początku na Joshuę. Jego kondycja pomimo sporych rozmiarów brzuszka jest bardzo przyzwoita i spuchnąć nie powinien. Jeśli ruszy i trafi, walka może zakończyć się bardzo szybko. Wszak, Arabia Saudyjska to w dalszym ciągu daleko od domu Joshuy. Może psychicznie tego nie znieść. Innym scenariuszem będzie dużo spokojniejsza walka - wówczas większe szanse na Anglik, który powinien trzymać rywala na dystans wykorzystując dużo większy zasięg ramion. Sytuację w ringu może zmienić jeden silny cios, który otworzy jednemu bądź drugiemu furtkę do wygranej przed czasem. Dla mnie faworytem - głównie ze względu na psychikę - jest Ruiz i już teraz zastanawiam się, co dalej z karierą Anglika w przypadku drugiej z rzędu porażki...






niedziela, 1 grudnia 2019

"Planowane wygrane" w Zakopanem - podsumowanie gali...

Za Nami cykliczna gala Andrzeja Wasilewskiego w kompleksie Nosalowy Dwór w Zakopanem. Tym razem w walce wieczoru pokazał się publiczności 38-letni Krzysztof "Diablo" Włodarczyk, a ponadto kibice zobaczyli kilka wschodzących talentów tj. Przemek Zyśk, Mateusz Tryc czy Kamil Bednarek, a po raz czwarty w tym roku do ringu wszedł także Fiodor Cherkashyn. Galę można uznać za stosunkowo udaną - jak zwykle w wydarzeniach grupy Knockout Promotions zawodniczy przyjezdni odjechali z Polski z kolejną porażką, ale i pewną kwotą pieniędzy na koncie. I wszyscy zadowoleni. Publiczność zgromadzona przy okrągłych stolikach w Nosalowym Dworze mieli przyjemność obejrzeć siedem pojedynków.


Zaczął Denys Krotyuk - Ukrainiec, który podobnie jak Fiodor Cherkashyn przyjechał robić karierę do naszego kraju. Chłopak zadebiutował w Sosnowcu miesiąc temu, a wczoraj w Zakopanem stoczył swój drugi zawodowy pojedynek. Na chwilę obecną są to walki czterorundowe. W Sosnowcu pokazał się tylko przez niecałe dwie minuty, ale wczoraj kibice mogli obejrzeć go nieco dłużej. Krotyuk wygrał po decyzji sędziów z Damianem Drabikiem. Wygląda na to, że Ukrainiec będzie bardzo aktywny na początku kariery, a Andrzej Wasilewski widzi w nim potencjał na miarę wspomnianego Cherkashyna. Oby tak było, jednak na obecną chwilę ciężko wypowiadać się o umiejętnościach Denysa.

Podobnie sytuacja ma się w przypadku Kamila Bednarka. Ponoć to spory talent i mocno stąpający po ziemi chłopak, wiedzący do czego dąży i wiedzący jak ten plan zrealizować. I dokładnie tak samo prowadzony jak Krotyuk, stoczył pierwszą walkę w Sosnowcu wygrywając z minutę, a wczoraj zaliczył pojedynek na pełnym dystansie czterech rund punktując twardego Serhii Zhuka. W przyszłym roku obaj pięściarze stoczą najprawdopodobniej 4-5 pojedynków. 

Następny do ringu wszedł Damian Kiwior. Zawodnik bardzo ciężki do rozgryzienia. Niby talent, a jednak nie pokazujący potencjału między linami. W zeszłym roku potrafił ulec w Wielkiej Brytanii zawodnikowi z 61 porażkami na koncie, a wczoraj musiał pomęczyć się z dobrze znanym polskiej publiczności Ivanem Njegacem, który w naszym kraju przegrał już trzykrotnie. Kolejny odgrzewany kilkukrotnie kotlet, który wręcz nie ma prawa sprawić niespodzianki i przegrałby nawet, gdyby był lepszy w ringu (jak to było chociażby w walce z Kamilem Młodzińskim). 

Podobny kotlet został dostarczony dla Przemysława Zyśka. Tym razem to Denis Krieger, który w Częstochowie był rywalem na odbudowanie dla Patryka Szymańskiego. Tym razem wyszedł do ringu z Zyśkiem. Krieger to zawodnik, który przegrał 9 z 11 ostatnich walk. Myślicie, że został on sprowadzony, żeby napsuć krwi lokalnemu faworytowi? No jasne, że nie. Przyjechał, żeby dostarczyć kolejną wygraną w długotrwałym procesie budowania znakomitego rekordu (patrz: Damian Jonak, Paweł Kołodziej itd.). Ogólnie chciałem powiedzieć, że Przemek Zyśk w moich oczach nie rozwija się tak, jak powinien i jak oczekiwałby tego pewnie A.Wasilewski. Wczoraj jednak zaskoczył, trafił i robotę dokończył bardzo szybko. Na uwagę zasługuje fakt, że młody Polak jest pierwszym, który zdołał zastopować Kriegera. Zyśk ma już 11 wygranych i poprzeczka powinna iść w górę, ale nie idzie. Ciekawy jestem kolejnych jego walk i rywali...


Walka Mateusza Tryca z Skakeelem Phinem była tą, na którą czekałem najbardziej z jednego względu. Kanadyjczyk to pięściarz, który totalnie nie pasuje do gal KP. Mieszka i trenuje w Ameryce, ma całkiem fajny rekord i umiejętności, jest pierwszy raz w Europie. Właśnie takich zawodników powinno się ściągać dla młodych prospektów pokroju Tryca. Mateusz walkę wygrał, pokazał się z dobrej strony, ale błędów się nie ustrzegł. Musiał się namęczyć i wygraną wypracować, Phinn nic mu nie dał na tacy. Tryc zdał poważny test, ma w rekordzie ciekawe nazwisko i z optymizmem można patrzeć na jego dalsze poczynania. Wygląda na zawodnika ukształtowanego, w którego warto inwestować (w przeciwieństwie np. do D.Kiwiora). Osobiście jestem ciekawy, czy Kanadyjczyk o pseudonimie "The Jamaican Juggernaut" pojawi się jeszcze w Polsce...


Na walkę Fiodora Cherkashyna również czekałem. Jego rywal ze Szwecji Mathias Eklund to nikt wybitny i tutaj szybki nokaut był bardziej niż pewny, ale boks Ukraińca ogląda się świetnie, gdyż każdą walkę potrafi zakończyć w inny, spektakularny sposób. Tym razem po kilkunastu sekundach miał już rywala na deskach, a ostatecznie skończył walkę w trzeciej rundzie. Fiodor mierzy w pas mistrza Europy, więc poziom rywali musi się jeszcze podnieść. Jeśli w 2020 roku zachowa podobną aktywność, niewykluczone, że pod koniec roku dostanie ciekawą propozycje i zaistnieje w rankingach. 


38-letni Krzysztof Włodarczyk jest blisko ostatniej szansy mistrzowskiej w swojej karierze. Już przed wczorajszą walką z Taylorem Mabiką padła decyzja, że jeśli Polak pokona Gabończyka, będzie wyznaczony do walki o pas WBC z Ilungą Makabu. Pas WBC to ten wymarzony dla "Diablo", ten który nosił na biodrach w latach 2010-2014. Krzysiek w ostatnich pojedynkach nie prezentował się z dobrej strony. Walka z Alem Sandsem była krótka, ale mało efektowna, natomiast pojedynek z Alexandru Jurem zdecydowanie za długi. Wczorajsza walka z Mabiką również trwała pełne 10 rund, ale przyznam szczerze, że połowy nie pamiętam, bo przymykało mi się oko. Wniosek jest krótki: Włodarczyk przestał porywać publiczność, przestał używać lewej, dewastującej ręki, jego walki są wymęczone. Nie da się ukryć, że kariera "Diabła" zbliża się ku końcowi, ale w takiej formie, jaką obecnie prezentuje Krzysiek, walka z Makabu może być bolesnym kubłem zimnej wody. Kongijczyk dysponuje bardzo silnym uderzeniem i walka może zakończyć się podobnie jak ta z Muratem Gassievem. Wierze jednak w Włodarczyka, że przypomni sobie siebie z najlepszych lat, a ten wymarzony zielony pas w stawce walki go uskrzydli...


Za podsumowanie może służyć wniosek, który wypowiedziałem już na początku tekstu. Na galach Andrzeja Wasilewskiego próżno spodziewać się walk zaciętych i ewentualnych wygranych pięściarzy z zagranicy. Tym bardziej wyjątkowym ruchem było sprowadzenie pięściarza pokroju Shakeela Phinna. Szkoda tylko, że znowu dla naszych niepokonanych prospektów powtarzają się te same, rozbite już nazwiska jak Njegac czy Krieger. Jest tylu innych nazwisk - nie idźmy tą drogą...

środa, 27 listopada 2019

"Noc skończonych karier" w Radomiu - podsumowanie gali...

Wiecie czym różnią się gale promowane przez Mateusza Borka od tych Andrzeja Wasilewskiego? Na gali MB Promotions zawodnicy przyjezdni są w stanie wygrać walkę. Niby dowcip, a jednak jest w nim sporo prawdy. Żeby nie było niedomówień - podobają mi się gale Mateusza Borka z kilku powodów, między innymi właśnie dlatego, że sprowadza się na polskie ringi takich zawodników, którzy mają realną szansę na wygranie swojej walki. Na galach Knockout Promotions na palcach jednej ręki można wymienić pięściarzy zagranicznych, którzy przyjechali i wygrali z naszym lokalnym bohaterem. Na gali w Radomiu mieliśmy kilka ciekawych walk i - co za tym idzie - kilka ciekawych rozstrzygnięć. Niestety (a może i stety) także kilka skończonych karier...


Na hali MOSiRu mogliśmy obejrzeć siedem pojedynków. Zaczęło się od polsko-polskiej bitki Kamila Młodzińskiego z Jakubem Dobrzyńskim. Taka walka kogutów, ale jeden kogut był nieco lepiej dysponowany od drugiego. Młodziński zaboksował na swoim poziomie. Nie jest to jakiś wyższy level, ale przyzwoity i to spokojnie wystarczyło na sobotniego rywala. Co mogę powiedzieć o Kubie Dobrzyńskim? Niestety nic pozytywnego. Mam nieodparte wrażenie, że nie jest to facet stworzony do boksu, bo... boks go boli. W sensie dosłownym - Dobrzyński wygląda, jakby ciosy wyprowadzane przez przeciwników przyjmował z ogromnym bólem i jakby tylko mógł, wyjąłby ochraniacz i krzyknął głośno "Ała, nie w szczepionkę". Nie ma co tu wróżyć jakiejkolwiek kariery. W sumie nic nie można tu wróżyć...


Kamil Gardzielik zdał kolejny test. I był to dobry test, bo z rywalem z nieskazitelnym rekordem, a z takimi jak wiadomo walczy się ciężko. Mikalai Kuzmitski to niestety tylko jednak rekord, za którym stoją same ogóreczki. Ponad połowa jego rywali nigdy nie wyszła zwycięsko z żadnej zawodowej walki - to o czymś świadczy. Gardzielik z łatwością wypunktował rywala, górował nad nim w każdym bokserskim rzemiośle i w sumie na tym można by było zakończyć temat. Od siebie dodam, że szkoda, iż Kamil nie dysponuje jakimś mocniejszym ciosem, albo chociaż przyspieszeniem. Takich przeciwników powinno się odprawiać przed czasem.


No i na ring powrócił Krzysztof Zimnoch. Wychudzony, odwodniony, mizernie wyglądający i... mizernie walczący. Powrót po pieniążki nieudany. Dużo zbędnego gadania, w większości paplaniny bez sensu, a między linami syf. Niejaki Krzysztof Twardowski wylosował los na loterii, że to jemu przyszło się wylansować na Zimnochu. Już przed walką wspominałem, że forma Zimnocha będzie tragiczna, że źle wygląda, jakby parę dni wcześniej wstał z wózka inwalidzkiego. Zero mięśnia na ciele i zero boksu. Ostatecznie w drugiej rundzie było po wszystkim. Tej kariery nie ma już co ciągnąć, ale co zrobić, jak człowiek nie umie za wiele poza boksowaniem, a pieniędzy brakuje? Tak można doprowadzić do tragedii...


Sęk kontra Ślusarczyk to klasyczne zestawienie "na zakładkę" czyli młody wilk promuje się na starym lisie. W tym przypadku Darek Sęk pokazał, że lis jest może nie taki stary, ale już mocno wyczerpany. Jeszcze nie tak dawno prezentujący bardzo dobrą formę pięściarz z Tarnowa w obecnej chwili rozmienia się na drobne. Trochę dziwna sprawa, bo regres nadszedł zaskakująco szybko. Jeszcze nie tak dawno Sęk stoczył bardzo dobrą walkę z Markiem Matyją, a w zeszłym roku mocno stawiał się silnemu jak tur Anthony'emu Yarde w Anglii. Wygląda na to, że Dariusza Sęka zniszczył "Arab" Parzęczewski, a Sebastian Ślusarczyk napoczętego rywala tylko dokończył. 33-latek jest jednak inteligentnym facetem i sam powiedział, że szkoda się ścierać, skoro w każdej walce leży się na deskach. Coś w tym jest - ta kariera jest bliska końca. Niewiele można natomiast powiedzieć jeszcze o Ślusarczyku - dość dobrze się rozwija, ale ma jeszcze sporo do nauczenia. 


Kamil Łaszczyk - nie ukrywam, że na walkę tego chłopaka czekałem najbardziej z kilku powodów. Raz, że facet z mojego miasta. Dwa - skromny, fajny chłopak. Trzy - mocno szkoda mi tej kariery i niewykorzystanego potencjału. W sobotę wreszcie do Łaszczyka przyjechał konkretny rywal. Pierwszy od przynajmniej 4-5 lat zawodnik, na tle którego można było pokazać swój boks. I Kamil pokazał się ze świetnej strony, co mnie osobiście bardzo cieszy. Słabo co prawda wszedł w pojedynek, ale kiedy złapał rytm, obskakiwał rywala w dziecinny sposób. Świetna praca na nogach, znakomite kombinacje, podbródki, wątróbki itd. Wchodziło wszystko, co wylatywało. Mam wrażenie, że Łaszczyk lepiej prezentuje się w walkach na dłuższym dystansie i mam nadzieje, że szybko na takie wróci, a i poziom rywali będzie rósł. Liczę, że Mateusz Borek wyciągnie jeszcze z tego chłopaka to, co ma najlepszego. 


Przedostatnia walka i zarazem jedyna w wadze ciężkiej potrwała 7 rund. Wówczas Shawndell Terell Winters zastopował Sergeya Verveykę. Wybaczcie moje oburzenie, ale totalnie nie rozumiem promowania kogoś takiego jak Verveyko. No żal patrzeć na to, co wyprawia ten wielki gabarytowo facet. Chociaż w sumie to nic nie wyprawia. Między linami gorzej niż Zimnoch, a to już coś znaczy. Zero pomysłu, zero techniki, zero strategii, zero umiejętności, zero odporności, zero nóg, zero rąk, zero głowy. Powiem krótko - dla mnie Verveyko to okrągłe zero. Nie jest Polakiem, jest okrutnie słabym pięściarzem. Gdzie jest logika inwestowania w takiego zawodnika? Najbardziej znany z faktu, iż to do niego wyszedł legendarny Laszlo Fekete. No ludzie, na litość boską! Amerykanin Winters to do niedawna cruiser, a Verveykę obijał z każdej możliwej strony i tylko czekał, aż zawali się na mało stabilna wieża. Sędzia się zlitował nad Ukraińcem i nad nami wszystkimi. Tragedia.


No i na koniec Patryk Szymański. Nawrócony. Powrócony. Z emerytury. 26-latek. Wierzyłem w potencjał tego chłopaka. Pamiętam jak zaczynał w USA wspólnie z Michałem Chudeckim i od początku mówiłem, że to on jest większym talentem. On zrobi karierę. Niestety, do pewnego momentu wszystko szło w dobrym kierunku, ale w pewnej chwili wszystko pękło. Okazało się, że na pewnym poziomie Patryk jest za kruchy. Tu się pojawia analogia z Jakubem Dobrzyńskim - Szymański również jest mało odporny na bokserski ból, ból ciosów. I Ukrainiec Velikovski uwydatnił po raz kolejny te wady u Szymańskiego, pomimo iż nie jest nikim szczególnym, wywarł mocną presję zadawania ciosów i stłamsił Patryka. Szczerze? Nie spodziewałem się. Myślałem, że tą przeszkodę Patryk przejdzie. Nie przeszedł. Po walce nie chciał po raz kolejny kończyć kariery, ale przez głowę na pewno przelatują mu takie myśli. Sam promotor gali podsumował to tak, jakby już sam nie wierzył w powrót Patryka do boksu. Duża szkoda. 26 lat i koniec?...


Podsumowując - gala ogólnie na plus. Skumulowało się kilka weryfikacji. Dowiedzieliśmy się, że do tego sportu nie nadają się Dobrzyński i Szymański. Z boksem powinni skończyć Zimnoch i niestety Darek Sęk, chociaż ten drugi jeszcze mógłby spróbować ograć kilku rywali. Tak jak napisałem wcześniej, kompletnie nie rozumiem promowanie pięściarzy pokroju Sergeya Verveyki. Całkowite przeciwieństwo Fiodora Cherkashyna. Najwięksi wygrani? W sumie trzech - Kamil Łaszczyk, Sebastian Ślusarczyk i Andrii Velikovski. Ukrainiec ma fajny skalp, kolejna wygrana walka wyjazdowa. Warto mu się przyglądać. Duże brawa dla Mateusza Borka, bo - jak pamiętamy - na tej gali mieliśmy oglądać jeszcze Roberta Parzęczewskiego i Damiana Jonaka. Czekamy na kolejną galę pod szyldem MB.

wtorek, 12 listopada 2019

Szpilka wraca do cruiser. Będzie mistrzem? Sprawdzamy historię...

Artur Szpilka po swojej ostatniej walce na gali w Sosnowcu zapowiedział, że szybka wygrana nad Włochem Fabio Tuiachem była jego ostatnim występem w królewskiej kategorii. Teraz chciałby skupić się na zbiciu wagi do kategorii cruiser i tam poszukać swojej szansy na tytuł mistrza Świata. Wszelkie portale podchwyciły temat i wypowiedziały się już w tej kwestii. Ja chciałbym podejść do tematu z nieco innej strony...


Nie ma co ukrywać, że Szpilka to nie był prawdziwy ciężki. W tym limicie brakowało mu i warunków fizycznych i siły ciosu. Oczywiście nie był przysłowiowym "ogórkiem", swoje udało mu się wygrać i w niektórych pojedynkach potrafił pokazać się z niezłej strony. Jego kariera zdecydowanie jednak nie miała wyglądać tak, jak wyglądała. "Szpila" zaczynał właśnie w dywizji junior ciężkiej, jednak przymusowy pobyt w więzieniu sprawił, iż zawodnik wówczas trenera Fiodora Łapina przybrał aż... 34 kilogramy. Naturalnym więc było, iż karierę zawodową będzie kontynuował w wadze ciężkiej. Do pierwszej walki z Ramizem Hadziaganoviciem wyszedł ważąc ponad 110 kilogramów. 


W całej swojej karierze w wadze ciężkiej najmniej (101kg) ważył podczas walki z Bryantem Jenningsem. Tylko kilogram więcej wniósł na wagę przed ostatnią walką z Fabio Tuiachem. Przypomnę, że limit kategorii cruiser to 90,7kg, a Artur nie ukrywał faktu, że miał skłonności do przybierania między walkami nawet kilkunastu kilogramów. W tym momencie nie dość, że nie może pozwolić sobie na rozprężenie, to dodatkowo musi dalej zbijać. Czeka go wręcz katorżnicza praca połączona z masą wyrzeczeń. Ale - jak mówi sam zainteresowany - wszystko się zmienia, kiedy jest jasno nakreślony cel. A celem "Szpili" jest pas mistrza Świata w nowym limicie. 

Czy takim mistrzem będzie? Tego nikt nie może być pewny. Oprócz samego Artura, który zapowiada, że wystarczy mu stoczyć dwa pojedynki, żeby dostać walkę o tytuł. Sytuacja z pasami w cruiser jest w obecnej chwili bardzo ciekawa i otwarta. Niby czeka nas finał turnieju WBSS, w stawce którego znajduje się połowa pasów, ale szansę na tytuły nieoczekiwanie ma dwóch innych Polaków - Krzysztof Głowacki (WBO) i Krzysztof Włodarczyk (WBC). Nie jest tajemnicą, że wymarzonym pojedynkiem byłoby dla Szpilki starcie z "Diablo", a jeszcze gdyby w stawce był zielony pas, sytuacja zrobiłaby się niemal idealna. Innym celem dla "Szpili" jest Mairis Briedis. Czy odchudzony Szpilka miałby szanse w starciu z Łotyszem? Osobiście nie wydaje mi się, żeby dwie walki (zwłaszcza, iż pierwszy pojedynek na pewno nie będzie z nikim poważnym) wystarczyły Polakowi do ukształtowania swojej pozycji w nowym limicie. 


Nie ma co ukrywać, że kierunek, który obrał Artur Szpilka nie jest zbyt popularny. Zazwyczaj to z wagi cruiser zawodnicy wędrują do ciężkiej podążając za większą sławą i zdecydowanie większymi pieniędzmi. Tak niegdyś zrobili chociażby Tomasz Adamek czy David Haye, a niedawno przecież zunifikowany mistrz wagi cruiser Oleksandr Usyk. Kto wędrował w drugą stronę? Tych przypadków w historii było zdecydowanie mniej. Po epizodach w kategorii ciężkiej do cruiser zeszli chociażby Brytyjczyk Johnny Nelson czy Francuz Jean-Marc Mormeck. Podobna historia dotyczy doskonale znanego w Polsce Steve'a Cunninghama czy Juana Carlosa Gomeza. Bardziej współcześnie na podobny ruch zdecydowali się Mike Perez i Tony Bellew. Warto dodać, że wszyscy wymienieni pięściarze w królewskiej kategorii zawalczyli dosłownie kilka razy. Szpilka w królewskim limicie wychodził do ringu aż 22 razy. Historia jednak nie przemawia za sukcesem. Mormeck, Cunningham, Gomez czy Bellew wracali do wagi cruiser, przegrywali i kończyli kariery. 

Wygląda więc na to, że silne ciosy otrzymywane w wadze ciężkiej nie są bez znaczenia. Szpilka wyobraża sobie, że przechodząc do kategorii cruiser będzie silniejszy od innych. Być może, ale będzie też zdecydowanie bardziej naruszony. W swojej karierze kilkukrotnie lądował na deskach po silnych ciosach, a Deontay Wilder czy Dereck Chisora zasiali w głowie Artura prawdziwe spustoszenie. Polak na pewno nie bierze sobie tego do siebie, ale w mojej ocenie taki Mairis Briedis, Yunier Dorticos czy Ilunga Makabu czyli silnie bijący cruiserzy również będą w stanie go zastopować. Oczywiście sprawa jest otwarta, a karta czysta, zdarzyć może się wszystko. Artur ma cel i będzie do niego dążył. Ważne, żeby nie odezwały się dawne demony, a jak wiemy w przypadku Artura Szpilki granica między pewnością siebie, a arogancją jest bardzo niewielka...


poniedziałek, 4 listopada 2019

Kto następny dla "Canelo"? Mamy kilka propozycji...

W miniony weekend Meksykanin Saul "Canelo" Alvarez dokonał wielkiej rzeczy zdobywając tytuł mistrzowski w czwartej kategorii wagowej. Tym razem zaryzykował bardzo dużo, poszedł z wagą sporo w górę i zaatakował Sergeya Kovaleva czyli rosyjskiego "Krushera". Saul był co prawda faworytem starcia z 7 lat starszym przeciwnikiem, ale były spore obawy, że mniejszy "Canelo" może nie wytrzymać ciosów zawodnika kategorii półciężkiej. Nic z tych rzeczy! Meksykanin świetnie rozgrywał partię szachów z Kovalevem, a w przedostatniej rundzie sam go zastopował w znakomitym stylu. Klasyczny, czysty nokaut na Rosjaninie odbił się szerokim echem w świecie boksu. Portale zastanawiają się, czy Saul Alvarez już teraz jest liderem rankingu P4P bez podziału na kategorie wagowe i - a może przede wszystkim - z kim stoczy następny pojedynek. Zważywszy na to, że Meksykanin w ostatnim czasie mocno lawiruje między limitami wagowymi i sam do końca nie wie, w jakiej kategorii stoczy kolejną walkę. Mamy dla niego kilka propozycji...


1) Każdy kibic dobrego boksu zobaczyłby na pewno walkę Saula Alvareza z Demetriusem Andrade. Amerykanin to geniusz techniki, który dodatkowo jest w ringu niesamowicie trudny do trafienia. Jego niekonwencjonalny styl z pewnością sprawiłby problemu Alvarezowi, a ich walka powinna być pasjonująca dla oka. Problemem jest limit, gdyż "Canelo" stwierdził sam, że do wagi średniej będzie mu już zejść niezwykle ciężko. 


2) Dwie walki Meksykanina z Gennady Golovkinem to były bokserskie uczty. Oba pojedynki były bardzo wyrównane i w obu zarówno Meksykanin, jak i Kazach mieli swoje momenty. Ich walki można porównać do bokserskich szachów. Pierwsze starcie zakończyło się remisem, drugie oficjalnie wygrał "Canelo", ale do tej pory eksperci są podzieleni - niektórzy wręcz twierdzą, że w obu walkach lepszy był "GGG". Ich trzeci pojedynek to majstersztyk marketingowy, który na pewno świetnie się sprzeda. Walka odbyłaby się w kategorii super średniej, w której niedawno zadebiutował Kazach.


3) Świetnym ruchem dla dalszej kariery "Canelo" byłaby wreszcie walka w Wielkiej Brytanii. A jeśli Anglia to Billy Joe Saunders. Niepokonany "Superb" jest posiadaczem pasa WBO w kategorii super średniej i na pewno byłby łakomym kąskiem dla Meksykanina. Saunders posiada swoich wiernych kibiców w Wielkiej Brytanii, a jego walka z Alvarezem stanowiłaby w końcu dla niego wyzwanie. Wreszcie dowiedzielibyśmy się także, ile warte jest gadanie Anglika...


4) Inną opcją angielską jest z pewnością Callum Smith. Mistrz Świata WBA i WBC Diamond stanowiłby dla "Canelo" jeszcze większe wyzwanie niż Billy Joe Saunders głównie ze względu na warunki fizyczne. "Mundo" jest wyższy od Meksykanina o... 18cm. Różnica zasięgu rąk jest jeszcze większa, a w połączeniu z umiejętnościami Anglika mogłaby to być dla Alvareza przeszkoda nie do przejścia. Smith to najlepszy pięściarz kategorii super średniej...


5) Pokonanie Sergeya Kovaleva to wielka sprawa, jednak sceptycy powiedzą, że "Krusher" to najstarszy i najsłabszy z rosyjskich półciężkich mistrzów. Raczej tak nie jest, ale przydałoby się to jakoś udowodnić, a czy można to lepiej udowodnić niż wygrać z kolejnym z mistrzów? Idealnym rozwiązaniem byłby pojedynek z Dmitry Bivolem, gdyż najbardziej odpowiada warunkami fizycznymi Meksykaninowi. Ta walka byłaby jak najbardziej do wygrania.


6) Ostatnia propozycja jest nieco abstrakcyjna oraz oczywiście najmniej realna, ale możemy trochę pofantazjować. Saul Alvarez po pokonaniu "Krushera" posiada pas WBO wagi półciężkiej, a sam zainteresowany, jak i jego trener nie ukrywają, że "Canelo" może pójść nawet do wagi cruiser, jeśli w grę wchodziłby pas. Obecnie najbliżej pasa WBO w wadze cruiser jest... Krzysztof Głowacki, który najprawdopodobniej zaboksuje niedługo o wakat, jeśli na rewanż z Polakiem nie zdecyduje się Mairis Briedis. Jak mogłaby wyglądać walka "Główki" z "Canelo"? To zostawimy już Waszej ocenie. Ja przypomnę tylko jak wyglądała walka Andrzeja Fonfary z Julio Cesarem Chavezem Juniorem...


piątek, 1 listopada 2019

Kovalev vs Alvarez czyli pojedynek o miano legendy...

Nie na co tu kryć - przed nami weekend z jedną z najbardziej wyczekiwanych walk 2019 roku. I zarazem najbardziej ekscytujących. I dziwnych. Już mówię dlaczego..
Z jednej strony to piękny ruch ze strony obozu Meksykanina. No bo skok do wyższej kategorii, po kolejny pas i jeszcze większe dziedzictwo. Dodatkowo - jak wydawać by się mogło - do podstarzałego już Rosjanina z bardzo mocnym nazwiskiem. Czyli same plusy - teoretycznie małe ryzyko z wielką korzyścią. Z każdym jednak dniem bliżej walki dochodzę do wniosku, że to może być dla "Canelo" klasyczny strzał w kolano. No bo Kovalev to jednak w dalszym ciągu gruba ryba w tym sporcie i pomimo faktu, iż Alvarez to wielki mistrz i jedna z aktywnych legend tego sportu, to jednak porażka w tej walce może go wiele kosztować. Meksykanin zbudował swoją pozycję na tym, iż walczy efektownie i nie przegrywa. Jedyną porażkę zadał mu Floyd Mayweather, a to przecież nie ujma. Można rzec, że nie wliczając giganta, jest niepokonany. Przegrana splami jego rekord niby tylko jedną cyfrą, ale jednak czymś dużo większym. A "Krusher" potrafi zranić i robotę wykończyć. Niby nie powinno mu się to udać w walce z szybkim Alvarezem, ale jednak...


55 pojedynków zawodowych, jedna porażka. Ten bilans mówi wiele o Saulu Alvarezie. "Canelo" to bezsprzecznie jedna z największych gwiazd świata boksu obecnie, do tego świetny biznesmen. Niektóre portale klasyfikują jego nazwisko na samym szczycie rankingu P4P bez podziału na kategorie wagowe. Karierę rozpoczął w wieku 15 lat, dziś ma dwa razy więcej. Pół życia walczy zawodowo - to o czymś świadczy. Jest to również doskonały produkt marketingowy i jego przegrana nie wyjdzie na dobre całemu światu szermierki na pięści. Bo były już przecież walki z Erislandy Larą, Miguelem Cotto, dwa pojedynki z Gennady Golovkinem i na dobrą sprawę nie byłoby trzęsienia ziemi, gdyby rudowłosy chłopak miał w rekordzie nie jedną, a pięć przegranych. Ale nie ma. I to sprawia, że jest gigantem swoich czasów. 


Sergey Kovalev to również kapitalny pięściarz ze świetną karierą. 38 walk, 3 porażki. Ten rekord wygląda już zgoła inaczej, ale to również inny limit wagowy i inni przeciwnicy. Świat usłyszał o nim w bardzo nieprzyjemnych okolicznościach w 2011 roku, kiedy to po walce z nim zmarł Roman Simakov. Później poszło już szybko - w 2013 roku na terenie Wielkiej Brytanii sięgnął po pas mistrza Świata federacji WBO i bronił go przez trzy lata po drodze dokładając także tytuły WBA i IBF. Zatrzymał się dopiero na genialnym Andre Wardzie, chociaż wynik ich pierwszego pojedynku mógł być kontrowersyjny. Od walk z Amerykaninem nie było już tak różowo. Niby się odbudował, ale znowu przegrał z Eleiderem Alvarezem. Teraz znów odzyskał pas, pokonał silnego Anthony'ego Yarde i staje do walki z "Canelo". Wygrana wywinduje go na apogeum popularności. Porażka może skłonić do zakończenia kariery. 


Saul Alvarez

Wiek: 29 
Wzrost: 173cm
Zasięg: 179cm
Waga: ok. 75kg
Rekord: 52 (35 KO) - 1 - 2
Rundy: 391
Debiut: 2005
Sukcesy:
IBF World middleweight (2019)
WBA World middleweight (2019)
WBA World super middleweight (2018)
WBO World super welterweight (2016)
WBC World middleweight (2015-2016, 2019)
WBA World super welterweight (2013)
WBC World super welterweight (2011-2013)
WBC Youth World welterweight (2009)

Sergey Kovalev

Wiek: 36
Wzrost: 183cm
Zasięg: 184cm
Waga: ok. 79kg
Rekord: 34 (29 KO) - 3 (2 KO) - 1
Rundy: 173
Debiut: 2009
Sukcesy:
WBC Diamond light heavyweight (2015)
IBF World light heavyweight (2014-2016)
WBA World light heavyweight (2014-2016)
WBO World light heavyweight (2013-2016, 2017-2018, 2019-...)

Świetne są zestawienia dwóch pięściarzy z różnych kategorii wagowych. Bo na pierwszy rzut oka widać, że "Canelo" jest sporo mniejszy od Kovaleva. Będzie miał mniejszy zasięg rąk, mniejsza powinna być również siła ciosu o czym świadczy chociażby procent wygranych przed czasem. "Krusher" jest od swojego meksykańskiego rywala 7 lat starszy, ale nieporównywalnie większe doświadczenie ma jednak Alvarez. On zadebiutował w wieku 15 lat, w 2005 roku. Rosjanin cztery lata później, mając aż 26 lat. "Canelo" spędził w zawodowym ringu dużo więcej czasu. Stoczył niemal 400 rund, przy 173 Kovaleva. Meksykanin natomiast dużo lawirował w limitach wagowych, podczas gdy Sergey od początku walczy w dywizji półciężkiej. Szybkość powinna być po stronie Alvareza, siła po stronie Kovaleva. Doświadczenie po stronie Alvareza, ale walka odbędzie się w kategorii Kovaleva. To musi być pasjonująca walka.


Trzecią osobą w ringu będzie doświadczony Russell Mora pracujący na stanowisku sędziego ringowego od 22 lat. W swojej karierze raz pracował przy pojedynku "Canelo" Alvareza, ale było to dekadę temu. Na ringu w meksykańskim Cancun 19-letni wówczas Saul pokonał przez nokaut w dziewiątej rundzie niejakiego Jefersona Goncalo. Mora nigdy nie miał styczności z Sergeyem Kovalevem. Arbitrami na stołkach będą Pani Julie Lederman oraz Panowie Dave Moretti i Don Trella. Zwłaszcza sędzia Moretti doskonale zna poczynania ringowe Saula Alvareza. Punktował jego walki aż ośmiokrotnie w ostatnich 12 występach "Canelo". Pierwszy raz w przegranej walce z Floydem Mayweatherem wypunktował 112-116. Późniejsze jego karty to 89-82 z Alfredo Angulo, 115-113 z Erislandy Larą, 119-109 z Miguelem Cotto, 120-108 z Julio Cesarem Chavezem, 113-115 w pierwszej potyczce z Gennady Golovkinem, 115-113 w ich rewanżu oraz 115-113 z Danielem Jacobsem. Kilka z tych werdyktów jest mocno podejrzanych. Sędzia Moretti tylko raz widział z bliska walkę Kovaleva. Walkę przegraną przed czasem z Andre Wardem (na karcie Morettiego 66-67 na korzyść S.O.G.).
Sędzia Don Trella wypunktował remis 114-114 w pierwszym pojedynku Alvareza z Golovkinem czym uratował remis w całym ich pojedynku. Również raz punktował sędzia Trella walke "Krushera", jednak nie musiał się za dużo napracować, gdyż Kovalev bardzo szybko uporał się w 2013 roku z Gabrielem Campillo. 
Zgoła odwrotnie ma się sytuacja z sędziną Lederman. Nigdy nie punktowała walk Saula Alvareza, natomiast pięciokrotnie siedziała na stołku przy pojedynkach "Krushera". Rosjanin jednak nie dawał jej powodów do zapisywania kartek. Z Darnellem Boone'm wygrał w drugiej rundzie, z Corneliusem White'm w trzeciej, z Cedrikiem Agnew w siódmej (60-52), z Blakiem Caparello w drugiej, a z Vyacheslavem Shabranskyy'm również w drugiej rundzie. 
Trudno się przyczepić do wyboru sędziów, wydaje się, że są dobrani odpowiednio i powinni punktować uczciwie. Pojedynek odbędzie się w MGM Grand w Las Vegas, gdzie Meksykaninowi przyszło już występować pięciokrotnie, natomiast dla Koveleva będzie to debiut w tym miejscu. W sumie to szczegół, ale moim zdaniem istotny. 


Jak może potoczyć się ta walka? Tak jak powiedziałem na wstępie, kiedy pojedynek został ogłoszony byłem wręcz przekonany, że Alvarez stosunkowo łatwo obskoczy Rosjanina, będzie bazował na szybkości i pracy nóg, wypunktuje rywala nie dając sobie zrobić większej krzywdy. Po głowie chodził mi werdykt w granicach 118-110 albo wyżej. Im bliżej do walki, tym mam co do tego pewne wątpliwości. Po głowie chodzi mi fakt, że Kovalev w końcu upoluje "Canelo" i będzie miał w tej walce swoją niepowtarzalną szansę. Czy ją wykorzysta? Tego nie wiem i nie chce oceniać. Alvarez potrafi przyjąć, ale nie bił się jeszcze z kimś takim jak Kovalev, który jak mówi pseudonim potrafi skruszyć największego twardziela. Nie sądzę, że to Meksykanin zastopuje "Krushera". Wygląda na to, że Rosjanin przygotował wysoką formę zdając sobie sprawę z powagi sytuacji i wielkiej szansy. Wszak, wygrana z kimś takim jak Saul Alvarez odbiłaby się bardzo szerokim echem. Podsumowując, wydaje mi się, że walkę wygra Alvarez, bo tak będzie lepiej dla wszystkich. Wygra tą walkę po decyzji punktowej, ale Rosjanin będzie miał przynajmniej jedną szanse na pokonanie go przed czasem. Porażka "Canelo" z Kovelevem to będzie małe trzęsienie ziemi w świecie boksu. Sam nie wiem jak miałbym wówczas klasyfikować obu pięściarzy i z pewnością doczekalibyśmy się rewanżu. Co, jak co - oby walka nie była nudna, życzę wszystkim nieprzespanej jutrzejszej nocy. Niech dobry boks będzie z Nami!


środa, 30 października 2019

"Błyskawicznie" w Sosnowcu - podsumowanie gali...

Pięściarze występujący w roli głównych aktorów gali w Sosnowcu nie rozpieścili kibiców zgromadzonych w hali. Walki kończyły się bardzo szybko i mało było fajnego boksu. Na uwagę zasługuje praktycznie tylko występ Marka Matyi, który przewalczył kilkanaście minut. Wcześniej zadebiutowali w grupie Knockout Promotions Kamil Bednarek i Denis Krotyuk z Ukrainy, ale obaj szybko skończyli robotę. Podobnie jak walczący po Wrocławianinie Fiodor Cherkashyn i kończący galę Artur Szpilka. Wyszło więc tak, że kibice dłużej słuchali wywiadów po pojedynkach niż boksu na ringu. 


W Sosnowcu było błyskawicznie, więc i tutaj będzie błyskawicznie. Bo ciężko cokolwiek powiedzieć o występach Bednarka i Krotyuka. Obaj zaprezentowali się bardzo dobrze na tle przeciętniaków, którzy imitowali ich rywali. Bednarek to podobno duży talent, ale o tym będziemy mogli się przekonać dopiero, kiedy wyprowadzi trochę więcej ciosów i stoczy trochę więcej rund. 

Coś więcej można powiedzieć o Marku Matyi. Wrocławianin stoczył bardzo dobry pojedynek. Co prawda w ostatniej chwili zmienił mu się rywal, ale - jak wiadomo - zawsze jest to kłopot dla obu stron. Miał być rewanż z Pawłem Stępniem, a wyszła walka z doświadczonym Tony'm Averlantem. Francuz to etatowy journeyman, ale bardzo twardy, tym większe brawa dla Marka, że potrafił go zastopować. Averlant przegrywał dotychczas 12 razy, ale przed czasem tylko z Juergenem Braehmerem, Anthony'm Yarde i Joshuą Buatsi. Widać było, że Marek Matyja był świetnie przygotowany na Stępnia i kto wie, jak brzmiałby werdykt w ich drugiej walce. Miał pomysł na walkę, obił mocno tułów Francuza dużo rotując ciosami to na dół to na górę. Zasłużone i ważne zwycięstwo mocno niedocenianego pięściarza. 


Przyznam się, że z tej gali najbardziej czekałem na walkę Fiodora Cherkashyna, gdyż - uwaga odważna teza - uważam, że już w tej chwili mógłby poradzić sobie i z Kamilem Szeremetą i Maciejem Sulęckim. Niewiarygodny talent, co pokazał już w pierwszej rundzie walki z Guido Nicolasem Pitto. Argentyńczyk swego czasu sprawił niemałą niespodziankę wygrywając z Jackiem Culcayem w Niemczech. Pitto tylko raz, w dodatku kontrowersyjnie, przegrał przed czasem, a w Polsce czekała go prawdziwa demolka z rąk 23-latka. Ukrainiec znany był ze swojej "wątróbki", ale tym razem pokazał, że potrafi także mocno przyspieszyć i zasypać rywala gradem ciosów. Celnych ciosów, czym nie zostawił sędziemu furtki na przedłużenie pojedynku. Argentyńczyk był wyraźnie zaskoczony, ale młody Fiodor twardo stąpa po ziemi i zna swoje miejsce w szeregu. Moim zdaniem jest zbyt skromny. Tacy zawodnicy jak wspomniany chociażby Culcay spokojnie są już w jego zasięgu. Z niecierpliwością czekam na ogłoszenie kolejnego rywala dla Cherkashyna i liczę, że poniżej pewnego poziomu promotorzy 23-latka nie będą już schodzić. 


A co można powiedzieć o Szpilce? Nic konkretnego. Zrobił swoją robotę bardzo szybko, bo inaczej się nie dało. Wyciągnięty z emerytury Fabio Tuiach był dramatycznie słaby, ale tego się większość spodziewała. Rozumiem walkę na przetarcie, ale dlaczego w pojedynku wieńczącym galę? To trochę robienie sobie żartów z kibiców, co w konsekwencji w moich oczach klasyfikuje tą galę jako "odbyła się. można zapomnieć". Bardziej ciekawa była deklaracja Szpilki, że był to jego ostatni pojedynek w kategorii ciężkiej i będzie teraz podbijał rankingi wagi cruiser. Być może jestem pesymistą, ale osobiście tego nie widzę. Będę zdziwiony, jeśli faktycznie Artur osiągnie limit 90,7kg nie tracąc przy tym atutów takich jak cios, szybkość i nogi. Jeśli jednak to zrobi, ciężko mi sobie wyobrazić Polaka w czołówkach, w walkach chociażby z zawodnikami pokroju Yuniera Dorticosa czy Lawrence'a Okolie. Artur dużo zebrał na szczękę w królewskiej kategorii, ale to nie będzie tak, że schodząc do niższego limitu będzie tam postrachem. Nie. Będzie mu bardzo ciężko, a nie jest to przecież facet, który potrafi poświęcić się czemuś w 100%. Restrykcyjna dieta, brak rozprężenia między walkami... To moim zdaniem nie dla Artura. Ale jak faktycznie będzie - zobaczymy.